Szczypta legend

Podstawowy spór pomiędzy mocarstwami morskimi i lądowymi jest, jak się wydaje, stary niczym świat, a jak wiele na to wskazuje nawet jeszcze starszy.

Przypomnijmy więc, że w czasach starożytnych, lecz już historycznych, lądowa Sparta zwyciężyła zdawałoby się omnipotentne wówczas Ateny.

Rzym pokonał Kartaginę, zaś u zarania epoki żelaza, która trwa aż do naszych dni, Helleni pokonali Troję, czym zresztą spowodowali lawinę geopolitycznych zmian w całym basenie Morza Śródziemnego, będącym ówczesnym centrum globu.

Jednak ze świata archeologii, geologii i innych pokrewnych nauk dobiegają sygnały, że ziemia zawsze w istocie była jednością i na ogół wydarzenia w jakiejś jej zdawałoby się zapadłej dziurze, wywoływały szersze implikacje, niekiedy o przełomowym znaczeniu.

Wszyscy jesteśmy dziećmi tych epokowych momentów, a wiele współczesnych podstawowych historycznych zjawisk ma swoje źródła nawet aż w zamierzchłej przeszłości. Dotyczy to również najgłębszych sprzeczności, antagonizujących potęgi lądowe z morskimi.

W czasach egipskich Ramzesów, gdzieś w XIII wieku p.n.e. na ogół dla nas anonimowa i o zagadkowym rodowodzie, szeroka koalicja tak zwanych Ludów Morza z wielkim impetem, przy użyciu potężnej floty i lądowych wojsk uderzyła w Delcie Nilu. Wydawało się, że rachityczna egipska marynarka nie jest w stanie powstrzymać tych zdeterminowanych najeźdźców, którzy – jak mniema wielu – działali z góry powziętym zamiarem pokonania, ale i podbicia tego już wówczas bardzo starego imperium. Jednak kunszt lądowych dowódców sprawił, że ta groźna i liczna koalicja Ludów Morza została nie tylko zwyciężona, lecz nawet unicestwiona.

Nie pozostało po niej ani śladu poza Filistynami. Był to ostatni wielki konflikt kończący epokę brązu. Po nim stare potęgi umierały, by na ich miejscu powstawały nowe, dynamiczniejsze, uzbrojone w lepszą broń wykonywaną z żelaza.

Co jednak z tego wszystkiego wynika dla nas, dla współczesnych nam czasów? Można przypuszczać, iż kończy się teraz epoka żelaza, trwająca około 3000 lat. Zaczynają bowiem dominować materiały, będące kosmicznymi stopami, a kolejna wielka wojna najpewniej rozegra się – przynajmniej jej pierwsze stadium – w kosmosie.

Kto bowiem zapanuje nad tym okołoziemskim obszarem, ten będzie miał duże szanse na ostateczny sukces. Jednak na koniec, by trwale zwyciężyć, przysłowiowy but żołdaka musi zdeptać ziemię wroga. A z tym u mocarstw morskich jest gorzej. Widzimy to na przykładzie wszystkich niedokończonych przezeń wojen. Współcześnie od Korei, przez Wietnam, Afganistan, Serbię, a w ostatnich dekadach także Bliski Wschód.

Dlatego właśnie wbrew narzucającym się oczywistościom obstawiam w tym konflikcie imperia lądowe. I tylko, i wyłącznie z tego powodu uważam, że Polska powinna być po ich stronie, a słowiańska ideologia ma temu sprzyjać, gdyż bez idei dzieje tracą swój heroiczny wymiar.

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 41-42 (9-16.10.2016)
http://mysl-polska.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s