Prawda o firmach farmaceutycznych – Marcia Angell

The Truth about the Drug Companies: How They Deceive Us and What to Do about It – fragment

Wstęp:
Leki są różne

Każdego dnia Amerykanie są poddani ostrzałowi reklam przemysłu farmaceutycznego. Informacje o jakimś leku – zwykle adresowane do pięknych, zadowolonych ludzi w efektownym plenerze – zawierają bardziej ogólne przesłanie.
Sprowadza się ono w swej istocie do tego: „Tak, leki są drogie, co wskazuje na to, jak są wartościowe. Ponadto koszty naszych badań naukowych i rozwoju są ogromne, więc musimy je jakoś pokryć.
Jako firmy bazujące na pracach badawczych, wytwarzamy stały strumień leków innowacyjnych, które wydłużają życie, podnoszą jego jakość i oddalają bardziej kosztowne zabiegi lekarskie. Jesteście beneficjentami osiągnięć amerykańskiego systemu wolnej przedsiębiorczości, a więc bądźcie wdzięczni, zaniechajcie grymasów i płaćcie”. Bardziej prozaicznie, przemysł powiada, że otrzymujecie sprawiedliwie to, za co płacicie.

Twoje pieniądze lub twoje życie

Czy to prawda? Pierwsza część z pewnością tak. Koszty leków są rzeczywiście wysokie – i rosną szybko.
Amerykanie teraz wydają oszałamiające $ 200 miliardów rocznie na lekarstwa na receptę i ta wielkość rośnie co roku o 12% (szczytowy przyrost był w 1999 r.)(1)
Leki są najszybciej drożejącą częścią rachunku za ochronę zdrowia, a ta przecież drożeje alarmująco.
Wzrost wydatków na leki odzwierciedla niemal w równym stopniu fakt, że ludzie używają znacznie więcej leków, niż używali, że te leki są droższe aniżeli używane przedtem i że ceny leków najczęściej ordynowanych są rutynowo podwyższane, niekiedy kilka razy w roku.
Zanim wygasł patent, na przykład, na Claritinę (loratadinę), najczęściej sprzedawany środek antyalergiczny firmy Schering-Plough, jego cena była podnoszona 13 razy w ciągu pięciu lat, łącznie o ponad 50% – ponad 4 razy powyżej stopy wzrostu ogólnej inflacji.( 2)
Jak wyjaśniła rzeczniczka firmy,„podwyżki cen nie są niezwykłe w przemyśle i to pozwala nam inwestować w R&D”(3)*.
W 2002 r. średnia cena 50 leków najczęściej używanych przez seniorów wynosiła prawie $ 1500 za roczną kurację. (Ceny znacznie się różnią, tu jest mowa o tym, co producenci nazywają średnią ceną hurtową, która jest dość bliska cenie, którą pacjent nie ubezpieczony płaci w aptece)(4).
————————————
* R&D = research and development = badania i rozwój = badania dla rozwoju.

Płacenie za leki na receptę już nie jest problemem tylko ludzi biednych.
Kiedy gospodarka boryka się z trudnościami, kurczy się ubezpieczenie zdrowotne.
Pracodawcy chcą, by pracownicy sami płacili więcej i wielu przedsiębiorców rezygnuje w ogóle z udzielania zasiłków zdrowotnych.
Jako, że koszty szybko rosną, płatnicy bardzo pragną uciekać od nich, przerzucając je na pacjentów. W rezultacie coraz więcej ludzi musi płacić coraz większą część rachunku za leki z własnej kieszeni.
Wielu z nich po prostu nie może tego robić. Rezygnują z leków na rzecz ogrzewania domu lub pożywienia. Niektórzy biorą ich mniej, niż jest wskazane, albo dzielą się ze współmałżonkiem. Inni, wstydząc się przyznać, że nie mogą wykupić leków, biorą od lekarzy recepty i ich nie realizują.
Wówczas nie tylko pacjenci się nie leczą, ale ich lekarze czasem dochodzą do błędnych wniosków, że zaordynowany lek nie działa, przepisują inny, co komplikuje sprawę.
Szczególnie dotknięci są ludzie starsi.
Kiedy w 1965 r. stworzono Medicare, ludzie brali o wiele mniej leków i były one tanie. Dlatego nie uznano za konieczne włączyć do programu refundowania kosztu recept lecznictwa ambulatoryjnego. Wówczas seniorzy na ogół mogli sami zapłacić za leki, których potrzebowali. Połowa, a może dwie trzecie ludzi starszych ma dodatkowe ubezpieczenie pokrywające leki na receptę, ale ten procent spada. W końcu 2003 r. Kongres uchwalił ustawę zmieniającą Medicare, która włączyła zasiłek na leki Rp; ma ona wejść w życie od 2006 r., ale jak zobaczymy dalej, te zasiłki od początku bardzo małe będą szybko tracić znaczenie wskutek rosnących cen i kosztów administracyjnych.
Z oczywistych powodów starzy ludzie potrzebują więcej leków niż młodsi – trzeba uwzględnić zwłaszcza stany przewlekłe jak reumatyzm, cukrzyca, nadciśnienie, podwyższony cholesterol.
W 2001 r. prawie co czwarty senior pomijał dawki lub w ogóle nie realizował recepty z powodu kosztu (teraz ten procent jest niemal na pewno wyższy). Niestety, najsłabsi mają najmniejsze prawdopodobieństwo posiadania ubezpieczenia dodatkowego.
Przy średnim rocznym koszcie jednego leku $ 1 500, i nierzadko potrzebie jednoczesnego brania 6 różnych leków, pacjent bez dodatkowego ubezpieczenia musi wydać $ 9000 z własnej kieszeni. Niewielu seniorów ma takie głębokie kieszenie.
Ponadto pośród praktyk przemysłu farmaceutycznego szczególnie niechlubne jest pobieranie wyższych cen od ludzi potrzebujących leków i niezamożnych. Przemysł obciąża podopiecznych Medicare bez dodatkowego ubezpieczenia dużo bardziej niż klientów uprzywilejowanych
takich jak HMO (Health Maintenance Organization) lub VA(Veteran Affairs).
Ci kupując hurtowo, mogą wytargować znaczne dyskonta lub rabaty.
Ludzie bez ubezpieczenia nie mają siły przetargowej i płacą najwyższe ceny.
W ostatnich dwóch latach zaczęto dostrzegać po raz pierwszy początki publicznego oporu przeciw drapieżnemu systemowi cen i innym dwuznacznym praktykom przemysłu farmaceutycznego. Głównie z powodu tego oporu firmy farmaceutyczne kładą teraz nacisk na swe dobre imię (public relations). Magicznymi słowami, ciągle powtarzanymi jak zaklęcie są:
badania, innowacje i amerykańskie.
Badania. Innowacje. Amerykańskie.
To czyni historię wielką.

Retoryka versus realizm (gadanie a rzeczywistość)

Poruszająca retoryka ma bardzo mało wspólnego z rzeczywistością. Po pierwsze, R&D jest relatywnie małą częścią budżetów wielkich koncernów farmaceutycznych, skarłowaciałą przez ich ogromne wydatki na marketing i zarządzanie, mniejszą nawet niż zyski.
W rzeczywistości, rok po roku, przez ponad dwie dekady przemysł farmaceutyczny był dalece najbardziej dochodowym w Stanach Zjednoczonych. (W 2003 r. po raz pierwszy
stracił pierwszą pozycję na rzecz produkcji ropy naftowej i banków
komercyjnych).
Ceny pobierane przez wytwórców mają mały związek z kosztem wytworzenia i mogłyby zostać drastycznie obcięte bez najmniejszego zagrożenia dla R&D.
Po drugie, przemysł farmaceutyczny nie jest szczególnie innowacyjny. Trudno uwierzyć, ale tylko garstka naprawdę ważnych leków została w ostatnich latach wprowadzona na rynek, i one głównie opierały się na badaniach finansowanych przez podatników w wyższych uczelniach, małych firmach biotechnologicznych oraz Państwowych Instytutach Zdrowia (NIH). Ogromna
większość „nowych” leków to nie są nowe leki, tylko odmiany starych leków, obecnych na rynku. Są one nazywane „me-too” drugs – ja też lek.
Mają na celu zagarnięcie części lukratywnego rynku leku bestsellera przez wyprodukowanie czegoś bardzo podobnego.
Na przykład mamy teraz sześć statyn do obniżania poziomu cholesterolu, wszystkie są wariantami pierwszej:
Mevacor (lovastatina), Lipitor (atorvastatina), Zocor (simvastatina), Pravachol
(pravastatina), Lescol (fluvastatina) i najnowszy Crestor (rosuvastatina).
Dr Sharon Levine, zastępca dyrektora Kaiser Permanente Medical Group, ujął to tak:
„Gdybym był producentem i mógłbym, zmieniwszy molekułę, uzyskać następne dwadzieścia lat ochrony patentowej, po czym namówić lekarzy do ordynowania innej opatentowanej formy omeprazolu (Nexium zamiast Losec), albo tygodniowej, a nie dziennej dawki Prozacu (fluoxetiny), kiedy mój stary patent wygasa – po cóż miałbym wydawać pieniądze na dużo mniej pewne próby zrobienia nowego leku?”(6)
Po trzecie, przemysł farmaceutyczny z trudem można uznać za model amerykańskiej wolnej przedsiębiorczości. Z pewnością przemysł ma swobodę w podejmowaniu decyzji, które leki robić (na przykład me-too zamiast innowacyjnych), może nieskrępowanie pobierać ceny tak wysokie, jakie handel może znieść, ale jest bezwzględnie zależny od monopoli gwarantowanych
przez rząd – w formie patentów oraz w formie wyłącznych praw sprzedaży FDA (Food and Drug Administration).
Przemysł nie jest szczególnie innowacyjny w opracowywaniu nowych leków, ale jest wysoce innowacyjny i agresywny przy wymyślaniu dróg powiększania uprawnień monopolistycznych.
Nie ma nic szczególnie amerykańskiego w tym przemyśle.
Tak jest w skali globalnej.
Z grubsza połowa największych firm jest ulokowana w Europie (dokładna liczba zmienia się wskutek fuzji).
W 2002 r. do górnej dziesiątki należały firmy amerykańskie: Pfizer, Merck, Johnson&Johnson, BristolMyers Squibb i Wyeth (przedtem American Home Products), firmy brytyjskie:
GlaxoSmithKline i Astra Zeneca, firmy szwajcarskie: Novartis i Roche oraz firma francuska Aventis (w 2004 r. Aventis połączył się z inną francuską firmą Sanofi-Synthelabo i zajął trzecie miejsce).
Wszystkie są bardzo podobne w swoim działaniu.
Wszystkie sprzedają leki w USA drożej niż na innych rynkach.
Jako że Stany Zjednoczone są głównym centrum zysku, dobrze robi imieniu firmy przedstawianie się za amerykańską, czy nią jest, czy nie jest.
Daje się zauważyć, że niektóre firmy europejskie teraz lokują swą działalność R&D w USA. Argumentują to tym, że my nie regulujemy cen leków, jak to czyni większość świata.
Jednak bardziej prawdopodobny jest argument, że one chcą żywić się nieporównywalnymi rezultatami badań naukowych amerykańskich uniwersytetów i Państwowych Instytutów Zdrowia (NIH). Innymi słowy, to nie prywatna inicjatywa przyciąga tutaj, lecz coś całkiem przeciwnego, nasza naukowo badawcza przedsiębiorczość sponsorowana ze środków publicznych (z podatków).

Obnażanie prawdy

Książka ta przedstawi prawdziwy przemysł farmaceutyczny.
Przemysł, który przez minione dwie dekady odszedł bardzo daleko od swego pierwotnego
zaszczytnego celu odkrywania i produkowania pożytecznych leków.
Obecnie jest to przede wszystkim machina marketingowa do sprzedawania leków o wątpliwych zaletach. Przemysł ten wykorzystuje swoje bogactwo i siłę do zjednywania każdej instytucji położonej na swej drodze, włączając Kongres, FDA, akademickie centra naukowe, i brać lekarską (większość wysiłków marketingowych jest skierowana na lekarzy, bo oni przecież wypisują recepty).
Byłam naocznym świadkiem wpływu przemysłu na badania medyczne podczas moich dwóch dekad w „The New England Journal of Medicine”.
Podstawowym przedmiotem zainteresowania czasopisma są badania przyczyn i sposobów leczenia choroby.
Badania te w coraz większym stopniu są sponsorowane przez firmy farmaceutyczne.
Widziałam firmy rozpoczynające stopniowe przejmowanie kontroli nad sposobem prowadzenia badań, co było nie do pomyślenia, kiedy przyszłam do redakcji.
Cel jest jasny: zaprogramować prace tak, by lek na pewno wypadł dobrze.
Na przykład, firmy domagają się od badaczy, by porównywali nowy lek z placebo (pigułką cukru) zamiast ze starszym lekiem.
Tym sposobem nowy lek może wyglądać dobrze nawet wtedy, gdy jest gorszy od leku starego.
Są inne sposoby wpływania na stronniczość badania i nie wszystkie mogą być wyśledzone, nawet przez ekspertów.
Oczywiście odrzucaliśmy artykuły, rozpoznawszy zło, ale one często lądowały w innych redakcjach. Czasami firmy nie pozwalają badaczom publikowania wyników, jeśli one są niekorzystne dla leku.
Widząc rosnący wpływ przemysłu, stawałam się coraz bardziej zaniepokojona możliwością publikowania wielu poważnie wadliwych prac, które mogłyby skłaniać lekarzy do uwierzenia, że nowe leki są skuteczniejsze i bezpieczniejsze aniżeli jest w istocie.
Są obecnie sygnały, że przemysł jest w poważnych kłopotach, głównie dlatego, że ma tak mało leków innowacyjnych w zanadrzu. Ponadto społeczeństwo staje się coraz bardziej sceptyczne wobec jego wygórowanych wymagań, nabywcy leków zaczynają coraz głośniej uskarżać się na zawrotne ceny.
Zyski, choć wciąż ogromne, zaczynają spadać, akcje na giełdzie niektórych największych spółek zaczynają tanieć. Jednak zamiast inwestować w bardziej innowacyjne leki i moderować ceny, firmy farmaceutyczne kierują strumień pieniędzy na marketing, prawnicze zabiegi o rozszerzenie praw patentowych, lobbowanie rządu zapobiegające jakimkolwiek sposobom regulacji cen.
Gdyby leki na receptę były takie, jak zwykłe dobra konsumpcyjne, wszystko to nie miałoby wielkiego znaczenia. Jednak leki to, co innego. Ludzie są od nich uzależnieni w kwestii zdrowia, a nawet życia.
W Rozdziale 13 proponuję sposoby reformy systemu, abyśmy mieli dostęp do dobrych leków po rozsądnych cenach, aby rzeczywisty obraz upodobnił się do retoryki przemysłu.
Reforma będzie musiała objąć poza przemysłem dokooptowane przez niego agencje i instytucje, włączając FDA i zawód medyczny z jego instytucjami.
Ten rodzaj bezkompromisowej zmiany będzie wymagał silnej presji publicznej.
To będzie niełatwe. Firmy farmaceutyczne mają największe lobby w Waszyngtonie i one szczodrze finansują kampanie polityczne.
Ustawodawcy są teraz tak dłużni przemysłowi farmaceutycznemu, że będzie niezwykle trudno znaleźć wyjście z tej sytuacji.
Jest jedna rzecz, której parlamentarzyści potrzebują bardziej niż kampanijnych datków przemysłu. Są nią głosy wyborców.
To jest powód, dla którego wy musicie wiedzieć, co się dzieje, i dlaczego napisałam tę książkę.
Wbrew temu, co przemysł publicznie głosi, nie otrzymujecie tego, za co płacicie. Faktem jest, że przemysł czyha na naszą zgubę i że nie będzie prawdziwej reformy, jeśli jej nie wymusi determinacja społeczeństwa.

$ 200 miliardowy kolos
Co robi 800-funtowy goryl? Wszystko, co zechce.
Co jest prawdą o 800 funtowym gorylu, jest prawdą o kolosie, którym jest przemysł farmaceutyczny. On też robi to, co chce. Przełomowym był rok 1980.
Przedtem to był dobry biznes, ale później – fantastyczny. W latach 1960-1980 sprzedaż leków była dość statyczna jako procent produktu krajowego brutto.
Później, od 1980 do 2000 r. – potroiła się – rosła 3 razy szybciej niż dochód narodowy.
Obecnie przekracza $ 200 miliardów w roku.
Przy tym od wczesnych lat 1980-tych przemysł farmaceutyczny stale zajmował pozycję zdecydowanie najbardziej dochodowego w USA (2).
(Tylko w 2003 r. spadł z pierwszego miejsca na trzecie pośród 47 rodzajów przemysłu sklasyfikowanych w Fortune 500).
Z wielu czynników, które przyczyniły się do wielkiej fortuny, żaden nie miał nic wspólnego z jakością sprzedawanych leków.
W tym rozdziale dokonam przeglądu przemysłu farmaceutycznego, jego meteorycznego wzrostu i ostatnio wczesnych objawów albo nadchodzącego upadku, albo generalnego remontu. Szczegółów tu nie będzie. Będą w następnych rozdziałach.
Teraz chcę zajrzeć za zasłonę, kiedy jest odsunięta. Widok nie jest ładny.
Zanim zacznę, powiem kilka słów o danych, które przedstawiam w książce. W większości przypadków posiłkuję się danymi z 2001 r., ponieważ to jest ostatni rok dla którego informacje w odniesieniu do tych aspektów przemysłu, które rozważam, są wystarczająco kompletne.
Na podstawie jednego roku łatwiej widzieć całość.
Jednak dla niektórych ważnych spraw posłużę się danymi z 2002 r., a kiedy możliwe – 2003 r. We wszystkich przypadkach podam rok, którego dane dotyczą (3).
Muszę także wyjaśnić, co mam na myśli mówiąc, że to jest przemysł $ 200 miliardowy.
Wg źródeł rządowych tyle z grubsza Amerykanie wydali na leki na receptę w 2002 r.
Ta wielkość wyraża bezpośrednie zakupy konsumentów w aptekach (zarówno zapłacone z kieszeni, jak i „ubezpieczone”) i obejmuje prawie 25% marży dla aptekarzy i hurtowników.
Ale w nią nie włączono dużych wydatków na leki w szpitalach, domach opieki.
Przychody firm raportowane w rocznych sprawozdaniach spółek nie są takie same, bo zwykle obejmują też sprzedaż za granicą i sprzedaż do szpitali, a nie zawierają marży hurtowej i detalicznej.
Bodaj najczęściej cytowane źródło danych o lekach, IMS Health, szacowało całkowitą światową sprzedaż leków wydawanych na receptę na $ 400 mld w 2002 r. Około połowa przypada na USA.
A więc $ 200 miliardowy kolos jest w rzeczywistości $ 400 miliardowym mega-kolosem, ale
moje rozważania w tej książce koncentrują się na operacjach firm farmaceutycznych
w Stanach Zjednoczonych.

“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.

Firmy farmaceutyczne nie są zainteresowane zdrowiem i leczeniem [PL] (7:18)
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s