Frank, frankizm i spór o paradygmat polskiej kultury

Czaszka Jakuba Franka na XIX-wiecznej rycinie.

Czaszka Jakuba Franka na XIX-wiecznej rycinie.

[Artykuł zakłamany, reprezentujący profrankistowską wersję historii, negujący oczywiste fakty – admin]

Jaką rolę w niezwykłej wizji Jakuba Franka miała odegrać Polska? Co Frank robił przez 13 lat na Jasnej Górze? I co z frankizmem ma wspólnego wciąż pokutujący mit „Judeopolonii”? A co Mickiewicz?

Wyciągnięta z lamusa historii przez książkę Olgi Tokarczuk postać Jakuba Franka to jeden z najbardziej niezwykłych fenomenów polskiej historii – a raczej jej heterodoksyjnej wersji. A jednak pozornie egzotyczna postać Franka i losy idei, którą stworzył, są o wiele ściślej związane z oficjalną historią polskiej kultury – z Mickiewiczem i Krasińskim jako jej głównymi aktorami – niż mogłoby się wydawać.

Konsekwencje fermentu, który wzniecił żydowski mesjasz ponad 250 lat temu, możemy obserwować nawet dzisiaj…

Kim był Jakub Frank? Twórcą jednej z najbardziej niezwykłych herezji w dziejach świata? Mesjaszem? Wcielonym bogiem? Czy raczej – jak chce Adam Lipszyc – „wcieleniem hucpy”? Jako charyzmatyczny przywódca Frank pociągnął za sobą rzeszę Żydów, dla których był oczekiwanym mesjaszem. Doprowadził do jednej z największych fal konwersji w dziejach Polski, ale stworzył też wyłom w historii judaizmu. A może był raczej nihilistą, który dla osiągnięcia swoich celów gotów był podeptać zasady swojej religii, a nawet rzucić największe oszczerstwo przeciwko własnemu narodowi, cynicznie narażając go na prześladowania. A więc kim był Frank?

Zob. Jakub Frank – fenomen mesjasza: http://culture.pl/pl/galeria/jakub-frank-fenomen-mesjasza-galeria

Frank czyli obcy

Urodził się w 1726 r. w Korolówce na Podolu (dzis. Koroliwka na Ukrainie), miasteczku leżącym w tym czasie w granicach Rzeczpospolitej. Jednak gdy miał zaledwie rok, jego ojciec został oskarżony o herezję (sabataizm) i cała rodzina musiała opuścić Rzeczpospolitą. Przenieśli się na Wołoszczyznę i to właśnie na tym obszarze należącym w tym czasie do Imperium Osmańskiego upłynęło jego dzieciństwo i młodość. W tym okresie mieszkał na Bukowinie, Wołoszczyźnie, a przez parę lat zapewne też w Bukareszcie.

Do Polski miał wrócić dopiero w wieku 30 lat.

Choć rodzice Franka byli prawdopodobnie aszkenazyjskimi Żydami (matka pochodziła z Rzeszowa, ojciec przez jakiś czas mieszkał w Kaliszu), jego pierwszym językiem był zapewne ladino, czyli język sefardyjskich Żydów osiedlających się w basenie Morza Śródziemnego i na Bałkanach od wygnania z Hiszpanii w 1492 r. Musiał też zapewne biegle mówić po turecku – skoro to właśnie w tym języku składał zeznania podczas słynnego procesu w Warszawie – i nieco gorzej po hebrajsku.

Jak sugeruje badacz Franka Jan Doktór, języka polskiego (a prawdopodobnie także jidysz) nie znał przed przyjazdem do Rzeczpospolitej w 1755 r., ale to właśnie w nim napisze jedno z najbardziej niezwykłych dzieł w historii polskiej i światowej literatury.

Frank przybywając do Polski był w pewnym sensie obcym, mesjaszem ze Wschodu. Także nazwisko, pod którym miał stać się sławny, to określenie, jakim użytkownicy jidysz – aszkenazyjscy Żydzi z Europy Wschodniej – określali Żydów sefardyjskich.

Narodziny mesjasza?

Na niezwykłą atmosferę osmańskich Bałkanów, która ukształtowała Franka, składały się ruchy mesjańskie, jakie od XVII wieku wstrząsały ortodoksyjnym judaizmem. W wywodzącej się z Kabały mesjańskiej doktrynie miał poprzedników – najważniejszym z nich był Sabataj Cwi.

Urodzony w Smyrnie w 1626 r Cwi wsławił się konwersją na islam, która jednak nie uratowała go przed aresztowaniem i osadzeniem w więzieniu w Czarnogórze, gdzie też zmarł w 1676 r. Wcześniej jednak Sabbataj pociągnął za sobą tysiące wyznawców. Także Frank w początkach swojej działalności należy do sabataistów – czy jak też ich nazywano w Polsce „siapwscieciuchów”.

W 1750 r. zaczyna studiować u Isachara z Podhajców w Smyrnie (dzis. Izmir), tu uzyskuje wtajemniczenie w doktrynę Baruchji Russa (innego w linii żydowskich mesjaszy). W 1752 roku żeni się, a 5 listopada tego samego roku zakłada w Salonikach bet-ha-midrasz – izaczyna być tytułowany chachamem (mędrcem). Dwa tygodnie później doświadcza pierwszego zesłania Ducha Świętego, w mistycznym języku wyrazi je słowami „Mostro Signor abascharo” („Nasz Pan schodzi”). A jednak pół roku poźniej zamyka bethamidrasz i przenosi się do Smyrny.

Dlaczego Polska?

Frank przybywa (wraca!) do Polski pod koniec 1755 roku namówiony do tego przez sabbatajczyków z Podola, gdzie ruch mesjanistyczny był szczególnie silny – w swoim apogeum związanym z objawieniem się Sabataja Cwi w poł. XVII w. wielu Żydów porzucało swoje zajęcia, pisano o nich, że całymi dniami siedzieli w bożnicach śpiewając pieśni na cześć Zbawcy. Frank mógł więc tu liczyć na wielu zwolenników, a możliwe, że od początku wierzył, że odegra tu rolę mesjasza lub chociaż Pseudo-Sabbataja.

Podobno w Smyrnie kilkakrotnie słyszy głosy, wzywające go do udania się do Polski i pociągnięcia tam ludzi do wiary chrześcijańskiej [chodzi o Żydów]. Potem powie też, że do Polski wezwał go sam Jezus (zresztą po przybyciu do Polski za Jezusa Parakleta zaczął się uważać)
Z czasem Polska staje się jednym z głównych elementów jego koncepcji teologicznej i historiozoficznej. „W Polsce ukryte jest wsze dobro całego świata” – mówił prorok. O co chodzi?

Chód do Ezawa

Frank uważał, że aby mogły się spełnić losy świata, lud Izraela musi wstąpić na nową drogę, którą nazywał “chodem do Ezawa”. Biblijny Ezaw był bratem Jakuba (Gen 33:14). Jakub obiecał odwiedzić brata w Seir, ale Pismo nie wspomina nic o tym, żeby do niego dotarł. Droga była zbyt trudna. Według Franka – jak tłumaczy Gershom Scholem – teraz nadszedł czas, żeby wejść na tę drogę. Miała ona prowadzić do „prawdziwego życia”, centralnej idei, która w systemie Franka nierozerwalnie wiąże się z wolnością i wyzwoleniem z wszelkich doczesnych zasad.

Według Scholema, była to też droga do konsekwentnej religijnej anarchii. Ezaw (a także Edom – synonim Rzymu i chrześcijaństwa) – według tego badacza – to w systemie Franka nieujarzmiony strumień życia, będący wyzwoleniem spod ograniczeń wszelkiego prawa.

Jedną z głównych zasad głoszonych przez Franka było wszak zanegowanie obowiązującego prawa, z Prawem Tory na czele, a część jego działalności polegała na jawnym deptaniu tradycyjnego talmudycznego prawa (halachy). Przejaw takiego nieskrępowanego żadnym prawem życia można zobaczyć w swobodzie seksualnej, jaką wyznawali członkowie sekty Franka, a także w słynnym antynomistycznym obrzędzie w Lanckoroniu, od którego zaczyna się triumfalny pochód frankizmu przez Polskę. Podczas obrzędu wyznawcy Franka zebrani w prywatnym domu tańczyli wokół nagiej kobiety, która – według jednej z interpretacji – zastępowała Torę.

W pole Edoma, czyli do Polski…

Jeśli więc Ezaw to Polska, a Edom to chrześcijaństwo, jasne staje się takie zdanie z „Księgi Słów Pańskich”, bedącej opus magnum Franka:
„Gdy Jakób borał się z aniołem, pytał go anioł: Jakóbie dokąd idziesz? Odpowiedział mu: W pole Edoma, to jest do Polski.”

Żeby osiągnąć frankistowski ideał, trzeba więc było przyjąć zewnętrzną szatę Edomu, czyli chrześcijaństwo. W tym elemencie Frank poszedł krok dalej niż jego poprzednik Sabataj Cwi, który wiek wcześniej dokonał apostazji przechodząc na islam. We Lwowie w 1759 r. Frank (który zresztą wcześniej także przeszedł na islam) wraz z grupą kilkuset zwolenników przeszedł na chrześcijaństwo. Było to poniekąd logiczną konsekwencją koncepcji, w ramach której religie były tylko kolejnymi etapami mesjańskiej drogi (Frank wierzył, że w każdej z nich prawda ukryta była jak owoc w skorupie – trzeba go tylko wyzwolić).

Według Marii Janion frankistowski mit o „chodzie do Ezawa” i Polsce jako Ziemi Obiecanej zawierał w sobie jeszcze jeden rewolucyjny moment. Jego istotnym składnikiem było wszak odrzucenie idei powrotu do Palestyny. Świat miał być zbawiony w Polsce.

Jednocześnie Polska w koncepcji Franka to miejsce naznaczone ambiwalencją. Polska u Franka, jak zauważa Adam Lipszyc, to także „miejsce bez kształtu”, „prosty, próżny kraj bez wody, to jest bez nauk”.

W pytaniu o rolę Polski w ezoterycznej wizji Franka nie należy też odrzucać wyjaśnień bardziej przyziemnych. Frank spodziewał się, że wraz ze swoimi wyznawcami uzyska rodzaj autonomicznego terytorium na terenie Rzeczpospolitej.

Frankiści i legitymizacja legendy [legendy?! – admin] o mordzie rytualnym

Jeden z najsłynniejszych obrazów przedstawiających fantazmat mordu rytualnego pochodzi z katedry w Sandomierzu

Jeden z najsłynniejszych obrazów przedstawiających fantazmat mordu rytualnego pochodzi z katedry w Sandomierzu

Jednym z najbardziej bulwersujących – i brzemiennych w konsekwencje – momentów na drodze Jakuba Franka do Ezawa były wydarzenia do jakich doszło podczas tzw. dysputy kamienieckiejj, czyli publicznego sporu, do jakiego doszło między zwolennikami judaistycznej ortodoksji a mesjanistami z sekty Franka w 1757 r. w Kamieńcu Podolskim.

To wtedy Sabbatajczycy (przyszli frankiści, zwani też przy tej okazji kontratalmudystami) po raz pierwszy publicznie oskarżyli ortodoksów o mord rytualny. W wydanej już po dyspucie broszurce wyliczyli szczegółowo, w jakie święta rabini nakazują używać krwi chrześcijanskiej, w jakie hańbić hostię i święte obrazy. Ujawnieni Sabbatajczycy byli zdecydowani na wszystko, byle tylko rozstrzygnąć walkę na swoją korzyść – konkluduje Jan Doktór.

I byli bliscy zwycięstwa. „Decyzja sądu, by przedstawić sejmowi do rozważenia, czy należy w ogóle w Rzeczpospolitej tolerować talmudystów, których nauka obraża wiarę i władzę, brzmiała niemal jak podzwonne dla rabinicznego judaizmu w Polsce” – pisze Doktór.

Na rynku kamienieckim płonął Talmud i tylko rychła śmierć protektora Sabbatajczyków biskupa Dembowskiego zatrzymała falę prześladowań ortodoksów.

Kwestia mordu rytualnego powróciła podczas Dysputy lwowskiej w 1759 roku, w jej wyniku doszło do chrztu zwolenników Franka i protekcja Kościoła. Ceną za to zwycięstwo było cyniczne oskarżenie współbraci o mord rytualny i narażenie ich na realne prześladowania. Frankiści na zawsze opuścili łono judaizmu – powrotu nie było, wszystkie mosty za sobą spalili.

Jasna Góra czyli nowa Góra Synaj

Na podstawie oskarżeń, że Frank uważa się za Boga wcielonego, a jego konwersja nie była do końca szczera, mesjasza aresztowano i osadzono w klasztorze na Jasnej Górze. Faktycznie to właśnie tam – w stolicy polskiego katolicyzmu – powstała ostateczna wersja doktryny i nowatorska teologia Franka (on sam był z tego powodu znany był też pod pseudonimem Czenstochower), która nie uległa niemal żadnym zmianom aż do jego śmierci. Na czym polegała?

Jak pisze Jan Doktór, w chwili uwięzienia Frank miał niewielkie pojęcie o katolicyzmie. Bliżej poznał go dopiero podczas 13 lat spędzonych w centrum kultu maryjnego na Jasnej Górze, gdzie musiał uczestniczyć we wszystkich nabożeństwach i uroczystościach kościelnych.

Na Jasnej Górze, jak pisze badacz, „prawda chrześcijaństwa utożsamiona została z kultem dziewicy, która według Franka była niczym innym jak instytucjonalną skorupą Szechiny”. [Szechina to według Kabały element żeński w Bogu]. „Walka o jej wyzwolenie z tej skorupy została przedstawiona za właściwy powód i cel pobytu w klasztorze. Uwiezienie na Jasnej Górze przemieniło się w mesjański tikkun” – tłumaczy Doktór.

Krótko mówiąc, podczas pobytu w Częstochowie jasnogórska Matka Boska – którą Frank nazywa zresztą Panną – stała się kluczowym elementem jego nowej teologii. Jest tu jednak pewien szkopuł, bo – jak zauważa Adam Lipszyc – „w jasnogórskim obrazie Matki Boskiej ‚Panna’ obecna jest jednak w postaci ukrytej i spętanej. Żywą i namacalną postać przyjmuje w pewnej konkretnej osobie – mianowicie Ewie Frank, córce przywódcy ruchu”.

Ewa Frank, 1774, wł. J. N., fot. ŻIH

Ewa Frank, 1774, wł. J. N., fot. ŻIH

Według historyka Pawła Maciejki w tym czasie Frank nie uważał się już za pomazańca, ani tym bardziej za boga wcielonego, lecz za biologicznego ojca i (metaforycznego lub może nawet rzeczywistego) partnera przebóstwionej mesjaszki, Ewy Frank.

Wyjście z Polski

Choć w popularnej (ortodoksyjnej) wersji polskiej historii powtarza się, że klasztor na Jasnej Górze nie został nigdy poddany wrogowi, to jednak został… W sierpniu 1772 oblegające klasztor wojska rosyjskie przegoniły konfederatów barskich broniących klasztoru, dzięki czemu Frank – po raz pierwszy od 13 lat – znalazł się na wolności.

21 stycznia 1773 ruszył do Warszawy, ale już w marcu opuści Polskę na zawsze… (Jan Doktór zauważył, że przez 36 lat swojej mesjańskiej działalności w Polsce na wolnej stopie przebywał jedynie 2 i pół roku!) Frank osiada w Brnie Morawskim – i to tam powstaje jedna z najniezwyklejszych książek w historii polskiej literatury.

Księga Słów Pańskich

Powstała prawdopodobnie w 1784 na dworze w Brnie „Księga Słów Pańskich” to jeden z najniezwyklejszych zabytków polskiej literatury. Według Jana Doktora ezoteryczne wykłady (sam Frank nazywał je „gadkami”) skierowane do wąskiego grona polskich stronników (tzw. „wybranych z braci”) były wygłaszane po polsku „z licznymi wtrętami i cytatami z jidysz, ladino, hebrajskiego, aramejskiego i niemieckiego, ktore w toku pózniejszej obrobki redakcyjnej zostały – dotyczy to zwlaszcza wyrazen żargonowych – spolszczone”.

Księga jest tym bardziej niezwykła, że poprzednicy Franka (jak Sabbataj Cwi czy Baruchja Ruso) zakazywali przekazywania tajemnej doktryny i utrwalania jej na piśmie. Tymczasem w przypadku „Księgi” mamy do czynienia z autentycznym zapisem ezoterycznej mesjańskiej doktryny przeznaczonej dla wąskiego grona wtajemniczonych. Nawet jeśli ta doktryna może miejscami sprawiać dość komiczne wrażenie.

Adam Lipszyc pisząc o „Księdze” widzi w niej osobliwą krzyżówkę opowieści łotrzykowskiej i mesjanistycznego traktatu: „Precyzyjniej należałoby wręcz powiedzieć, że element łotrzykowski nie tyle przeplata się tu z elementem mesjanistycznym, ile jest z nim tożsamy: W Księdze Słow Pańskich traktat mesjanistyczny przybiera postać powieści pikarejskiej.”

I rzeczywiście tekst pełen jest dziwnych, komicznych opowieści z dzieciństwa i młodości przyszłego mesjasza i relacji o tym, jak już jako duchowy przywódca łamał zasady halachy i chytrze zmuszał do tego pobożnych Żydów. Przez cały tekst przewija się też podejrzanie dużo opowiastek podkreślających seksualną atrakcyjność autora i bohatera. Jak zauważa Adam Lipszyc, Frank nader często też daje wyraz zaaferowaniu własnym przyrodzeniem.

W „Księgach” przeczytamy też, co Mesjaszowi się śniło (i jak się można spodziewać – wiele snów ma erotyczne zabarwienie). Oto jeden z nich, który przyśnił się Frankowi 22 czerwca 1784:
„Dwie panny z Polskiej, córki, wybrały się i chciały się ukłaść w łóżko. Chciałem mieć obcowanie z nimi, wtem przyszła mniszka jedna, rozebrała się i też się układa w łóżko. Ja wlazłem w łóżko. Mniszka rzecze do mnie: Panie Franck, co to robisz? wszak ja zaślubiona. Odpowiadam: Cóż stąd?” [2248]

Potem jak w każdej ezoterycznej przypowieści następuje oczywiście wykład zawartej w śnie nauki, który w tym wypadku zdaje się zaleceniem jawnego uprawiania seksualnej rozwiązłości – „a to by wam było na wieczną chwałę, także księża zostaliby waszymi sługami. Lecz wyście nie chcieli”.

„Ksiega Słów Pańskich” pozostaje niezwykłym choć wciąż słabo znanym dokumentem polskiej literatury i jedynym w swoim rodzaju świadectwem duchowości polskich Żydów pod koniec I Rzeczpospolitej, odznaczającym się przy tym – według określenia Pawła Maciejki – „pierwotną, archaiczną siłą”.

Frankiści po Franku

Frank na łożu śmierci

Frank na łożu śmierci

W 1786 r. niedługo po spisaniu „Księgi” Frank wraz ze swoim dworem przeniósł się do zamku w Offenbach nad Menem, gdzie w 1791 r. zmarł. Ale historia frankizmu – i jego znaczenia dla polskiej kultury – bynajmniej nie kończy się ze śmiercią przywódcy ruchu.

Jeszcze za życia mesjasza rodziny żydowskie, które za przykładem swojego przywódcy przyjęły chrześcijaństwo, zaczęły odgrywać ważną rolę w polskim społeczeństwie. Szczególnie widoczne było to w Warszawie, gdzie ich liczebność około 1780 r. szacowana była na ok 6 tys. osób (dziesięć lat później w całym kraju – 24 tys.).

W tym pierwszym okresie bardzo wzmocniły też swoją ekonomiczną pozycję, ich członkowie byli przedsiębiorcami, właścicielami fabryk, odegrali też dużą rolę w czasie Sejmu Czteroletniego (Szymanowscy, Orłowscy, Jasińscy). Neofici frankistowscy często należeli do postępowych [sic – admin] organizacji wolnomularskich (Szymanowscy, Krysińscy, Majewscy, Krzyżanowscy, Lewińscy, Piotrkowscy).

Według Gershoma Scholema w latach 30. XIX w. większość warszawskich prawników wywodziło się z rodzin frankistowskich, frankiści zasilali szeregi inteligencji – sukces odnosili też jako przedsiębiorcy, pisarze i muzycy. Jako polscy patrioci brali udział w kolejnych powstaniach narodowych.

Chociaż frankiści byli w awangardzie asymilujących się polskich Żydów, to początkowo – przez pierwsze trzy pokolenia od apostazji 1759/60 – dbali o to by nie mieszać się z rodzinami rdzennie polskimi i kultywować własną odrębną tradycję. Już jednak około połowy XIX to podejście ustąpiło miejsca zasadzie całkowitej integracji – frankiści zlali się [aha! – admin] z polskim społeczeństwem – śladem ich pochodzenia pozostały często nazwiska.

Mimo udanej integracji i wielkich zasług dla polskiej kultury nad frankizmem cały czas unosiło się odium podejrzenia o nieszczerość konwersji, przyjmowania pozorów chrześcijaństwa i integracji, a faktycznie kultywowania żydowskiego separatyzmu.

„Nie-boska komedia”, czyli dramat antyfrankistowski?

Jednym z wielkich wrogów frankistów i przechrztów w ogóle był Zygmunt Krasiński. „Przechrzty nasze, frankisty, to osobne plemię ludzi, najdziwniej zabobonne, ale bez żadnej w końcu końców wiary” – pisał w jednym z listów.

Wokół podobnego resentymentu a może nawet antysemickiej obsesji zbudowana jest „Nie-boska komedia”. W tym „skażonym arcydziele” – jak utwór Krasińskiego nazwała Maria Janion – połączyło się kilka fantazmatów dotyczących Żydów, wśród nich fantazmat Talmudu (jako nauki nienawiści do chrześcijan), pożądania przez Żydów chrześcijańskiej krwi, ich dążenia do panowania nad światem (teoria spisku żydowskiego), rewolucji (jako narzędzia w rękach Żydów) i właśnie idea przechrzty – fałszywego chrześcijanina, knującego podstępne spiski.

W wizji Krasińskiego – pisze Janion – największym zagrożeniem dla konserwatywnej idei narodu byli „cudzoziemcy”, wśród nich – Żydzi, a wśród Żydów – przechrzty. Frankiści mogą być więc pierwowzorem tak rozumianego przechrzty – wroga polskości.

Badacze zwracali uwagę na podobieństwa, jakie łączą „Nie-boską” i „Protokołami mędrców Syjonu” – słynnym antysemickim pamfletem z pocz. XX w. Według Janion dramat Krasińskiego wydaje się pod wieloma względami jego poprzedniczką. W „Nie-boskiej” – konkluduje Janion – Krasiński ufundował mit założycielski polskiego antysemityzmu. Jednocześnie spór, jaki wokół tego mitu Krasiński toczył z Mickiewiczem, badaczka uznała za kluczowy dla polskiego paradygmatu kulturowego nie tylko w XIX, ale i XX w. oraz dzisiaj.

Mickiewicz i matryca frankizmu

Za jedną z najwcześniejszych ofiar działania tego mitu można uznać Adama Mickiewicza. Żeniąc się w 1834 z Celiną Szymanowską (oboje rodzice Celiny pochodzili z rodzin frankistowskich – matka z Wołoskich) poeta ściągnął na siebie złośliwe plotki i komentarze opinii publicznej na emigracji. Krasiński pisał o Celinie jako o „żydowicy talmudycznej”, „diablicy, przechrzciance i wariatce”: „Jest w niej jakby coś ciemnego i złego, coś materialnego i wschodniego, co kusi wiecznie i walczy Zachodu geniusz w Mickiewiczu”.

Jednocześnie plotkowano też o żydowskim – w istocie frankistowskim – pochodzeniu samego Mickiewicza (dla Krasińskiego był Mickiewicz „doskonałym Żydem”).

A jednak dla Mickiewicza – i losów polskiej kultury – ślub z Celiną był niezwykle ważny. Mickiewicz – pisze Janion – uznawał w Celinie frankistkę, to znaczy żydowską chrześcijankę. Związek z Celiną potwierdził i rozwinął pewne intuicje poety z ideą polsko-żydowskiego mesjanizmu na czele. Ta idea obecna była też u Towiańskiego, w czym także niektórzy badacze doszukiwali się ech frankizmu.

Mickiewicz głęboko wierzył, że nie można odłączyć chrześcijaństwa od judaizmu:
„[F]igura Żyda-chrześcijanina pozwala oswoić się z wiarą w zakorzenienie absolutu właśnie w ludzie żydowskim – i wobec tego właśnie z wiarą w ‚starszeństwo Izraela’- pisze Janion i sugeruje, że figura ta u Mickiewicza była „pochodną matrycy frankizmu w jego wyobraźni”.

Maria Janion wielokrotnie podkreślała wyjątkowość projektu Mickiewicza, w którym losy Polaków i Żydów były w nierozerwalny sposób splecione. Zwracała uwagę, że “przyznając Izraelowi ‚starszeństwo’ poeta kładł podwaliny pod prawdziwy dialog polsko-żydowski”. Ta wizja Polski, sama będąca częścią szerszej Kościuszkowskiej wizji wielonarodowej i wielowyznaniowej Rzeczypospolitej, głęboko różniła się od idei zamkniętego, „jednolitego” narodu lansowanej przez Krasińskiego.

Jednocześnie daleko wykraczała poza horyzonty współczesnych Polaków (patrz np. kontrowersje, jakie na emigracji budził „Skład zasad” postulujący m.in. równouprawnienie Żydów i kobiet w odrodzonej Polsce) ale też poza stosunek do Żydów i „obcych” w ogóle w innych krajach Europy. Dla Janion Mickiewiczowska wizja wspolnoty losów i polsko-żydowskiego braterstwa posostaje niezwykłym i nie znajdującym paraleli momentem w historii polskiej kultury – a także jej wielką niezrealizowaną możliwością.

Mit [mit… – admin] Judeopolonii, czyli frankizm aktualizowany

Paradoksalnie sukces integracji frankistów w polskim społeczeństwie przyczynił się do stworzenia i spopularyzowania mitu Judeopolonii. Głosi on – w skrócie – że Polską rządzą zakamuflowani Żydzi. Przykładem takiego wciąż popularnego i w gruncie rzeczy paranoicznego myślenia mogą być krążace po internecie listy zakamuflowanych Żydów pełniących ważne funkcje w państwie. Przy czym granice tej paranoi mogą ocierać się o komizm, jak gdy np. Lech Wałęsa demaskowany jest jako Lejba Kohne.

Niemniej jedno ze źródeł mitu o Judeopolonii można dostrzec właśnie w masowych konwersjach frankistowskich z poł. XVIII w. Przekonanie części polskiego społeczeństwa o nieszczerości tej konwersji i udawanej asymilacji rodzin frankistowskich łączyło się tu z relatywnym sukcesem ekonomicznym i społecznym wielu z nich – i układało się w wielki „logiczny” łańcuch żydowskiego spisku i pragnienia panowania nad światem.

Autor: Mikołaj Gliński, 4.11.2014

O Jakubie Franku pisali:

  • Aleksander Kraushar, „Frank i frankiści polscy 1726 – 1816. Monografia historyczna”, Kraków, Gebethner i spółka, 1895.
  • Jan Doktór, „Jakub Frank i jego nauka na tle kryzysu religijnej tradycji osiemnastowiecznego żydostwa polskiego”, Warszawa: 1991.
  • Jan Doktór „Śladami mesjasza – apostaty. Żydowskie ruchy mesjańskie w XVII i XVIII wieku a problem konwersji”, Wrocław: 1998.
  • Paweł Maciejko „The Mixed Multitude: Jacob Frank and the Frankist Movement 1755-1816”, Filadelfia: 2011.
  • Adam Lipszyc “Wyznanie chmary” w: „Literatura na świecie” [494-495] 9-10/2010
  • Maria Janion w: artykule „Trzy wariacje na temat żydowski u Mickiewicza” (rozdział „Matryca frankizmu”)

http://culture.pl

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s