Przedłożyliśmy im dowód

Artykuł z 11 kwietnia 2012 roku
Jennifer Hutchinson jest redaktorką literatury faktu. Jej wnuk cierpi na autyzm. Stale współpracuje z stroną internetową Vactruth.com.

Cytuj

To było bardzo wzruszające, kiedy pod koniec spotkania Jenny McCarthy poprosiła rodziców, by unieśli plakaty z fotografiami swych dzieci i pokazali środkom masowego przekazu własne dowody. Grupa milczała, podczas gdy kamery filmowały jedną po drugiej piękne twarze dzieci, u których po szczepieniu wystąpił autyzm. Pomyślałam, że we wszystkich tych przypadkach nie mogło chodzić o koincydencję.

Jest to fragment mojej książki „Uwolniony Jake. Historia szczepionki przeciw wściekliźnie, autyzm i wyzdrowienie” (Unlocking Jake: The Story of a Rabies Vaccine, Autism & Recovery), opisałam w niej spotkanie pod hasłem „oczyśćcie nasze szczepionki”, które odbyło się w Waszyngtonie w okręgu Columbia w czerwcu 2008 roku. Miałam zaszczyt uczestniczyć w tym spotkaniu, które wywarło na mnie niezapomniane wrażenie.
Miesięczna kampania na rzecz świadomości autyzmu i publikacja nowych danych o zachorowalności na autyzm wyparły z mojej głowy to spotkanie. Jednak wciąż widzę twarze tych dzieci i czuję, że moje serce pęka na myśl o szkodzie wyrządzonej im i ich rodzicom. Pamiętam słowa Jenny o tym, że rozmawiała z ponad 50 tysiącami rodziców, którzy opowiadali jedną i tę samą historię. Ich dzieci rozwijały się normalnie, a następnie otrzymały szczepionki MMR, DTP lub jakieś inne, po czym zaczęło dziać się coś dziwnego. Pamiętam, jak Robert F. Kennedy Jr. powiedział, że obecnie wychowujemy najbardziej chore pokolenie dzieci w historii naszego kraju. Pamiętam silny niepokój, zdecydowanie i miłość, którymi promienieli rodzice. Rodzice, którzy walczyli o swoje dzieci. Rodzice, którzy będą walczyć, dopóki nie zostaną usłyszani.
Najlepiej pamiętam słowa Jenny: „Pokażcie swoje dowody”. To były mocne słowa. Jeśli byłbyś rodzicem dziecka z autyzmem, miałbyś swoje dowody na to, że szczepionki mogą wywoływać lub prowokować autyzm. Dowodów jest aż nazbyt wiele. Widzą je ci, którzy chcą zobaczyć. Niestety nie dotyczy to naszego rządu i większości naszych lekarzy. Nie mówię, że muszą oni uznać, że istnieją problemy ze szczepionkami – zbyt wiele pieniędzy zainwestowano w programy szczepień. Ponieśliby zbyt wielkie straty. Muszę jednak zadać pytanie: co oni uznają za dowód?

Definicja dowodu

Nauka. Podoba im się to słowo. „Przyszła kolej, by wypowiedziała się nauka w sprawie teorii, czy niektóre dziecięce szczepionki mogą wywołać autyzm. Ale one nie mogą wywoływać autyzmu, o czym zapewnił Instytut Medycyny trzy lata temu” (1). AMA (Amerykańskie Towarzystwo Medyczne), AAP (Amerykańska Akademia Pediatrii), WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) wypowiedziały się w podobnym stylu.
Wypowiedziały się też tysiące rodziców dzieci, które ucierpiały po podaniu szczepionek. I co z tego, że jest to „niepotwierdzona informacja”? Przecież niepotwierdzona informacja może stanowić bodziec do rozważań. Jest to w końcu ich osobiste doświadczenie, które może być pierwszą oznaką tego, że występuje znaczący efekt biologiczny. Wsparta wiarygodną dokumentacją, informacja ta może posłużyć jako wskazanie drogi do przyszłych badań. Potem uzyskane dane lub wnioski powinny być „sprawdzone przy pomocy kontrolowanych badań klinicznych” (2).
Czyje doświadczenie może być pewniejsze i cenniejsze niż doświadczenia matki, która nosi w swym wnętrzu dziecko przez dziewięć miesięcy, rodzi je, a potem całą dobę obserwuje, zaspokajając każdą jego potrzebę? Doświadczenie matki, która wie, co znaczy każde spojrzenie i dźwięk, ponieważ zna swoje dziecko lepiej niż ktokolwiek na świecie. To ona budzi się w nocy, a mleko zaczyna wypływać z jej wypełnionej piersi kilka sekund przed tym, nim dziecko zaczyna płakać. Jej ciało znajduje się w harmonii z ciałem dziecka. Ona zachwyca się pierwszym uśmiechem, pierwszym słowem, każdym nowym zachowaniem swego dziecka. Ona posłusznie przychodzi z nim do lekarza i uspokaja je, kiedy podaje się mu szczepionki. W drugim miesiącu życia. W czwartym miesiącu życia. W szóstym miesiącu życia. W 12 miesiącu życia. I tak dalej, i tak dalej. W pełni zgodnie z kalendarzem szczepień.
W końcu obraz zaczyna się zmieniać. Matka ze zgrozą obserwuje, jak jej ukochane, piękne dziecko, które kocha całą duszą, wciąga czarna dziura zwana autyzmem. Pokazuje swe dziecko lekarzowi, temu samemu, który podawał wszystkie te szczepionki. Wiecie, co mu opowiada i jaką słyszy odpowiedź. Wszyscy przez to przeszliście. Wszyscy przez to przeszliśmy. „Koincydencja, wymysły, twoje dziecko zawsze takie było, przeoczyłaś chorobę”. Tak jest zawsze i nic się nie zmienia. „W żaden sposób nie wiąże się to ze szczepionką”. „Szczepionki są bezpieczne”.
Czy scenariusz ten wyglądałby inaczej, gdyby lekarz lub naukowiec obserwował dziecko od pierwszego dnia? Każdego dnia i każdej bezsennej nocy, na każdym etapie rozwoju, podczas każdego szczepienia… i obserwował tego dnia, w którym wszystko się zmieniło? Jeśliby dokumentował wszystko, zapisując na karcie i filmując kamerą? Czy stanowiłoby to dowód? Czy wykazałoby, co zdarzyło się naprawdę? Czy miałoby to siłę przebicia? Czy nazwano by to powikłaniem poszczepiennym?

Co oni sobie myślą, jeśli w ogóle myślą?

Jak lekarzom udaje się zachować milczenie? Nie mają nic do powiedzenia? Jak ignorują to, co słyszą od rodziców? Czy choć przez sekundę zadają sobie pytanie, czy bezpieczne jest podawanie kilku szczepionek noworodkowi ważącemu sześć funtów? Czy nie śpią po nocach śmiertelnie wystraszeni, że być może jest to groźne, podobnie jak nie śpią rodzice naszych chorych i okaleczonych dzieci? Czy zastanawiają się, że szczepionka, którą dziecko otrzymało wcześniej tego samego dnia, może być odpowiedzialna za jego chorobę? Może ta szczepionka uruchamia autyzm przekreślający dotychczasowe życie dziecka i jego rodziny? Czy takie myśli przychodzą im do głowy? Jak mogą nadal bronić programów szczepień? Czy wiedzą przynajmniej, jak działają szczepionki? Jeśli tak, to czy mogą zalecić szczepionkę choremu dziecku z przeciążonym układem odpornościowym? Jak mogą wykonywać tak wiele równoczesnych szczepień? Czy mogą być aż takimi ignorantami?

Cytuj

Rozważmy następujący scenariusz. Matka pędzi z dzieckiem na izbę przyjęć, ponieważ pojawiły się problemy oddechowe. Idę o zakład, że lekarz dyżurny spyta, co dziecko robiło wcześniej i jak to się zaczęło. Będzie chciał wiedzieć, czy dziecko zażywa jakieś lekarstwa. Jeśli tak, to jakie i jak długo. „Żadnych lekarstw” – mówi matka. Ale potem opowiada lekarzowi, że kilka tygodni temu syn miał biegunkę po tym, jak zjadł cukierka z olejem z orzeszków ziemnych. Kilka dni potem zjadł nieco więcej tych samych cukierków i pojawiła się pokrzywka. „Mam znajomego, którego córeczka cierpi na alergię na orzeszki – mówi lekarzowi – i sądzę, że to samo może występować u mojego syna. Objawy są podobne, a do tego się nasilają”. Jak sądzisz, czy lekarz zaproponuje testy alergologiczne i powie: „A tymczasem trzymaj swe dziecko z dala od wszystkiego, co zawiera orzeszki”? A może powie mamie, że zwariowała albo coś się jej wydaje? Albo że jest członkiem ruchu antyorzechowego? Teraz przypuśćmy, że wszystko to zdarzyło się, zanim lekarze dowiedzieli się, że istnieje alergia na orzeszki. Czy wątpisz, że lekarz zacznie omawiać tę historię z innymi lekarzami i być może przeprowadzi własne badania, by upewnić się, że inni specjaliści spotkali się z podobnymi objawami? On nawet może napisać na ten temat artykuł do czasopisma medycznego. Jak sądzisz, czy społeczność medyczna albo naukowa lub rodzice tych dzieci powiedzą mu, że zwariował? Że fantazjuje? Że jest przeciwnikiem masła orzechowego?

Wszystko jest takie oczywiste, prawda? Dziecko z alergią na orzechy zjada orzechy i pojawia się u niego reakcja. Dlaczego? Dlatego, że orzechy zawierają coś, co czyni to dziecko chorym. Ale u dziecka, które jest wrażliwe na szczepionkę i otrzymuje szczepienie tą szczepionką, pojawia się reakcja, która w żaden sposób nie może być reakcją na szczepionkę. Reakcję tę wywołało coś innego.

Przeanalizowałam wiele spośród zaproponowanych przyczyn. Sądzę, że w ciągu ostatniego tygodnia dodano jeszcze kilka z nich. Oni chcą, żebyś uwierzył w te przyczyny. Sypią pomysłami jak z rękawa. Pomysły te są żałosne, za to jest ich dużo. Spójrzmy na jedne z ostatnich: „Matka była za gruba, kiedy zaszła w ciążę”. „Ojciec był za stary”. „Mieszkali za blisko ruchliwej drogi”… A autyzm po szczepieniu jest „koincydencją”…
„Po doniesieniu o rezultatach badacze mają nadzieję dostrzec powtarzalność, czyli potwierdzenie tego, że określone czynniki odgrywają znaczącą rolę” (3). Powtarzalność? Potwierdzenie? Mają i jedno, i drugie. Wszystko, co trzeba zrobić, to popatrzeć na nasze dzieci i posłuchać nas.

Niedobrze, niedobrze, niedobrze

Czy ktoś pamięta, że „większość lekarzy pali camele, a nie jakiekolwiek inne papierosy”? Możesz obejrzeć film z płatnego kanału TV1949 umieszczony na youtube pod adresem

(4).

Nie będę Cię zanudzać cytatami z tego filmiku, ale jest on bezcenny. Po prostu go obejrzyj. Zrób to teraz – trwa on tylko kilka minut.
Wiemy, że rak płuc co roku zabija 1,3 mln ludzi na całym świecie. „Istnieje niewątpliwy dowód na związek między paleniem tytoniu i rakiem płuc. Przypadki raka płuc związane z tytoniem stanowią w USA 90 procent wszystkich przypadków raka płuc wśród mężczyzn i 78 procent wśród kobiet” (5).
Podoba mi się następujący cytat:

Cytuj

W latach czterdziestych XX wieku papierosy uznawano za nieszkodliwą metodę relaksacji. Wydawano je żołnierzom, by choć trochę stłumić intensywność przeżyć i szybciej odwrócić uwagę od wspomnień z pola bitwy. Związek między papierosami i problemami ze zdrowiem nie był wówczas znany. W latach pięćdziesiątych XX wieku zaczęły pojawiać się pierwsze doniesienia udowadniające związek między papierosami i rakiem. Jednak dopiero w 1964 roku Naczelny Chirurg Wojskowy, Dyrektor Służb Medycznych Armii USA, opublikował w końcu raport, w którym wyciągał wniosek, że „zbyt intensywne palenie papierosów” wywołuje raka płuc. Do tego czasu lekarze przestali już reklamować papierosy. Jednak negatywne skutki trwały jeszcze przez lata (6).

Lekarze mylili się odnośnie do papierosów. Popatrz, jak wiele czasu było potrzeba, by stało się jasne, że pojawił się problem. Potem spójrz, ile czasu potrzebował nasz rząd, żeby to uznać. Ponad dziesięć lat upłynęło od chwili, w której zaczęto prowadzić badania wykazujące bezpośredni związek między paleniem i rakiem płuc do pojawienia się raportu Naczelnego Chirurga Wojskowego USA. Ilu ludzi zmarło na raka w tym czasie? Ilu można było uratować?

Cytuj

Ile czasu upłynie, zanim zostanie uznana możliwość, że szczepionki mogą wywoływać autyzm? Kiedy zostanie to uznane, ile czasu upłynie, zanim ktoś faktycznie podejmie jakieś działania?

Powtarzam: rząd nie miał racji w sprawie papierosów. Rząd nie ma racji w sprawie szczepionek. Paradoks? Oni wiedzą, że nie mają racji. My przedłożyliśmy im dowody.

W czasie, kiedy informacje o szkodliwości palenia papierosów powoli docierały do społeczeństwa, media mainstreamowe przy poklasku naukowców i wielu lekarzy zamieszczały takie reklamy i zapewniały, że nauka nie potwierdza, by występował związek przyczynowo-skutkowy między paleniem papierosów a rakiem płuc.

Źródła:
1. www.usatoday.com/news/health/2007-06-04-3419893127_x.htm
2. www.sciencebasedmedicine.org/index.php/the-role-of-anecdotes-in-science-based-medicine/
3. www.usatoday.com/news/health/story/2012-04-09/researchers-autism-causes/54129282/1?csp=34news
4.


5. www.lungcancerresearchfoundation.org/lung_cancer_facts.htm
6. http://brownecompany.com/blog/2012/03/13/more-doctors-smoke-camels-than-any-other-cigarette/

Źródło: http://prawdaoszczepionkach.pl/przedlozylismy-im-dowod,71,248.htm

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s