PRZEZ CHOROBĘ DO SAMOPOZNANIA – IV

CZĘŚĆ II
Znaczenie i interpretacja symptomów chorobowych

Cytuj

Pytasz: „Co znakiem drogi, o derwiszu?” Słuchaj mnie zatem, a słysząc zważ!
To  znak dla ciebie: że choć idziesz naprzód, swą nędzę coraz większą widzisz. – Fariduddin Attar

1. Infekcja

Infekcja jest jedną z najczęstszych przyczyn procesów chorobowych w organizmie człowieka. W stanie ostrym objawia się na ogół różnego typu zapaleniami – od przeziębienia poprzez zapalenie płuc aż po cholerę i ospę. Na to, że mamy do czynienia z procesem zapalnym, wskazuje końcówka -itis w łacińskiej nazwie choroby, na przykład colitis, hepatitis. Medycyna klasyczna ma na swoim koncie znaczne osiągnięcia w walce z chorobami zakaźnymi, a to dzięki odkryciu antybiotyków (np. penicyliny) i szczepionkom. O ile kiedyś w następstwie infekcji ludzie najczęściej umierali, o tyle dziś, w krajach o dobrze rozwiniętej opiece medycznej, takie wypadki zdarzają się wyjątkowo. Nie znaczy to oczywiście, byśmy byli mniej podatni na infekcje. Dysponujemy jednak o wiele lepszą bronią do ich zwalczania.
Jeśli komuś taka terminologia wydaje się zbyt „wojenna”, nie powinien zapominać o tym, że w przypadku procesu zapalnego rzeczywiście mamy do czynienia z „wojną w organizmie”. Uzyskujące niebezpieczną przewagę wrogie zarazki (bakterie, wirusy, toksyny) zostają zaatakowane i pokonane przez systemy obronne naszego organizmu. Symptomy świadczące o takiej konfrontacji, to obrzmienia, zaczerwienienie, ból i gorączka. Jeśli organizmowi uda się odnieść zwycięstwo nad zarazkami, infekcja wygasa, jeśli nie – chory umiera. Nietrudno na tym przykładzie wykazać analogię między procesem zapalnym a wojną. Polega ona na tym, że zarówno wojna, jak i zapalenie – mimo że nie zachodzi między nimi związek przyczynowy – charakteryzują się taką samą strukturą wewnętrzną i takim samym przebiegiem, tyle, że manifestującym się na całkiem innych płaszczyznach.
Te wewnętrzne współzależności między wojną a procesem zapalnym są wyraźnie widoczne w języku, jakim się posługujemy. I tak samo słowo zapalenie (Entzundung) zawiera już w sobie ową sławetną iskrę zapalającą, która może spowodować eksplozję beczki prochu. Angielski odpowiednik inflammation można przetłumaczyć dosłownie jako „rozniecenie płomienia”. Takiego samego słownictwa używamy, opisując konfrontacje zbrojne. Mówimy na przykład: rozgorzał konflikt, podrzucono płonącą głownię, Europa stanęła w płomieniach itp. Przy tak dużej ilości materiału zapalnego prędzej czy później musi nastąpić eksplozja, w trakcie której rozładuje się nagle coś, co gromadziło się już od dawna. Zjawisko to możemy zaobserwować nie tylko w warunkach wojny.
Podobnie dzieje się w naszym organizmie, gdy na przykład pęka i oczyszcza się niewielka krosta lub duży ropień.
W naszych dalszych rozważaniach musimy brać pod uwagę również inną sferę analogii, a mianowicie – duszę. Człowiek też może eksplodować. W tym wypadku następuje reakcja emocjonalna służąca rozładowaniu konfliktu wewnętrznego. Kontynuując nasze rozważania, będziemy zawsze brać pod uwagę te trzy sfery równocześnie – „duszę-ciało-narody” – by móc na ich przykładzie dokładnie prześledzić analogię między konfliktem, zapaleniem i wojną. Koniec końców pozwoli nam to znaleźć klucz do zrozumienia choroby.
Biegunowość naszej świadomości bezustannie stawia nas, ludzi, w sytuacji konfliktowej, zmuszając do dokonywania wyboru spośród dwóch możliwości. Stale musimy się na coś decydować, rezygnować z jednej możliwości na rzecz innej. Wciąż więc czegoś nam brak, wciąż czujemy pewien dyskomfort psychiczny. Szczęśliwy ten, kto potrafi zaakceptować konfliktowość ludzkiej egzystencji. Większość z nas bowiem skłonna jest wierzyć, że niedostrzeganie konfliktu jest tożsame z jego nieistnieniem. Z podobną naiwnością małe dzieci wierzą, że wystarczy zamknąć oczy, by stać się niewidzialnym. Konflikty jednak istnieją zawsze, niezależnie od tego, czy ktoś je dostrzega, czy nie. Kto nie jest gotów uznać tego faktu, przeanalizować konfliktu i starać się znaleźć jakieś rozwiązanie, prędzej czy później odczuje to na własnym ciele. Konflikty przybiorą formę zapalenia. Każda infekcja to zmaterializowany konflikt. Unikanie konfliktu na poziomie duszy (z wszystkimi jego przykrościami i niebezpieczeństwami) odbija się na poziomie ciała w postaci zapalenia.

Prześledźmy ten proces na trzech wspomnianych już płaszczyznach, którymi są: zapalenie-konflikt-wojna:
1. Impuls: Zarazki wnikają do organizmu. Mogą to być bakterie, wirusy lub trucizny (toksyny). Wnikanie to nie tyle jest zależne od obecności zarazków – jak sądzi wielu laików
–      ile raczej od gotowości naszego organizmu do ich przyjęcia. W medycynie nazywa się to słabą odpornością. Problem infekcji nie sprowadza się – jak uważają fanatycy sterylności
–      do obecności zarazków, lecz do umiejętności współżycia z nimi. Stwierdzenie to można odnieść niemal dosłownie do obszaru świadomości. Nie chodzi przecież o to, by człowiek żył w świecie bez problemów i konfliktów, lecz by umiał żyć z konfliktami. Nie trzeba chyba dłużej uzasadniać, że system odpornościowy jest sterowany przez naszą psychikę, skoro nawet naukowcy coraz dogłębniej zajmują się ostatnio tym zagadnieniem (badania nad stresem itp.).
Znacznie ciekawsze jednak jest uważne obserwowanie tych zależności na przykładzie samego siebie. Kto nie chce otworzyć własnej świadomości na konflikt, który by go bardzo zdenerwował; musi otworzyć swoje ciało na zarazki. Lokują się one w słabych punktach organizmu, nazywanych po łacinie loci minoris resistentiae, czyli miejscami o osłabionej odporności, uważanymi przez medycynę klasyczną za wrodzone albo dziedziczne. Medycyna klasyczna sprowadza podatność pewnych organów na zapalenie do wrodzonej słabości tych organów, co pozornie uniemożliwia dalszą interpretację zjawiska. Psychosomatyka natomiast wskazuje nie od dziś, że określonym grupom problemów odpowiadają określone organy, przez co jednak popada ona w sprzeczność z głoszoną przez medycynę klasyczną teorią miejsc o zmniejszonej odporności.
Ową pozorną sprzeczność bez trudu obalimy, jeśli spojrzymy na to zagadnienie z trzeciego punktu widzenia. Ciało jest zmaterializowanym odzwierciedleniem naszej świadomości, podobnie jak dom jest zmaterializowanym odzwierciedleniem idei architekta. Idea i jej kształt materialny odpowiadają sobie wzajemnie, tak jak fotografia odpowiada negatywowi, nie będąc jednak tym samym. I tak każda część ciała i każdy narząd odpowiadają określonej treści psychicznej, określonemu stanowi emocjonalnemu i określonemu kręgowi problemów (na tych analogiach zasadza się fizjonomika, bioenergetyka, techniki masażu psychicznego i inne).
Człowiek ucieleśnia pewien stan świadomości, będący w danym momencie życia odzwierciedleniem jego dotychczasowych doświadczeń. Przynosi ze sobą na świat określony wzorzec problemów, których stopniowe rozwiązywanie i pokonywanie będzie kształtowało jego los, gdyż los = charakter + czas. Charakter ani nie jest dziedziczny, ani też kształtowany przez otoczenie, jest on „przynoszony” – jest wyrazem świadomości, którą ucieleśnia.
Ów stan świadomości ze specyficznymi układami problemów i zadaniami życiowymi jest tym, co astrologia, na przykład, przedstawia symbolicznie w horoskopie. (Bliżej na ten temat w książce pt. Przeznaczenie twoją szansą.) Skoro jednak ciało jest zmaterializowanym odzwierciedleniem świadomości, również w ciele znajduje odbicie określony układ problemów. Oznacza to między innymi, że pewne grupy problemów mają swój cielesny czy też organiczny odpowiednik w podatności na choroby. Z wiedzy tej korzysta na przykład irydod¡agnostyka, nie uwzględniająca jednak ewentualnej korelacji psychologicznej.
Miejscem o zmniejszonej odporności jest ten narząd, który musi przejąć na siebie proces zdobywania doświadczeń wtedy, gdy człowiek nie rozpracowuje w swej świadomości problemu psychicznego odpowiadającego danemu narządowi. W dalszym ciągu książki wyjaśnimy stopniowo, jaki organ odpowiada jakiemu problemowi. Kto się z tym zapozna, spojrzy na procesy chorobowe z całkiem innego punktu widzenia niż ci, którzy uparcie trzymają się przyczynowego sposobu myślenia.
Prześledźmy przebieg zapalenia, nie wskazując na razie dokładnie jego lokalizacji. W fazie pierwszej (impuls) zarazki wnikają do organizmu. W sferze psychicznej odpowiada to sytuacji, gdy stajemy w obliczu jakiegoś problemu. Impuls, z którym dotychczas się nie zetknęliśmy, pokonuje system obronny naszej świadomości i rozdrażnia nas. Wznieca napięcie między biegunami, które to napięcie odczuwamy teraz świadomie jako konflikt. Jeśli nasz psychiczny system obronny funkcjonuje bardzo dobrze, impuls nie dosięgnie naszej nadświadomości – jesteśmy uodpornieni na jego wyzwanie, a tym samym na doświadczenie i rozwój.
W tym wypadku również mamy, zgodnie z zasadą biegunowości, dwie możliwości. Jeśli zrezygnujemy z obrony w obszarze świadomości, zachowamy odporność organizmu, jeśli zaś nasza świadomość będzie odporna na nowe impulsy, organizm będzie gotów do przyjęcia zarazków. Nie unikniemy zarażenia, możemy jedynie wybrać obszar, w którym ono nastąpi. Przenosząc to rozumowanie na warunki wojenne, powiedzielibyśmy, że pierwszej fazie – impuls – odpowiada wtargnięcie wroga do kraju (naruszenie granic). Tego rodzaju atak kieruje oczywiście całą uwagę polityczną i militarną na wrogich intruzów. Wszyscy wykazują wzmożoną aktywność, całą swoją energię ukierunkowując na ten nowy dla nich problem, mobilizują wojsko, poszukują sprzymierzeńców – krótko mówiąc: koncentrują uwagę na ognisku niepokojów.

Takie działania naszego organizmu to:
2.      Faza wysięku: Zarazki już się zagnieździły i tworzą ognisko zapalne. Ze wszystkich stron napływa płyn tkankowy, odczuwamy obrzmienie tkanki i towarzyszące temu najczęściej napięcie. W przypadku konfliktu psychicznego również wzrasta napięcie. Całą swoją uwagę skupiamy na nowym problemie, nie potrafimy już myśleć o niczym innym, prześladuje on nas dzień i noc, nie jesteśmy w stanie o niczym innym mówić, wszystkie nasze myśli krążą bezustannie wokół tej jednej sprawy. W taki oto sposób konflikt pochłania całą naszą energię psychiczną. Żywimy go, rozdymamy, aż staje się gigantyczny niczym góra, której nie jesteśmy w stanie pokonać. Konflikt zmobilizował i zaangażował wszystkie nasze siły psychiczne.

3.      Reakcja obronna: Pod wpływem zarazków (=antygenów) organizm wytwarza specyficzne przeciwciała (w krwi i szpiku kostnym). Limfocyty i granulocyty tworzą wokół zarazków tak zwany wał granulocytowy, a makrofagi zaczynają pożerać zarazki. Toczy się więc wojna w obszarze ciała. Wróg zostaje otoczony i zaatakowany. Jeśli nie uda się rozwiązać konfliktu na płaszczyźnie lokalnej (wojna ograniczona), następuje powszechna mobilizacja. Cały naród bierze udział w wojnie, poświęcając temu wszystkie swoje siły. W naszym organizmie sytuacja ta to

4.      Gorączka: Atak sił obronnych niszczy zarazki, a uwalniające się przy tym trucizny (toksyny) wywołują reakcję w postaci gorączki. Na lokalne zapalenie organizm odpowiada podwyższoną temperaturą ciała. Z każdym stopniem podwaja się wskaźnik przemiany materii, a więc nietrudno zorientować się, w jakiej mierze gorączka nasila procesy obronne organizmu. Dlatego też zwykło się mówić, że gorączka jest zdrowa. Istnieje więc współzależność między wysokością temperatury a tempem przebiegu choroby. Dlatego można spokojnie ograniczyć przyjmowanie środków obniżających temperaturę do granicy nie zagrażającej życiu i nie zbijać temperatury gwałtownie za każdym razem, gdy wzrasta.
Jeśli chodzi o sferę psychiczną, konflikt w tej fazie absorbuje nas bez reszty i pochłania całą naszą energię. Analogie między podwyższoną temperaturą naszego ciała a podnieceniem psychicznym są tak wyraźne, że znajdują odzwierciedlenie w naszym języku. Mówimy na przykład o gorączkowym oczekiwaniu, o gorączce poszukiwań, o gorączkowaniu się. (Znana piosenka Fever opiera się na tej właśnie dwuznaczności słowa gorączka.) Robi nam się gorąco ze zdenerwowania, serce bije nam przyspieszonym rytmem, czerwienimy się (z miłości lub gniewu), pocimy ze zdenerwowania i drżymy z napięcia. Wszystkie te objawy może nie są przyjemne – ale zdrowe. Nie tylko bowiem gorączka jest zdrowa, jeszcze zdrowsza jest konfrontacja z konfliktami. Mimo to panuje powszechna tendencja, by w miarę możliwości dusić w zarodku i gorączkę, i konflikty oraz duma umiejętności tłumienia (gdybyż tylko to tłumienie nie sprawiało tyle radości!).

5.      Powolne opadanie gorączki (rozwiązanie): Załóżmy, że siły obronne naszego organizmu okazały się skuteczne – odparły obce ciała, częściowo je wchłonęły, i w efekcie następuje rozpad przeciwciał i zarazków, czego skutkiem jest żółta ropa (straty po obu stronach!). Zarazki w zmienionej, osłabionej formie opuszczają nasze ciało. Ale i w nim zaszły pewne zmiany, gdyż teraz posiada ono:
a) informację o zarazkach, co nazywa się „odpornością nabytą lub swoistą”,
b) jego siły obronne przeszły trening, przez co wzmocniły się – jest to „odporność nieswoista”. Przenosząc to na sferę militarną, moglibyśmy powiedzieć, że jest to zwycięstwo jednej strony przy stratach poniesionych przez obie. Zwycięzca wychodzi jednak z konfrontacji wzmocniony, gdyż dostosował się do przeciwnika, poznał go i w przyszłości może na niego odpowiednio zareagować.
guality Life

6.      Śmierć: Może się jednak zdarzyć, że zwycięstwo odniosą zarazki, co prowadzi do śmierci pacjenta. Fakt, że uznajemy taki wynik za mniej korzystne rozwiązanie, wynika jedynie z naszego subiektywizmu. To tak jak w piłce nożnej – wszystko zależy od tego, z którą drużyną się identyfikujemy. Zwycięstwo to zwycięstwo, niezależnie od tego, która strona je odniesie – w tym wypadku też następuje koniec wojny. Radość i tym razem jest ogromna, tyle, że po stronie przeciwnika.

7.      Stan chroniczny: Jeśli żadnej ze stron nie uda się rozwiązać konfliktu po swojej myśli, następuje kompromis między zarazkami a siłami obronnymi organizmu. Zarazki pozostają w naszym organizmie, nie odnosząc jednak zwycięstwa, co oznaczałoby śmierć, ale i nie zostają pokonane (wyzdrowienie w sensie restitutio ad integrum). Wytwarza się stan chroniczny, którego symptomami jest stale podwyższona liczba limfocytów i granulocytów, przeciwciał, lekko podwyższony opad i nieznacznie podwyższona temperatura. Taka sytuacja powoduje, że w naszym ciele tworzy się ognisko wiążące energię potrzebną organizmowi. Pacjent czuje się zmęczony, apatyczny, bierny, niezdolny do działania. Nie jest chory, ale i nie jest całkiem zdrów – jest to sytuacja, kiedy nie toczy się co prawda wojna, ale i nie ma pokoju, panuje kompromis, ale zgnity, jak wszystkie kompromisy tego świata. Kompromis jest wzniosłym celem tchórzy, ludzi „letnich” (Jezus mówi: „Chciałbym ich wypluć z moich ust. Niech będą gorący albo zimni”), którzy niezmiennie boją się konsekwencji swego działania i wszelkiej odpowiedzialności. Kompromis jednak nigdy nie stanowi rozwiązania, gdyż ani nie jest absolutną równowagą między dwoma biegunami, ani też nie przechyla szali na jedną stronę. Kompromis oznacza permanentny zatarg, a co za tym idzie – stagnację. Czyniąc odniesienie do sfery militarnej, możemy porównać to z wojną pozycyjną (por. I wojna światowa), która pochłania energię i materiały, osłabiając lub też paraliżując pozostałe dziedziny życia, jak gospodarka czy kultura.
W sferze psychiki stan chroniczny odpowiada permanentnemu konfliktowi. Człowiek tkwi w sytuacji konfliktowej i nie znajduje ani odwagi, ani siły, by podjąć jakąś decyzję. Każda decyzja wymaga ofiar – możemy zrobić tylko jedno albo drugie – a taka perspektywa napawa lękiem. Dlatego wielu ludzi tkwi w samym środku konfliktu, są oni niezdolni dopomóc do zwycięstwa jednemu lub drugiemu biegunowi. Nieustannie roztrząsają problem, jaka decyzja byłaby słuszna, a jaka błędna, nie rozumiejąc, że w abstrakcyjnym sensie nie istnieje pojęcie siuszności i błędu, gdyż aby wreszcie być zdrowym, i tak potrzebujemy obu biegunów, tyle, że nie możemy zrealizować ich równocześnie, lecz musimy zacząć od jednego z nich – a więc zdecydujmy się!
Każda decyzja przynosi wyzwolenie. Stan chronicznego konfliktu natomiast wysysa z człowieka energię, co doprowadza koniec końców do psychicznego zniechęcenia, apatii, rezygnacji. W chwili gdy zdecydujemy się na jedną z możliwości, poczujemy natychmiast przypływ energii. Tak jak nasze ciało z każdej infekcji wychodzi wzmocnione, tak i nasz stan psychiczny poprawia się po każdym konflikcie. Stajemy się bogatsi o nowe informacje, które tak samo jak nabyta odporność ułatwiają nam w przyszłości uporanie się z podobnym problemem.
Każdy konflikt, jaki przeżywamy, uczy nas ponadto lepiej i odważniej konfrontować się z konfliktami w przyszłości, co odpowiada odporności naszego organizmu. Podobnie jak w przypadku naszego ciała, każde rozwiązanie pociąga za sobą ofiary, zwłaszcza po stronie przeciwnej; również decyzje podejmowane w sferze psychicznej wymagają ofiar. Nieraz trzeba poświęcić swoje dotychczasowe poglądy, ukochane przyzwyczajenia i zachowania. Ale przecież wszystko, co nowe, z góry niejako zakłada śmierć tego, co stare. Większe ogniska zapalne w organizmie często pozostawiają blizny.
W naszej psychice również niekiedy pozostają blizny, które z biegiem lat stają się jakby wspomnieniami głębokich przeżyć w naszym życiu.

Kiedyś wszyscy rodzice wiedzieli, że dziecko po przebytej chorobie dziecięcej (wszystkie te choroby są chorobami zakaźnymi) uczyniło skok w swym rozwoju albo dojrzewaniu. Dziecko nie jest już takie samo jak przedtem. Choroba je zmieniła, stało się bardziej dojrzałe. Ale nie tylko choroby wieku dziecięcego powodują, że człowiek staje się bardziej dojrzały. Tak jak ciało z każdej przebytej choroby zakaźnej wychodzi silniejsze, tak i człowiek po każdym przebytym konflikcie staje się dojrzalszy. Bowiem tylko wyzwania, którym musimy stawić czoło, czynią nas silniejszymi i bardziej doświadczonymi. Wszystkie wielkie kultury powstały w efekcie wielkich wyzwań i nawet Darwin sprowadzał rozwój gatunków do pomyślnego przezwyciężenia warunków środowiska (ta uwaga nie oznacza jednak akceptacji darwinizmu!).
„Wojna jest ojcem wszystkich rzeczy”, powiada Heraklit, i ten, kto prawidłowo rozumie tę sentencję, wie, że wyraża ona jedną z najbardziej fundamentalnych mądrości. Wojna, konflikt, napięcie między biegunami dostarczają energii życiowej, gwarantując w ten sposób postęp i rozwój. Takie stwierdzenia brzmią groźnie i mogą być niewłaściwie odczytane w czasach, gdy wilki przyoblekają się w owczą skórę i w takim przebraniu demonstrują swoją tłumioną agresję jako umiłowanie pokoju.
Celowo porównywaliśmy rozwój stanu zapalnego w naszym organizmie z przebiegiem wojny, gdyż dzięki temu poruszany temat zyskuje ostrość i nie zostanie pobieżnie potraktowany przez czytelnika. Żyjemy w takiej epoce i w takiej kulturze, które naznaczone są konfliktami i wrogością. Człowiek za wszelką cenę usiłuje uniknąć konfliktów, nie zauważając przy tym, że takie nastawienie uniemożliwia osiągnięcie wyższego stopnia świadomości. Wprawdzie człowiek nie jest w stanie w dwubiegunowym świecie uniknąć konfliktów środkami funkcjonalnymi, ale właśnie dlatego usiłowania takie prowadzą do coraz bardziej skomplikowanych przesunięć wybuchów na inne płaszczyzny, których wewnętrznych powiązań trudno nie zauważyć.
Nasz temat, choroba zakaźna, jest na to dobrym przykładem. Wprawdzie w powyższych rozważaniach traktowaliśmy paralelnie strukturę konfliktu i strukturę zapalenia, aby wypunktować to, co jest w nich wspólne, jednak w organizmie człowieka bardzo rzadko (lub nigdy) przebiegają one równolegle. Dzieje się raczej tak, że jedna płaszczyzna zastępuje drugą w myśl alternatywy albo-albo. Jeśli jakiemuś impulsowi uda się pokonać siły obronne świadomości, przez co człowiek uświadomi sobie swoją sytuację konfliktową, wówczas naszkicowany wyżej proces przetwarzania konfliktu odbywa się tylko w psychice i z reguły nie dochodzi wtedy do infekcji somatycznej. Jeśli zaś człowiek nie otworzy się na konflikt, jeśli odrzuca wszystko, co mogłoby podać w wątpliwość jego sztucznie podtrzymywany zdrowy świat, wówczas konflikt przerzuca się na jego ciało i dochodzi do stanu zapalnego na płaszczyźnie somatycznej.
Zapalenie to konflikt na płaszczyźnie materialnej. Nie należy zatem popełniać błędu i traktować swoich chorób zakaźnych powierzchownie, aby w efekcie dojść do wniosku, że „nie przeżywałem przecież żadnych konfliktów”. Właśnie niedostrzeganie konfliktu wywołuje chorobę. Wejrzenie w siebie jednak, poszukiwanie przyczyn wymaga znacznie większego wysiłku niż rzucenie tylko pobieżnego spojrzenia, wymaga absolutnej uczciwości, która naszej psychice stwarza najczęściej podobny dyskomfort jak infekcja naszemu ciału. Właśnie tego dyskomfortu chcemy uniknąć.
To prawda, konflikty zawsze są bolesne – czy to będzie wojna, czy walka wewnętrzna, czy choroba, nie są one niczym ponętnym.

Ale nie będziemy tu prowadzić rozważań w kategoriach adne czy nieładne; skoro raz zgodziliśmy się, że niczego nie jesteśmy w stanie uniknąć. Kto nie pozwoli sobie na eksplozję psychiczną, u tego nastąpi eksplozja w ciele (ropień). Czy w takiej sytuacji można sobie jeszcze stawiać pytanie, co jest adniejsze albo lepsze? Choroba czyni człowieka uczciwym!
Uczciwe są koniec końców również wszystkie chwalebne wysiłki w kierunku unikania konfliktów na wszelkich płaszczyznach, właściwe naszym czasom. Na tle tego, co już powiedzieliśmy, w nowym świetle jawią nam się również dotychczasowe skuteczne wysiłki mające na celu zwalczenie chorób zakaźnych. Walka z infekcjami jest walką z konfliktami na płaszczyźnie materialnej. Uczciwe było w tym wypadku w każdym razie nadanie nazwy broni: antybiotyki. Słowo to składa się z dwóch wyrazów greckich: anti = przeciw i bios =życie. Antybiotyki są więc „substancjami skierowanymi przeciwko życiu” – to się nazywa uczciwość!
Z dwóch względów antybiotyki są wrogie wobec życia. Jeśli przypomnimy sobie to, o czym już mówiliśmy, a mianowicie, że konflikt jest właściwym motorem rozwoju, czyli życia, wszelkie tłumienie konfliktu jest równocześnie zamachem na dynamikę życia jako takiego.
Ale i w węższym, medycznym sensie antybiotyki są wrogie wobec życia. Zapalenia to stany ostre, w których organizm szybko się oczyszcza, wydalając z ciała toksyny w procesie ropnym. Jeśli takie procesy oczyszczania się organizmu będą często i na dłuższy czas powstrzymywane antybiotykami, toksyny odłożą się w organizmie (najczęściej w tkance łącznej), co przy powtarzalności tego zjawiska może nawet wyrodzić się w proces nowotworowy. Powstaje efekt pojemnika na śmieci: pojemnik można albo często opróżniać (infekcja), albo gromadzić śmieci tak długo, aż nastąpią w nich procesy zagrażające całemu domowi (rak). Antybiotyki są obcymi substancjami, których człowiek nie wypracował własnym trudem, i dlatego pozbawiają go właściwych owoców jego choroby, a mianowicie doświadczenia, jakie zdobywa się w każdej konfrontacji.
Pod tym kątem należałoby również krótko omówić temat „szczepienia”. Znamy dwa podstawowe rodzaje szczepień: uodpornienie czynne i uodpornienie bierne. Przy uodpornieniu biernym aplikuje się przeciwciała, które zostały wytworzone w innych organizmach. Tę formę szczepienia stosuje się wtedy, gdy choroba już wystąpiła (np. tetagam przeciw zarazkowi tężca). W sferze psychicznej odpowiadałoby temu przejmowanie gotowych rozwiązań, przykazań i norm moralnych. Człowiek korzysta z cudzej recepty, unikając w ten sposób własnych rozwiązań i doświadczeń. Bardzo wygodna metoda postępowania, która nie jest żadnym postępowaniem, gdyż nie wymaga ani wysiłku, ani aktywności.
Przy uodpornieniu czynnym aplikuje się osłabione zarazki, aby organizm na ich bazie sam wytworzył przeciwciała. Tę formę stosuje się we wszystkich szczepieniach profilaktycznych, jak na przykład przeciwko chorobie Heinego-Medina, ospie, tężcowi. W sferze psychicznej odpowiednikiem tej metody jest ćwiczenie rozwiązań konfliktów w niewinnych sytuacjach (w wojsku: manewry), na przykład terapia grupowa, ćwiczenia dydaktyczne. Chodzi o to, by człowiek wyuczył się strategii rozwiązywania konfliktów, którą mógłby zastosować w sytuacji rzeczywistego konfliktu.
Powyższych rozważań nie należy interpretować jako recepty na sposób postępowania. Nie chodzi bowiem o to, „czy człowiek ma się pozwolić zaszczepić, czy nie”, lub „czy nie powinien nigdy stosować antybiotyków”. Koniec końców jest zupełnie obojętne, co się zrobi, jeśli tylko zrobi się to świadomie! Najważniejsza jest nasza świadomość, a nie wszelkie nakazy czy zakazy.

Wyłania się jeszcze jedna kwestia, ta mianowicie, czy proces chorobowy w naszym organizmie jest w stanie zastąpić proces psychiczny. Niełatwo na to odpowiedzieć, bo duszę i ciało można traktować odrębnie jedynie w teorii. W rzeczywistości zaś nigdy nie funkcjonują one w oderwaniu od siebie. Wszystko to, co dzieje się w naszym ciele, znajduje odbicie w naszej świadomości, w psychice. Kiedy uderzamy się młotkiem w palec, mówimy: Boli mnie palec. Nie jest to twierdzenie do końca słuszne, gdyż ból zachodzi wyłącznie w świadomości, a nie w palcu. Ból palca jest jedynie projekcją psychicznego odczuwania przez nas „bólu”.
I właśnie dlatego, że ból jest zjawiskiem zachodzącym w naszej świadomości, możemy na niego rozmaicie wpływać: przez odwrócenie uwagi, hipnozę, narkozę, akupunkturę. Wszystko, co odczuwamy w czasie procesu chorobowego w naszym ciele, rozgrywa się wyłącznie w naszej świadomości. Rozróżnienie między objawami „psychicznymi” a „somatycznymi” odnosi się wyłącznie do obszaru projekcji. Jeśli ktoś jest chory z miłości, przerzuca swoje odczucia na coś niecielesnego, a mianowicie miłość, podczas gdy chory na anginę przerzuca je na gardło – cierpią jednak obaj wyłącznie w psychice. Materia – a więc i ciało – może służyć tylko jako „ekran”, nigdy natomiast nie jest miejscem, w którym problem może zostać rozwiązany. Rozwiązanie może nastąpić tylko w świadomości. I tak każdy proces chorobowy w naszym organizmie jest jedynie symbolicznym przetworzeniem problemu, a wyciągnięte z niego doświadczenia zapładniają naszą świadomość. Dlatego też z każdej choroby człowiek wychodzi bardziej dojrzały.
Między cielesnym a psychicznym rozwiązaniem danego problemu zachodzi określony rytm. Jeżeli nie jesteśmy w stanie rozwiązać jakiegoś problemu w świadomości, wówczas używamy ciała jako materialnego środka pomocniczego. Nie rozwiązany problem przybiera formę symboliczną. Doświadczenia, jakie przy tym zdobyliśmy, wracają do naszej psychiki po zakończeniu choroby. Jeśli mimo zdobytych doświadczeń naszej psychice nie uda się uchwycić problemu, wraca on ponownie do naszego ciała, abyśmy mogli zdobyć następne doświadczenia praktyczne. (Nie bez powodu takie pojęcia, jak uchwycić czy sprostać są określeniami bardzo konkretnych postaw naszego ciała!) Ten proces powtarza się tak długo, aż zgromadzimy wystarczająco dużo doświadczeń, by nasza świadomość ostatecznie zdołała rozwiązać istniejący problem lub konflikt.
Powyższe rozumowanie można zilustrować następującym przykładem: Uczeń ma się nauczyć liczenia w pamięci. Dajemy mu pewne zadanie (problem). Jeśli nie potrafi się z nim uporać w pamięci, dajemy mu do ręki liczydło (materia). Dokonuje on teraz projekcji problemu na liczydło i dzięki temu jest w stanie go rozwiązać (również w pamięci). Dajemy mu teraz następne zadanie, które również powinien rozwiązać bez pomocy liczydła. Jeśli mu się to nie uda – znowu otrzymuje środek pomocniczy. Powtarzamy tę procedurę tak długo, aż wreszcie uczeń zrezygnuje z liczydła, gdyż wszystkie zadania potrafi wykonać w pamięci. Liczenie tak czy inaczej zawsze odbywa się w pamięci, nigdy na liczydle, posługiwanie się nim jedynie ułatwia naukę.
Omawiam tę sprawę tak wyczerpująco, ponieważ uzmysłowienie sobie związku między ciałem a duszą prowadzi do wniosku, którego wcale nie uważamy za oczywisty, a mianowicie, że ciało nie jest miejscem, w którym może zostać rozwiązany jakiś problem! Cała medycyna tymczasem tak właśnie uważa. Wszyscy, zafascynowani, obserwują to, co dzieje się w ciele człowieka, i usiłują uporać się z chorobami na płaszczyźnie cielesnej (nie biorąc pod uwagę psychiki).
Nic w ten sposób nie wskórają. To tak, jakbyśmy za każdym razem, gdy uczeń ma trudności ze znalezieniem rozwiązania, przebudowywali liczydło. Człowieczeństwo ma miejsce w świadomości, a odzwierciedla się w ciele.
Nieustanne czyszczenie lustra nie zmieni tego, kto się w nim odbija (daj Boże, aby to
było takie proste!). Powinniśmy zaniechać poszukiwania w lustrze przyczyn i rozwiązań
wszystkich odzwierciedlających się w nim problemów, i używać lustra po to tylko, by
rozpoznać samego siebie.

Infekcja = zmaterializowany konflikt

Ten, kto ma skłonności do zapaleń, jest człowiekiem starającym się unikać konfliktów.
W przypadku choroby zakaźnej powinniśmy zadać sobie następujące pytania:
1.   Jakiego konfliktu w moim życiu nie dostrzegam?
2.   Jakiego konfliktu unikam?
3.   Jakiego konfliktu nie przyjmuję do wiadomości?
Aby znaleźć istotę konfliktu, należy dokładnie zapoznać się z symboliką zaatakowanego narządu lub części ciała.

2. System obronny

Bronić przed czymś (lub przed kimś) to tyle co nie wpuszczać. Biegunem przeciwnym takiej postawy jest miłość. Możemy ją definiować z najrozmaitszych punktów widzenia, pod różnym kątem, ale tak czy inaczej każda forma miłości da się zawsze sprowadzić do aktu wpuszczenia. Człowiek ogarnięty miłością otwiera swoją granicę, by wpuścić to, co dotychczas znajdowało się poza nią. Tę granicę najczęściej nazywamy ja (ego), a wszystko, co leży poza własną tożsamością – ty (nie ja). W miłości granica ta otwiera się, by weszło ty i zespoliło się z ja. Zawsze wtedy, gdy wyznaczamy granice, nie kochamy, gdy je otwieramy – kochamy. Od czasów Freuda używamy terminu „mechanizmy obronne” na określenie tych sposobów funkcjonowania świadomości, które mają zapobiec przenikaniu niebezpiecznych treści z naszej podświadomości.
W tym miejscu ważne jest, by nie tracić z oczu równania mikrokosmos=makrokosmos, gdyż odrzucenie jakiejkolwiek oznaki świata zewnętrznego jest zawsze wyrazem naszej obrony psychicznej. Każda obrona wzmacnia nasze ego, gdyż zaznacza istniejącą granicę. I dlatego o wiele przyjemniej jest powiedzieć „nie” niż „tak”. Każde „nie”, każdy sprzeciw pozwala nam odczuć naszą granicę, nasze ja, podczas gdy „wyrażenie zgody” rozmywa tę granicę. Nie łatwo opisać mechanizmy obronne, gdyż to, co daje się opisać, poznaje się w najlepszym wypadku u innych: Mechanizmy obronne są sumą tego, co przeszkadza nam być doskonałym! Teoretycznie łatwo-jest określić drogę do oświecenia: wszystko, co jest, jest dobre. Zgadzaj się ze wszystkim, co jest a będziesz zespolony ze wszystkim, co jest. Oto droga miłości.
Każde „tak, ale… ; nasuwające się w tym miejscu, jest wyrazem obrony i uniemożliwia nam pełne zespolenie. Zaczynają się różnorodne gry naszego ego, które nie cofa się nawet przed wykorzystaniem dla własnych celów najszlachetniejszych, najmądrzejszych i najświętszych teorii. W ten oto sposób gramy nadal grę pod nazwą świat.
Bystre umysły mogą na to odpowiedzieć; że skoro wszystko, co jest, jest dobre, to i działania obronne muszą być dobre! Zgoda, są takie, gdyż pomagają nam w ciągłych starciach dwubiegunowego świata zebrać więcej doświadczeń, ale koniec końców są tylko środkiem pomocniczym, który w pewnym momencie staje się zbędny. W takim sensie i choroba jest uzasadniona, a mimo to wszyscy chcemy kiedyś wyzdrowieć.
Podobnie jak psychiczny system obronny zwraca się przeciwko wewnętrznym treściom świadomości, gdy uznaje je za niebezpieczne i chce zapobiec ich przedostaniu się do nadświadomości, tak samo system obronny naszego ciała zwraca się przeciwko wrogom „zewnętrznym”, zwanym zarazkami lub truciznami. Przyzwyczailiśmy się tak bezceremonialnie manipulować swoimi samodzielnie wypracowanymi systemami wartości, że najczęściej wierzymy w to, iż nasze kryteria są kryteriami absolutnymi. Tymczasem nie istnieje żaden inny wróg oprócz tego, którego sami za takowego uznamy. (Wesołe zabawy różnymi obrazami wroga możemy znakomicie zaobserwować na przykładzie propagatorów rozmaitych sposobów żywienia. Nie ma chyba takiego produktu, który przez jeden system nie byłby potępiony w czambuł, a przez drugi zalecany jako bardzo zdrowy.
My rekomendujemy następującą dietę: Należy dokładnie przestudiować wszystkie istniejące książki na temat żywienia, a później jeść to, na co mamy ochotę.) Niektóre osoby mają tak osobliwie subiektywne wyobrażenie owego wroga, że jesteśmy skłonni uważać ich za chorych. Chodzi tu o alergików.

Alergia to nadwrażliwość na czynniki uznawane przez daną osobę za wrogie. System obronny jest jak najbardziej uzasadniony, gdy chodzi o zdolność organizmu do przeżycia. System immunologiczny wytwarza antygeny przeciwko alergenom i w ten sposób – z punktu widzenia naszego ciała – stanowi sensowną obronę przeciwko wrogim intruzom. W przypadku alergików ta sensowna obrona rozdyma się do przesadnych rozmiarów. Alergik rozciąga swój obraz wroga na coraz więcej dziedzin, a więc coraz bardziej się uzbraja, by móc skutecznie walczyć z tak wielu wrogami. Ale podobnie jak w sferze militarnej spirala zbrojeń jest zawsze oznaką agresywności, tak i alergia jest symptomem silnej obrony i agresywności, wypartej w obręb ciała. Alergik ma problemy z własną agresywnością, której jednak najczęściej w siebie nie zauważa, nie przyjmuje jej do świadomości.
W przypadku alergii agresja przemieszcza się ze świadomości w obręb ciała i tu się wyładowuje. Tutaj ma miejsce atak i obrona, tutaj się walczy i zwycięża. Aby to atrakcyjne zajęcie nie skończyło się zbyt szybko z braku wroga, czyni się wrogami zupełnie niewinne obiekty: pyłki kwiatowe, sierść kota i konia, kurz, środki piorące, dym, truskawki, psy lub pomidory. Wybór jest nieograniczony. Alergik nie cofa się przed niczym – w ostateczności walczy ze wszystkimi i z każdym, dając jednak najczęściej priorytet niektórym czynnikom symbolicznym.
Wiadomo, że agresji zawsze towarzyszy strach. Człowiek zwalcza tylko to, czego się boi. Przyjrzawszy się bliżej najczęściej występującym alergenom, zorientujemy się bez trudu, jakie dziedziny życia napawają alergika tak wielkim lękiem, że zaciekle zwalcza ich symbolicznych reprezentantów. Pierwsze miejsce zajmuje sierść zwierząt domowych, przede wszystkim kotów. Sierść kota, jak i sierść w ogóle kojarzy się ludziom z przymilaniem się, pieszczotami. Jest miękka i miła, przytulna, a jednak „zwierzęca”. Jest symbolem miłości i stosunku seksualnego (porównajmy choćby „przytulanki”, z którymi dzieci kładą się spać). Podobnie futerko królika. W przypadku konia silniej eksponowane są czynniki zmysłowe, w przypadku psa – agresywne, ale te różnice są subtelne i nie mają większego znaczenia, gdyż symbol nigdy nie ma wyraźnie zarysowanych granic.
Tę samą dziedzinę życia reprezentują pyłki kwiatowe, ulubiony alergen wszystkich osób skarżących się na katar sienny. Pyłki są symbolem zapłodnienia i rozmnażania, tak jak „dojrzała” wiosna jest tą porą roku, w czasie której najczęściej „cierpią” chorzy na katar sienny. Takie alergeny, jak sierść zwierzęca i pyłki świadczą o tym, że „miłość”, „seksualność”, „popęd” i „płodność” są bardzo silnie obarczone lękiem i dlatego alergicy tak agresywnie je odpierają, to znaczy nie dopuszczają ich do siebie.
Lęk przed wszystkim, co nieczyste, brudne, skażone wyraża się z kolei alergią na kurz. (Porównajmy takie wyrażenia, jak brudna robota, prać brudy, żyć w czystości itd.) Alergik, który próbuje unikać alergenów, stara się również unikać pewnych, odpowiadających im, obszarów życia, w czym chętnie służy mu pomocą pełna zrozumienia medycyna i otoczenie. W swej walce chory nie cofa się przed niczym – usuwa zwierzęta domowe, nie pozwala palić w swojej obecności itp. Tyranizując otoczenie, alergik znajduje dobrze zamaskowane pole działania, na którym może manifestować swoje tłumione agresje.
Metoda „odczulania” sama w sobie jest dobra, lecz jeśli ma być naprawdę skuteczna, powinno się nią leczyć nie ciało, lecz psychikę. Alergik może się wyleczyć dopiero wtedy, gdy nauczy się świadomie stawiać czoło tym dziedzinom życia, których unika i przed którymi się broni, gdy uda mu się wpuścić je do swojej świadomości i zaakceptować.
Wspierając alergika w jego działaniach obronnych, oddaje mu się niedźwiedzią przysługę.
On powinien się pojednać ze swoimi wrogami, pokochać ich. Nawet zagorzały materialista musi zrozumieć, że alergeny oddziałują na alergika wyłącznie symbolicznie, a nie fizyczno-chemicznie. Aby wystąpiła alergia, konieczny jest bowiem udział świadomości.
Pod narkozą na przykład nie występują alergie, w psychozie również nie. Tymczasem nawet fotografia kota lub dymiąca lokomotywa na ekranie wywołują u astmatyka atak choroby. Reakcja alergiczna jest całkowicie niezależna od materii alergenu.
Większość alergenów uzewnętrznia to, co jest samym życiem: seksualność, miłość, płodność, agresję, brud. We wszystkich tych dziedzinach życie przejawia się najpełniej. I właśnie ta żywotność, domagająca się uzewnętrznienia, napawa alergika lękiem – jest on przecież nastawiony wrogo do życia. Jego ideałem jest sterylność, brak skażeń, niepłodność, świat wolny od popędów i agresji – a więc stan, który nie zasługuje raczej na miano „życia”. Nic dziwnego zatem, że alergia w niektórych wypadkach może przerodzić się w zagrażające życiu choroby z autoagresji, w czasie których organizm tych jakże delikatnych ludzi toczy tak zaciekłe .bitwy, aż sam siebie zniszczy. Wtedy to obrona, zamykanie się w sobie, izolowanie się osiąga formę najwyższą, która swe spełnienie znajduje w trumnie – zamkniętej przestrzeni wreszcie wolnej od alergenów…

Alergia = zmaterializowana agresja

Alergik powinien zadać sobie następujące pytania:
1.   Dlaczego nie jestem w stanie zatrzymać swej agresji w świadomości, lecz wypieram ją w obręb ciała?
2.   Jakich dziedzin życia lękam się tak bardzo, że aż ich unikam?
3.   Na jakie problemy wskazują moje alergeny? (Seksualność, popęd, agresja, rozmnażanie, brud w sensie ciemnych stron życia.)
4.   Do jakiego stopnia wykorzystuję swoją alergię, by manipulować otoczeniem?
5.   Na ile jestem gotów otworzyć się na miłość?

3. Oddychanie

Oddychanie jest czynnością rytmiczną składającą się z dwóch faz, wdychania i wydychania. Oddech jest przy­kładem trafnie ilustrującym zasadę biegunowości. Oba bieguny, wdychanie i wydychanie, na skutek swej przemien­ności tworzą określony rytm. Jeden biegun jest konsekwen­cją drugiego, gdyż po wdechu musi nastąpić wydech itd. Możemy powiedzieć również, że każdy biegun istnieje dzięki swemu kontrbiegunowi, gdyż jeśli zlikwidujemy jedną fazę, przestanie istnieć i druga. Bieguny równoważą się wzajem­nie, tworząc jedną całość. Oddech to rytm, a rytm to podstawa wszystkiego, wszelkiego życia. Oba bieguny pro­cesu oddychania możemy zastąpić pojęciami napięcie i od­prężenie. Związek ten: wdychanie-napięcie i wydychanie­-odprężenie, widać wyraźnie przy wzdychaniu. Westchnie­nie na wdechu prowadzi do napięcia, westchnienie na wydechu daje odprężenie.
Istotą procesu oddychania na poziomie ciała jest wymiana. Przy wdechu tlen zawarty w powietrzu zostaje do­prowadzony do czerwonych ciałek krwi, przy wydechu zostaje wydalony dwutlenek węgla. Oddychanie to przy­jmowanie i oddawanie, branie i dawanie. W ten sposób dotarliśmy już do najważniejszej symboliki oddychania.

Goethe powiedział:
Dwojaką łaskę daje oddychanie,
chwytasz powietrze i się go pozbywasz,
jedno uciska, drugie świeżość daje,
oto cudowne życia pomieszanie.

We wszystkich językach starożytnych oddech określa się tym samym słowem co duszę czy ducha. po łacinie od­dychanie brzmi spirare, a duch – spiritus. Oba słowa mają ten sam temat, który odnajdujemy w słowie inspirować, co dosłownie znaczy natchnąć, a więc jest nierozerwalnie związane z wdychaniem i przyjmowaniem. W języku grec­kim psyche to zarówno tchnienie, jak i dusza. W językach indyjskich spotykamy słowo atman, podobne w brzmieniu do niemieckiego atmen (oddychać). W języku tym człowie­ka, który osiągnął doskonałość, określa się słowem mahat­ma, co dosłownie znaczy „wielka dusza”, ale również „wielki oddech”. Z nauk indyjskich dowiadujemy się, że oddech jest nośnikiem właściwej siły życiowej, którą Hin­dusi nazywają prana. W biblijnej historii stworzenia opowia­da nam się, że Bóg w uformowaną bryłę ziemi tchnął swój boski oddech, czyniąc w ten sposób człowieka istotą „żyją­cą”, posiadającą duszę.
Przykład ten wspaniale obrazuje nam, jak w bryłę    materii zostaje tchnięte coś, co nie zostało stworzone boski oddech. Dopiero to tchnienie, pochodzące ze świata leżącego poza światem stworzonym, czyni człowieka istotą żyjącą, posiadającą duszę. W tym momencie jesteśmy już bardzo blisko zgłębienia tajemnicy oddechu. Oddech nie należy do nas, nie jest naszą własnością. Oddech nie jest w nas, lecz my jesteśmy w oddechu. Za jego pośrednictwem pozostajemy złączeni z czymś, co jest po drugiej stronie stworzenia, po drugiej stronie formy. Dzięki oddechowi owa więź ze sferą metafizyczną (dosłownie: z tym, co leży poza naturą) nie zrywa się. Żyjemy w oddechu niczym w dużej macicy, ograniczającej znacznie większy obszar niż nasze niepozorne, wyizolowane jestestwo. Ta sfera jest życiem, tą ostatnią wielką tajemnicą, której nie sposób wyjaśnić, nie sposób zdefiniować. Można jej tylko doświadczyć, otwiera­jąc się na nią i pozwalając, by nas przeniknęła. Oddech to pępowina, którą płynie w nas to życie.
Oto i znaczenie oddechu. Chroni on nas przed cał­kowitym zamknięciem się, przed uszczelnieniem granicy naszego ja. Bez względu na to, jak bardzo człowiek chciałby się zasklepić w swoim ego, oddech zmusza go do utrzymy­wania związku z nie ja. Uświadamiamy sobie wtedy, że wdychamy to samo powietrze, które wdycha i wydycha nasz wróg. To samo, którym oddychają rośliny i zwierzęta. Dzięki oddechowi utrzymujemy stałą więź ze wszystkim, co nas otacza. Niezależnie od tego, jak bardzo się człowiek izoluje, oddech łączy go z każdym i ze wszystkim. Powietrze, którym oddychamy, łączy nas wszystkich – bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie. Oddech ma zatem coś wspólnego z „kontaktem” i ze „stosunkiem”.
Ten kontakt między tym, co pochodzi z zewnątrz a naszą cielesnością, następuje w pęcherzykach płucnych. Nasze płuca mają powierzchnię wewnętrzną około siedemdziesię­ciu metrów kwadratowych, natomiast nasza skóra ma powierzchnię zaledwie półtora do dwóch metrów kwad­ratowych. Płuca są naszym największym organem kontak­towym. Jeśli przyjrzymy się dokładniej, zauważymy również subtelne różnice między obu organami kontaktowymi czło­wieka, płucami i skórą. Kontakt poprzez skórę jest bardzo bliski i bezpośredni. Jest bardziej zobowiązujący i intensyw­ny niż kontakt za pośrednictwem płuc. Jest też podporząd­kowany naszej woli. Można dotknąć każdego i pozwolić siebie dotknąć. Kontakt za pośrednictwem płuc nie jest bezpośredni, ale za to nie zależy od nas. Nie możemy mu przeciwdziałać, nawet jeśli kogoś nie znosimy. Ktoś inny może powodować, że zapiera nam dech. Istnieje pewien symptom choroby, który często przenosi się z jednego narządu na drugi – z płuc na skórę i odwrotnie. Zaleczona wysypka skórna może się objawić jako astma, która znów w wyniku leczenia może się zmienić w wysypkę. Zarówno astma, jak i wysypka wskazują na ten sam problem: kontakt, dotyk, stosunek. Sprzeciw wobec wszelkiego kon­taktu za pośrednictwem oddechu może się manifestować skurczem przy wydechu, tak jak to się dzieje w przypadku astmatyków.
Istnieje wiele powiedzonek łączących się z powietrzem lub oddychaniem. Mówimy na przykład, że coś wisi w powie­trzu lub zapiera nam dech albo że oddech zamiera nam w krtani. Powiedzenia te odnoszą się do sfery swobody i jej ograniczenia. Z pierwszym oddechem zaczynamy życie, wydając ostatni – kończymy je. Wraz z pierwszym od­dechem jednak robimy również pierwszy krok w świat zewnętrzny, odrywając się od symbiotycznej jedności z mat­ką. Stajemy się samodzielni, niezależni, wolni. Gdy komuś zaczyna brakować powietrza, często kryje się za tym lęk przed uczynieniem pierwszego samodzielnego kroku ku wolności i niezależności. Wolność zapiera mu dech, to znaczy jest czymś niezwykłym i dlatego wywołuje lęk. Podobna zależność między wolnością a oddechem ujawnia się u kogoś, kto wchodzi z ograniczonej przestrzeni do pomieszczenia, gdzie czuje się swobodny, albo też wychodzi z zamkniętego pomieszczenia. Pierwsze, co musi uczynić, to głęboko zaczerpnąć powietrza. Wreszcie znów może swobo­dnie oddychać, może odetchnąć.

Również przysłowiowy głód powietrza (duszność), który ogarnia nas przede wszystkim w ciasnym zamkniętym pomieszczeniu, nie jest niczym innym, jak głodem wolności i wolnej przestrzeni.

Podsumowując te rozważania, możemy powiedzieć, że oddychanie symbolizuje następujące obszary tematyczne: rytm w sensie „zarówno… jak…”
napięcie – odprężenie
branie – dawanie
kontakt – obrona
wolność – ograniczenie.

Oddychanie = asymilacja życia

W razie choroby związanej z oddychaniem należy zadać sobie następujące pytania:
1. Co powoduje, że brak mi oddechu?
2. Czego nie chcę przyjąć?
3. Czego nie chcę oddać?
4. Z czym nie chcę mieć kontaktu?
5. Czy lękam się uczynić krok w kierunku nowej wolności?

Astma oskrzelowa

Po ogólnych rozważaniach na temat oddychania za­jmiemy się teraz bardziej szczegółowo obrazem klinicznym  astmy oskrzelowej choroby, która jest szczególnie suges­tywnym przykładem współzależności psychosomatycznych.  „Mianem astmy oskrzelowej określa się duszność napado­wą z towarzyszącym jej charakterystycznym świszczącym  oddechem. Następuje zwężenie drobnych oskrzeli i oskrzeli­ków, które może być spowodowane skurczem mięśni gład­kich, podrażnieniem dróg oddechowych na tle zapalnym,  obrzękiem alergicznym i nadmiernym wydzielaniem śluzu”  (Brautigam).
W czasie ataku astmy pacjent ma wrażenie, że się zadusi,  łapie powietrze, dyszy, ma trudności przede wszystkim  z wydechem. W przypadku astmatyka występuje cały zespół  wzajemnie powiązanych problemów, które ze względów  dydaktycznych omówimy po kolei.

1. Branie i dawanie:
Astmatyk chce brać za dużo. Oddycha najgłębiej, jak  może, przez co dochodzi do rozdęcia płuc i do skurczu przy  wydychaniu powietrza. Astmatyk bierze, ile się da, do granic  możliwości, a gdy musi oddać to, co wziął, następuje skurcz.  Wyraźnie widać tutaj zakłócenie równowagi. Aby był  zachowany pewien rytm, oba bieguny – branie i dawanie  – muszą pozostać w równowadze. Przewaga po jednej  stronie przerywa ów rytm. Rytm oddychania u astmatyka  zostaje zakłócony właśnie dlatego, że za bardzo nastawia się  on na branie, tracąc w tym wszelki umiar. A że nie jest  w stanie oddać tego, co wziął, nie może również wziąć więcej  tego, co tak bardzo by chciał. Przy wdechu pobieramy tlen,  przy wydechu oddajemy dwutlenek węgla. Astmatyk chce  zatrzymać wszystko i w ten sposób sam siebie zatruwa, gdyż  nie jest już w stanie zwrócić tego, co spożytkował. W ten  sposób branie bez dawania prowadzi dosłownie do uczucia  duszenia się.
Zakłócona relacja między braniem a dawaniem. która  w przypadku astmy daje tak wyraźne objawy somatyczne  jest kusząca dla wielu ludzi. A jednak kryją się tu liczne  pułapki. Niezależnie od tego, cnego się pragnie – pieniędzy,  sławy, wiedzy, mądrości – zawsze musi być uchowana  równowaga między braniem a dawaniem. W przeciwnym  razie człowiek udusi się tym, co wziął. Otrzymujemy tylko  tyle, ile możemy oddać. J Gdy przestaniemy dawać, rytm  zostanie zakłócony i niczego więcej nie otrzymamy. Jakże  godni pożałowania są ci, którzy swą wiedzę koniecznie chcą  zabrać ze sobą do grobu! Strzegą pilnie tej odrobiny, którą  złapali, a rezygnują z obfitości. jaka czeka na każdego, kto  potrafi oddać w przetworzonej formie to, co otrzymał.  Gdybyż to człowiek mógł pojąć, że wszelkich dóbr jest  w nadmiarze i wystarczy ich dla każdego!
Jeśli komuś czegoś brak, to tylko dlatego, że sam się od  tego odcina. Choćby taki astmatyk: z trudem łapie powiet­rze, choć jest go dokoła tak dużo.

2. Chęć zamknięcia się w sobie:
W ramach eksperymentu można wywołać astmę u każ­dego. Wystarczy, że każe się komuś wdychać gazy draż­niące, na przykład amoniak. W pewnym momencie: u każ­dego wystąpi odruchowa reakcja obronna w postaci unie­ruchomienia przepony, zwężenia oskrzeli i wydzielania  śluzu. Nazywa się to odruchem Kretschmera. „Ta odrucho­wa reakcja polega na zamknięciu naszego organizmu. aby  nic z zewnątrz nie mogło się do niego przedostać. W przypa­dku amoniaku taka reakcja ratuje nam życie. u astmatyka  jednak następuje ona przy znacznie niższym stopniu niebez­pieczeństwa. Astmatyk nawet najbardziej niewinne substan­cje ze swego otoczenia uważa za groźne dla życia i natych­miast zamyka się przed nimi. W poprzednim rozdziale  szczegółowo wyjaśniliśmy, na czy polega alergia. a więc  teraz wystarczy jedynie przypomnieć problem obrony i leku.  Astma najczęściej jest ściśle połączona z alergią.
Greckie astma to zwężenie klatki piersiowej, po łacinie wąski to angustus, co znów jest zbliżone do niemiec­kiego słowa Angst (strach). Łacińskie angustus znajdujemy także w słowie angina (zapalenie migdałków) i w angina pectoris (dławica piersiowa na skutek zwężenia naczyń wieńcowych). Zauważmy, że strach (Angst) i zwężenie (Enge) są ze sobą nierozerwalnie związane. I tak zwężenie astmatyczne też ma wiele wspólnego ze strachem, ze stra­chem przed dopuszczeniem do siebie pewnych sfer życia, które wymieniliśmy już, omawiając alergeny. U astmatyka to zamykanie się w sobie posuwa się coraz dalej i dalej, aż wreszcie kończy się śmiercią. Śmierć jest ostateczną moż­liwością zamknięcia się, odgrodzenia, odizolowania od tego, co żywe. (W tym kontekście interesujące może być na­stępujące spostrzeżenie: astmatyka można zirytować uwagą, że astma nie zagraża jego życiu i że na nią nie umrze. Przykłada on bowiem ogromną wagę do tego, że jego choroba zagraża życiu!)

3. Roszczenie prawa do dominacji i bezsilność
Astmatyk ma bardzo silnie rozwiniętą potrzebę domina­cji, do której jednak nawet sam przed sobą się nie przyznaje i dlatego spycha ją do poziomu ciała, gdzie manifestuje się ona „rozdęciem”. Owo rozdęcie świadczy sugestywnie o je­go arogancji i chęci dominowania, które starannie wypiera ze swej świadomości. Z tego też względu chętnie ucieka w sferę wyobraźni. Gdy jednak stanie twarzą w twarz z roszczeniem prawa do władzy i dominacji ze strony kogoś innego (zasada wet za wet), jego płuca ogarnia strach i ten strach odejmuje mu mowę-mowę, którą moduluje właśnie wydech. Nie jest w stanie wydychać powietrza – nie może złapać tchu.
Astmatyk wykorzystuje objawy swojej choroby w celu wywierania presji na otoczenie. Z domu muszą zostać usunięte wszystkie zwierzęta, nie może być nigdzie ani śladu kurzu, nikomu nie wolno palić itp.
Punktem kulminacyjnym tych roszczeń do zdominowa­nia otoczenia są zagrażające życiu chorego ataki, które następują wtedy, gdy astmatyk chce za wszelką cenę przefo­rsować swoją wolę. Taki szantaż naprawdę jest niebezpiecz­ny dla samego chorego, gdyż stwarza sytuacje zagrażające życiu, z którymi chory nie potraci sobie poradzić. Zdumie­wające, jak daleko może się posunąć w niszczeniu samego siebie, aby tylko mieć władzę nad innymi. Dla poddanego psychoterapii pacjenta atak często jest ostatnią deską ratun­ku, aby tylko uciec od prawdy.
Fakt, że chęć panowania nad innymi idzie w parze z samozniszczeniem, świadczy o ambiwalencji takiej nie­świadomej chęci dominacji. Wraz ze wzrostem roszczeń do władzy bowiem, puszeniem się i nadymaniem, wzrasta również biegun przeciwny, a mianowicie bezsilność i po­czucie własnej niemocy i bezradności. Astmatyk powinien nauczyć się, jak świadomie zaakceptować tę bezsilność.
Długotrwała choroba prowadzi do zwiększenia objęto­ści klatki piersiowej, co w medycynie nazywa się klatką piersiową beczkowatą. Człowiek dotknięty tą chorobą sprawia co prawda wrażenie potężnie zbudowanego, ale pojemność oddechowa jego płuc jest niewielka, gdyż tracą one elastyczność. Trudno o bardziej wyrazisty przejaw konfliktu między roszczeniami a rzeczywistością na pozio­mie somatycznym.
W kimś, kto puszy się i nadyma, tkwi pewna porcja agresji. Astmatyk nigdy się nie nauczył wyrażać swej agresji za pomocą mowy. Chciałby „sobie ulżyć”, ma uczucie, że zaraz rozpadnie się na kawałki, a jednak nie jest w stanie wyartykułować swej agresji krzykiem lub obelgami. W ten sposób objawy agresji zatrzymują się na poziomie ciała i ujawniają w postaci kaszlu albo plwociny. Sięgnijmy do odpowiednich powiedzeń: pluję na to, traktuje go jak powietrze.
Agresja przejawia się dalej alergią, najczęściej związaną z astmą.

4. Obrona przed ciemnymi stronami życia
Astmatyk kocha wszystko, co czyste, schludne, jasne, sterylne, a unika tego, co ciemne, brudne, nieprzeniknione, ziemskie. Świadczy o tym dobór alergenów. Astmatyk pragnąłby przebywać w wyższych rejonach, aby nie mieć żadnego kontaktu z tym, co niskie. Dlatego też kieruje się najczęściej rozumem (teoria żywiołów przyporządkowuje myślenie powietrzu). Seksualność, należącą również do bieguna dolnego, astmatyk przesuwa w górę, do piersi, na skutek czego następuje wzmożona produkcja śluzu – pro­ces, który w zasadzie powinien być zastrzeżony dla narzą­dów płciowych. Astmatyk przesuwa ten śluz jeszcze dalej w górę, do ust, a następnie wydala go na zewnątrz – roz­wiązanie, którego osobliwość zauważy każdy, kto dostrzega analogię między genitaliami a ustami (w jednym z kolejnych rozdziałów zajmiemy się szerzej tym zagadnieniem).
Astmatyk ma niedosyt czystego powietrza. Najchętniej zamieszkałby na szczytach gór (to życzenie często zostaje spełnione w formie „klimatoterapii”). Tutaj zaspokoiłby swoje dążenie do dominacji: stałby na szczycie i patrzył z góry na to, co dzieje się na dole, utrzymując bezpieczny dystans między sobą a tym, co zmysłowe i płodne, wyniesio­ny tam, gdzie „powietrze jest jeszcze czyste” – na szczyty gór, gdzie życie zostało zredukowane do mineralnej prze­jrzystości. W takich warunkach astmatyk przeżywa swój wymarzony lot na wysokości, o czym już tymczasem pomyśleli gorliwi klimatolodzy. Innym miejscem kuracji dla astmatyka jest morze i tamtejsze słone powietrze. Symbolika jest podobna: sól, symbol pustyni, symbol tego, co mineral­ne, symbol tego, co martwe. To obszar, jaki wyznaczył sobie astmatyk, bo przecież lęka się on wszelkich przejawów życia.
Astmatyk jest człowiekiem, który tęskni za miłością, pragnie miłości i dlatego wdycha tak dużo powietrza. Nie potrafi jednak sam dać miłości – proces wydychania jest u niego zakłócony.
W jaki sposób można mu pomóc? Recepta jest jedna: uświadomienie sobie pewnych spraw i bezwzględna uczci­wość wobec siebie! Najpierw trzeba przyznać się do swoich lęków, a później starać się nie unikać obszarów wywołują­cych strach, lecz zwracać się ku nim tak długo, dopóki się ich nie polubi i nie nauczy z nimi żyć. Ten właśnie proces uwzględnia się w terapii nie znanej wprawdzie w medycynie klasycznej, ale stosowanej ze znakomitymi skutkami w przy­rodolecznictwie wobec osób cierpiących na astmę i alergię, a mianowicie w autourynoterapii. Polega ona na tym, że choremu podaje się domięśniowo zastrzyk z jego moczu. Jeśli na tę terapię spojrzymy z symbolicznego punktu widzenia, uświadomimy sobie, że zmusza ona pacjenta do przyjęcia z powrotem tego, co oddał, a mianowicie własnych nieczystości, i do zintegrowania się z nimi! To właśnie uzdrawia!

Astma
Oto pytania, które powinien zadać sobie astmatyk:
1. Z jakich dziedzin chcę brać, nic z siebie nie dając w zamian?
2. Czy potrafię z całą świadomością przyznać się do własnej agresji i jakie mam możliwości jej uzewnętrznienia?
3. Jak radzę sobie z konfliktem „dominacja-niemoc”?
4. Jakie obszary życia cenię, a jakie odrzucam? Czy wy­czuwam lęk, jaki kryje się za moim systemem wartości? Jakich obszarów życia staram się unikać, jakie uważam za brudne, niskie, podłe? Nie zapominać: Gdy tylko pojawia się uczucie skurczu – oznacza to strach! Jedyny środek przeciwdziałający lękowi to rozszerzenie. Roz­szerzenie następuje poprzez wpuszczenie tego, czego się unika!

Przeziębienie i schorzenia grypowe
Zanim zakończymy rozdział dotyczący oddychania, zajmiemy się jeszcze symptomami przeziębienia, które prze­ważnie najsilniej atakuje nasze narządy oddechowe. Grypa i przeziębienie to ostre procesy zapalne, a więc, jak już wiemy, również wyraz sytuacji konfliktowej, w jakiej się znajdujemy. Pozostaje nam więc, w celu ich zinterpre­towania, wskazać jedynie miejsca i obszary, w jakich manifestuje się proces zapalny. Przeziębienie występuje zawsze w sytuacjach krytycznych, w których ma się wszyst­kiego po dziurki w nosie albo kicha się na coś. Być może określenie „sytuacja krytyczna” brzmi zbyt pretensjo­nalnie. Oczywiście nie chodzi tu o jakieś zasadnicze kry­zysy życiowe, one bowiem wyrażają się poważniejszymi symptomami. Mówiąc o „sytuacjach krytycznych” mamy na myśli te częste, mało spektakularne, ale bardzo ważne dla naszej psychiki sytuacje codzienne, które odczuwamy jako nadmiernie obciążające i z powodu których staramy się na pewien czas wycofać z życia, gdyż sytuacja staje się dla nas zbyt męcząca. Ponieważ w danym momencie nie jesteśmy gotowi stawić czoła tej „drobnej” sytuacji co­dziennej i z całą świadomością przyznajemy się do chęci ucieczki, następuje somatyzacja. Nasz organizm reaguje pełnym nosem i kichaniem. Tym (nieświadomym) sposo­bem osiągnęliśmy już nasz cel, mamy choćby tę korzyść, że każdy okazuje zrozumienie dla naszej sytuacji, na co nie moglibyśmy raczej liczyć, chcąc uporać się świadomie z konfliktem, w jakim tkwimy. Przeziębienie pozwala nam wycofać się na pewien czas z sytuacji, jaka nam ciąży, i zwrócić się ku sobie. Sprowadzamy więc nasze rozdraż­nienie do poziomu ciała.
Boli nas głowa (w tej sytuacji nie można przecież od nikogo oczekiwać, by świadomie rozpracowywał swoje problemy), oczy łzawią, wszystko nas drażni, wszystko nas boli. Taka ogólna nadwrażliwość może sprawić, że katar ogarnie nas „aż po końce włosów”. Nikt nie może się do nas zbliżyć, nikt i nic nie może nas dotknąć. Mamy zatkany nos, co uniemożliwia nam wszelki kontakt (oddychanie jako kontakt!) z innymi. Mówiąc: „Nie podchodź za bliska, jestem przeziębiony!”, trzymamy wszystkich na dystans. Tę postawę obronną można jeszcze skutecznie wzmocnić ki­chając, gdyż w tym wypadku wydychanie staje się bronią prawdziwie agresywną. Również mowa będąca środkiem porozumiewania się zostaje zredukowana do minimum na skutek chrypki, w każdym razie nie jesteśmy w stanie prowadzić żadnych dyskusji ani sporów. Szczekający kaszel świadczy aż nadto wyraźnie, że wszelka chęć do komuniko­wania się z ludźmi ogranicza się w najlepszym wypadku do odmówienia komuś czegoś.
Nic dziwnego, że w tak wzmożoną obronę są również zaangażowane migdałki, jeden z najważniejszych narządów chroniących nasze ciało. Nabrzmiewają do tego stopnia, że nie wszystko jesteśmy w stanie przełknąć. Powinno to skłonić pacjenta do zadania sobie samokrytycznego pytania, czego właściwie nie może przełknąć. Połykanie jest aktem przyjmowania, akceptacji. A tego właśnie w tym momencie nie chcemy. Świadczy o tym nasze przeziębie­nie. Bóle mięśni i uczucie rozbicia towarzyszące grypie uniemożliwiają jakikolwiek ruch i sygnalizują nieraz samym bólem ramion ciężar problemów, które spoczy­wają na naszych barkach, a których nie chcemy już dłużej znosić.
Staramy się pozbyć wielu z nich, wydalając z siebie flegmę, i im więcej się jej pozbędziemy, tym większą odczujemy ulgę. Ciągnąca się flegma, która z początku całkowicie nas zatykała, uniemożliwiając wszelkie komuni­kowanie się, musi się rozpuścić i rozrzedzić, aby znowu został przywrócony swobodny przepływ i ruch. Tak więc każde przeziębienie przywraca płynność i sygnalizuje pe­wien drobny postęp w naszym rozwoju. Przyrodolecznictwo słusznie uważa przeziębienie za bardzo zdrowy proces oczyszczania się organizmu, w czasie którego wypływają z ciała toksyny. Na poziomie psychiki toksynom odpowia­dają problemy, które w analogiczny sposób rozpływają się i zostają wydalone. Z kryzysu zarówno ciało, jak i dusza wychodzą wzmocnione – aż do następnego razu, gdy znów będziemy mieć wszystkiego po dziurki w nosie.

4. Trawienie

Trawienie to proces w pewnym sensie podobny do oddychania. Oddychając wchłaniamy w siebie otoczenie, asymilujemy je, po czym część nie przyswojoną oddajemy z powrotem. Podobnie dzieje się w czasie trawienia, z tym że ten proces sięga głębiej w materię naszego ciała. Oddech jest zdominowany przez żywioł powietrza, trawienie na­leży do żywiołu ziemi, jest bardziej materialne. W prze­ciwieństwie do oddychania nie ma wyraźnego rytmu. Rytmika wchłaniania i wydalania substancji odżyw­czych zaciera się, nie jest tak ewidentna jak przy oddy­chaniu.
Proces trawienia wykazuje również pewne podobieńst­wo z funkcjami mózgu, gdyż mózg (albo świadomość) przetwarza i trawi doznania niematerialne, jakich dostarcza nam świat (człowiek nie żyje wyłącznie chlebem). W czasie trawienia z kolei przetwarzamy doznania materialne.

Proces trawienia obejmuje zatem:
– przyjmowanie świata zewnętrznego w formie doznań materialnych
– odróżnianie tego, co „pożyteczne”, od tego, co „niepożyteczne”
– asymilowanie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s