O realności polityki wśród imbecyli

Nie wiem czy ktokolwiek zechce sprzeczać się, iż to właśnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych było najgorzej zarządzanym resortem przez cały okres istnienia III Rzeczpospolitej Oligarchicznej.

Można by to nawet podciągnąć pod ,,polską” politykę zagraniczną z okresu II i I RP, lecz by uniknąć nadmiernego rozmydlenia tematu i skupić się bardziej na teraźniejszości niźli przeszłości, pierw dokonam krótkiej prezentacji dotychczasowych ministrów:

  1. Skrajny germanofil – Krzysztof Skubiszewski.
    Pracownik Banku Światowego, członek zarządu Fundacji im. Sorosa vel Batorego, ,,stypendysta” wymienionego kryminalisty z Collegium Invisibile –
  2. Andrzej ,,Bilderberg” Olechowski.
  3. Władysław Bartoszewski, o którego opis mogą się już postarać komentatorzy.
  4. Kolejny pracownik Banku Światowego i ,,stypendysta” – Dariusz Rosati.
  5. Benjamin Lewertow, znany szerzej jako – Bronisław ,,Polonofob” Geremek.
  6. Trzeci już ,,stypendysta”, tym razem Fullbrighta – Włodzimierz Cimoszewicz.
  7. Adam Daniel Rotfeld, syn adwokata Leona Rothfelda.
  8. Syn żydowskiego komunisty, podobnie jak i ojciec ,,poszkodowany” w wydarzeniach marcowych – Stefan Meller.
  9. Amerykańska ,,stypendystka” – Anna Fotyga.
  10. Korespondent brytyjski, mąż Anne Apfelbaum, oceniający w prywatnych rozmowach swoją własną politykę jako ,,murzyńskość” i ,,robienie l…ski Amerykanom” – Radosław Sikorski.
  11. Tym razem skrajny ukrainofil – Grzegorz Schetyna.
  12. Nowiutki ,,stypendysta” – Witold Waszczykowski.

Śmietanka towarzyska jakkolwiek by nie patrzeć. Hojnie obdarowani stypendiami od znanych kryminalistów (w tym George’a Sorosa), co najmniej połowa nie-polskiego pochodzenia albo z wyraźnymi ciągotkami w stronę krajów, które nigdy nie były Polsce przyjazne.

Warto zwrócić uwagę, że chyba cała elita polityczna PiSu otrzymuje ,,stypendia” od Amerykanów, gdy tymczasem autorytety PO są wyraźnie proniemieckie i proukraińskie (co też tłumaczy obecność w ich partii niejakiego Mirosława Sycza).

Czym jest realna polityka zagraniczna? Otóż realpolitik to nic innego jak zbiór prostych doktryn, które dopasowuje się do okoliczności, obecnych układów, sił, możliwości i potrzeb danego kraju. Uznaje się prymat państwa jako głównego podmiotu na arenie międzynarodowej i to właśnie interes tegoż państwa jest w realpolitik najistotniejszy, skąd też tak dobre oceny pracy Kissingera w Stanach Zjednoczonych, czy Dugina w Rosji, które nie musiały i nie muszą być równie entuzjastyczne w innych krajach.

Im jest gorsza ocena przedstawiciela realpolitik poza granicami kraju, tym też jego doktryna może okazać się skuteczniejsza i bardziej odpowiadająca interesom jego własnego państwa. Nie dziwię się zatem przywódcom państw, którzy w swym najbliższym otoczeniu tolerują teoretyków politycznej socjopatii. Musi to wszakże wywoływać zazdrość mniejszych Narodów, które na podobnych przywódców nie mają nawet najmniejszych szans.

Na brak zdolności do prowadzenia realpolitik przez Polskę i Polaków, wskazywał już na długo przede mną Józef Feldman. On też znacznie lepiej potrafił opisać powody tej tragedii, więc zainteresowanych głębiej naszym brakiem zdolności do prowadzenia realistycznej polityki zagranicznej, już teraz odsyłam do prac tego wybitnego historyka.

Chcę jeno wskazać, iż fundamentem realpolitik jest obiektywizm osób zarządzających danym państwem i ustalających jego doktrynę w polityce zagranicznej.

Obecny minister Witold Waszczykowski (podobnie jak każdy jego poprzednik) nie ma w sobie za grosz realizmu ni obiektywizmu; w swej polityce kieruje się animozjami, uprzedzeniami, sympatiami i antypatiami. Każdy kraj i Naród, który może liczyć z jego strony na przychylność (np. w zamian za umożliwienie mu studiów poza granicami Polski), liczy obecnie na przychylność całego zarządzanego przez niego resortu i państwa.

Nie ma w naszym kraju gorszej patologii od emocjonalnego podchodzenia do kwestii polityki zagranicznej i od wybierania na przedstawicieli MSZ członków mniejszości, zainteresowanych interesami wszystkich państw poza Polską.

Co gorsza, nawet wyborcy zdają się wymagać od ,,swoich” polityków, by ci za nic nie zgrywali dyplomatów i by byli jeno zajęci obrażaniem przedstawicieli państw cieszących się obecnie przez media oraz salon antypatią, a także by zgadzali się na wszelkie żądania tych, których niesłusznie obdarzamy teraz najmniejszą choćby sympatią.

Niechaj zatem pisma historyka Józefa Feldmana będą dla wszystkich moich Rodaków ostrzeżeniem: choćbyście mieli jeszcze wpływ na prowadzoną przez Polskę politykę, pójdziecie zapewne tropem Becka i innych ,,mężyków stanu” w szortach. Chyba, że choć w tej jednej kwestii rozważycie swe błędy z przeszłości i wyciągnięcie z nich wnioski na przyszłość. Póki co nie wychodzi wam to w najmniejszym nawet stopniu, a jeno rzucam grochem o ścianę.

Robert Grünholz
https://rgrunholz.wordpress.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s