Tańcząca z wilkami

Jak wytłumaczyć, iż prawie każda opowieść o Holocauście, w tym także światowej sławy autorów, jest w rzeczywistości historią obliczoną na wyciągnięcie niebotycznej kasy. Poza oczywistą chciwością, powstawanie takiej ilości zafałszowanych i wymyślonych wspomnień jest to, że po wojnie pojawiła się pewna liczba ocalonych, którzy czuli, że ich wkład w wysiłek wojenny był mniejszy, niż sami by chcieli.

Jedni dlatego, że nie brali czynnego udziału w walkach zbrojnych, jakby cierpienia w obozach były mniejszej wagi, inni dlatego, że byli dziećmi. Zatem mitomani przypisują sobie czyny i przeżycia, które mają tę cechę, że wyróżniają ich na tle innych. Nie liczą się przy tym, z tym co czują osoby, które przeżyły grozę Holocaustu, gdy widzą ciągle w telewizji oszustów opowiadających o swoich „bohaterskich” przeżyciach w czasie Holocaustu. Jak mogą czuć się ci, których „tylko” poddano nieludzkim eksperymentom medycznym, że o innych sposobach upadlania ludzi w obozach nie wspomnę.

Najwięcej jest wspomnień autorów żydowskich, ale szybko doszlusowali do nich wydrwigrosze i fantaści innych nie żydowskich nacji. Co ciekawe, wśród nie żydowskich autorów zmyślonych historii Holocaustu nie pojawiają się Słowianie, na ziemiach których okupanci niemieccy z takim zapałem mordowali wszystkich, nie tylko Żydów.

Autorami tych „fantastycznych wspomnień” są przede wszystkim mieszkańcy Europy Zachodniej i USA. Piszą te swoje wymyślone wspomnienia, za nic mając grozę, w jakiej wówczas żyli Polacy, Żydzi i inni mieszkańcy okupowanych przez Niemców Narodów. Trywializują przez swoje wymyślone, fantastyczne historie grozę tamtych czasów.

Doskonałym przykładem takiego fałszerstwa są losy Mishy Defonseca. Misha Defonseca napisała i wydała w 1997 roku książkę pt. „Misha: A Memoire of the Holocaust Years. (Misza: „Pamiętnik z lat Holocaustu”).

Autorka najpierw określa siebie jako żydowskie dziecko z Belgii, która została wraz z rodzicami została wywieziona na Wschód. Ona sama, straciwszy kontakt z rodzicami wsiada do pociągu jadącego na Wschód i trafia do getta w Warszawie. Będąc w getcie dziewczynka, mająca wówczas 7-11 lat (faktycznie autorka urodziła się w 1938 roku, zatem bohaterce, którą miała być ona sama dodaje w książce kilka lat) postanowiła odszukać rodziców. Ucieka zatem z getta, zabija także scyzorykiem! niemieckiego żołnierza, który usiłował ją zgwałcić i pieszo udaje się na Wschód.

W sposób oczekiwany przez Holocaust Industry opisuje mieszkańców wsi polskich i białoruskich, którzy są prymitywami katolickimi i prawosławnymi usiłującymi okraść ją z posiadanych pieniędzy! W każdej wsi mieszkańcy usiłują ją wydać w ręce gestapo, a w najlepszym przypadku przepędzając ją. Jednak zawsze to ona jest sprytniejsza i mądrzejsza od tych zacofanych ludzi.

Głodna, zmęczona, nie odnalazłszy swoich rodziców decyduje się na powrót do Belgii. Przez 4 lata błąka się samotnie po Niemczech, Polsce, Ukrainie, Rumunii, Jugosławii, statkiem przez Morze Adriatyckie do Włoch, a następnie przez Włochy i Alpy do Francji i z powrotem do Belgii. Po drodze chroni ją stado wilków. I tak wilki uratowały jej życie.

Na podstawie tej książki Very Belmont, francuska reżyser, nakręciła film „Przeżyć z wilkami”.

Nie muszę dodawać, że książka natychmiast została przetłumaczona na 18 języków i stała się bestsellerem. Ale nie koniec tej historii. Nie wszyscy jednak „kupili” historię Miszy. Deborah Dwork, badacz holokaustu (dyrektor Centrum Badania Holokaustu i Ludobójstwa Rodziny Strassler w Clark University w Worcester, MA) ostrzegła wydawcę książki „Misha: A Memoir of the Holocaust Years”, że autentyczność książki była podejrzana.

Ale „mądrość etapu” była wówczas inna. Wkrótce też okazało się, że urodzona w Belgii autorka, znana jako Misza Defonseca, nie jest Żydówką, a jej prawdziwe nazwisko jest Monique Ernestine Josephine de Wael, a w trakcie wojny nie mieszkała z wilkami, ale uczyła się w brukselskiej szkole. Twierdziła również, że jej rodzice byli w belgijskim ruchu oporu i zostali zabici przez nazistów.

I to okazało się mitem. Belgijski dziennik „Le Soir” poinformował w 2008 roku, że rodzice de Wael nie tylko nie zostali zabici przez hitlerowców, ale faktycznie z nimi współpracowali. Krewni ojca de Wael, powiedzieli „Le Soir”, że Robert de Wael odpowiadał za donosy do Gestapo na kilku mieszkańców miasteczka. Nie został zabity przez nazistów, ale zmarł z przyczyn naturalnych po wojnie. Kiedy mieszkańcy dowiedzieli się o tym po wojnie, nazwisko Roberta de Wael zostało usunięte z pomnika w Brukseli upamiętniającego tych, którzy zginęli z rąk nazistów.

Ale zanim to nastąpiło, de Wael wraz z prawdziwą autorką książki, Verą Lee, kilka lat temu złożyły pozew przeciwko wydawcy, Jane Daniel, za niewystarczającą ich zdaniem promocję książki na amerykańskim rynku. W 2001 r. para ta zdobyła ogromny wyrok przeciwko Daniel, kiedy sąd przyznał im więcej niż 30 mln USD.

Gdy prawda o tej mistyfikacji wyszła na jaw, tłumaczenie „Miszy” było podobne do tłumaczenia Rosenblata: „Tak, nazywam się Monique de Wael, ale chciałam o tym zapomnieć od kiedy miałam 4 lata. Moi rodzice zostali aresztowani i zabrał mnie dziadek, Ernest de Wael, i wujek, Maurice de Wael. Nazywano mnie „córką zdrajcy”, ponieważ mojego ojca podejrzewano o sypanie podczas tortur w więzieniu Saint-Gilles. Odkąd pamiętam, czułam się Żydówką… Bywa, że trudno mi jest odróżnić rzeczywistość od mojego świata wewnętrznego. Historia w książce jest moja. To nie jest prawdziwa rzeczywistość – … to była moja rzeczywistość, mój sposób na przetrwanie. W pierwszej chwili nie chciałam jej opublikować, ale przekonała mnie Jane Daniel. Proszę o przebaczenie wszystkich, którzy poczuli się zdradzeni”. [Żenua – admin]

Jak wiemy i to po ustaleniach „Le Soir” okazało się kłamstwem. Dlaczego taka książka się ukazała? Bo tak naprawdę nikt nigdy nie martwił się o ocalonych z Holocaustu. Dziś wystawia się „stolik z cierpieniami” i bez zażenowania handluje się nimi. Ba, uzyskano nawet to, że „cierpią traumę” wnuki zamordowanych, dla których grupa handlarzy cierpieniem zabiega o środki.

Z tego cierpienia ocalałych z Holocaustu i wnuków wyłączeni są oczywiście wszyscy nie Żydzi, bo goje zdaniem Żydów nie. cierpią tak wyjątkowo jak Żydzi. Dlatego takie historie jak powyższa są wodą na młyn dla hochsztaplerów Holocaustu.

W następnym odcinku opiszę losy Benjamina Wilkomirskiego, pozbawionego skrupułów Szwajcara, który dla kasy także stał się Żydem.

Ireneusz T. Lisiak
Myśl Polska, nr 41-42 (9-16.10.2016)
http://mysl-polska.pl

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s