Sobowtór Breżniewa kontra byk z jajami

Deszczowe popołudnie błogiego nieróbstwa przerwał mi dość kategoryczny głos mojej ślubnej; „Napisz coś o wyborach w USA zamiast przewalać się na kanapie”. Choć wychodzę z założenia, iż mężczyźnie wystarczy o czymś przypomnieć raz na pół roku, to zainteresowanie kształconego filozofa jakim jest ma luba, lekko mnie zelektryzowało.

Poczułem, że jeśli kobieca intuicja uważa wybory w USA za ważne, to nie pozostawia mi wyboru. Porzuciłem więc kontemplacje głębi, ukochanej prośby do Opatrzności; „Daj mi Boże zdrowie, a żonie siły do pracy”, i oddałem się analizie politycznego zjawiska za oceanem.

Choć od zawsze uważałem Stany Zjednoczone za przypadkową zbieraninę ludzi, a narodowość amerykańską tak głęboko historycznie ukorzenioną jak owca Dolly, to nie bagatelizuję współczesnego znaczenia atomowego mocarstwa. Pomijam fakt, że świadomość przeciętnego obywatela USA nie dopuszcza wiedzy, iż banda poważnych kreatorów i złodziei wybrała ten kraj jako swoją bazę, postrzegając poszatkowaną narodowo Europę, za zbyt ciasną.

Zatem, nie zagłębiając się zbytnio w historyczne uwarunkowania, bezwzględnie dostrzegam wyjątkową wagę nadchodzących wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych dla świata, a zwłaszcza dla Rzeczypospolitej. A bo i tegoroczny wybór nie ogranicza się do oddania sterów władzy społeczności jednego kraju, Republikanom czy Demokratom, a ma dalece szersze znaczenie.

Otóż bowiem po jednej stronie mamy cały lewacki establishment z ich układowymi interesami, frazesami o demokracji, gębą napchaną bzdetami rewolucji francuskiej, reprezentowaną przez farmakologicznie naszprycowaną samiczkę misia Koali z przyklejonym uśmiechem.

Po drugiej zaś samotnego, postawnego samca alfa, z pakietem wiary w logiczny porządek świata, w nieprzemijające wartości. Z marzeniami o wielkości swojego kraju i majętności pobratymców. I historią życia, nie wolną od błędów i ludzkich pomyłek. Jak bezkompromisowy byk wali rogami w skorumpowane elity, odkrywając kolejne, brudne karty zakłamania rządzących.

Wynik starcia Koali w chińskim mundurku z rozjuszonym bykiem, dzwoniącym żelaznymi jajami, wydaje się być przesądzony. Nic bardziej mylnego.

Stronnicy Koali, z muzułmańskim Murzynkiem na czele, to niestety zbiór największych nikczemników współczesnego świata, w sposób zawoalowany zwalczających wszelkiego typu zbiorowości ludzkie; od społeczności religijnych, poprzez narody, na najzwyklejszej rodzinie kończąc. Niezmierzone finanse żydowskich „reformatorów” oraz struktury przez nich stworzone chwieją logicznym wynikiem zwierzęcego pojedynku.

A spłoszeni są nie na żarty. Dla zniszczenia wizerunku prostolinijnego byka zaprzęgli całe zastępy zależnych od siebie struktur i ludzi. Co chwila objawiają się kolejne gwiazdy kina, opluwające bez pardonu adwersarza Koali (nawet pan De Niro stał się bezmózgową tubą obrażającą na oślep, czyniąc z własnego wizerunku zacnego aktora, obraz durnowatego szczekacza).

Cała medialna hałastra ima się wszystkiego, by zdeprecjonować kandydata Republikanów. Co rusz pojawia się kolejna niewiasta, która padła ofiarą niezgrabnych umizgów byka. Nie wiedzieć jednak czemu, jednostronne media, starają się pominąć pasmo łajdactw małżonka Koali i jej tuszującej roli.

A cele, o które walczą są groźne dla całej, światowej populacji. Wszak to oni głoszą potrzebę depopulacji ludności Ziemi. Nie kto inny zmierza do beznarodowego świata prężnych aglomeracji. To właśnie oni marzą o zaczipowanym człowieku, na miarę nowych wieków. To przecież oni mają świadomość, iż starzejący się arsenał militarny musi znaleźć upust w sztucznie wykreowanym konflikcie. To oni właśnie, przez własne fundacje, prowadzą do destabilizacji Europy, nasyłając na jej kruche barki watahy nachodźców. To w końcu oni odznaczają Koalę za wkład wniesiony w kontynuację bezczelnych prób wyłudzenia od Rzeczypospolitej miliardowych uroszczeń, w imię etnicznych odszkodowań.

Cała ta amerykańska zawierucha przypomina mi wyborcze starcia z naszego podwórka. Rozsierdzona banda medialna i jej bezceremonialne ataki na wszystko co niesystemowe. Te homomafie, żądające przywilejów tylko dlatego, że pogubili instrukcje obsługi erotycznych organów. Ta bezrozumna walka o możliwość zabijania małych i starych. Te obnażone złodziejskie machinacje rządzących. To całe zdekonspirowane szambo władzy. I tylko nadzieja, iż mimo jawnych fałszerstw w ramach rejestracji list wyborczych i nieco utrudnionych przy urnach, same wybory pokazały, że istnieją ludzie i stronnictwa inaczej myślące.

Jednak czy w wyborach prezydenckich w USA oszustwa wyborcze, które dawno są zaplanowane, nie wypaczą znacząco wyniku? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że listopadowe wybory to nie tylko walka między schorowaną Hilarią, a dziarskim Donaldem. To walka między wartościami, które wypracowaliśmy przez pokolenia, a nowym porządkiem świata, którego luminarze po prostu gardzą zwykłym obywatelem naszej planety.

Zatem alternatywa jawi się dość ograniczona; albo potencjalna zawierucha wojenna, albo przedłużona dekretem, prezydentura Murzynka, albo rządy konserwatywne, dające nadzieje na zmiany cywilizacyjnych, samobójczych trendów.

Jeśli jednak zwycięży Koala to:
„Boże strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam”
Armand Jean Richelieu

Leszek Posłuszny
Prawnik. przedsiębiorca, pisarz. Opublikowane książki: „Pod oknem suflera” i „Masz 30 nieprzeczytanych wiadomości”.

http://prawica.net

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s