Kiedy Kuba zapłacze za Fidelem

Przyszłość Kuby: nadzieja – czy zagrożenie

Odszedł Fidel Castro: tyran, satrapa, dyktator, jak powiedza jedni – odszedł idealista, ojciec narodu, gwarant podmiotowości Kubańczyków, tak będą mówić inni, pogrążenie i w żałobie – i w lęku przed niejasną, ale łatwą do przewidzenia przyszłością.

Na razie czekają Kubańczyków uroczystości pogrzebowe, żałoba i płacz PO Fidelu. W tym czasie różne szare mróweczki o szczurzych mordach już się będą uwijać – gdzieś w różnych kuluarach.

Przerabialiśmy to u siebie, choć w innych okolicznościach. Został dokonany przewrót, odeszła komunistyczna tyrania, nastały czasy demokracji. Cieszyliśmy się, bogaciliśmy się, świętowaliśmy, kupowaliśmy wszystkie te przedmioty, których za komuny nie mogliśmy sobie sprawić. Radowaliśmy się wolnością gospodarczą.

I wtedy Balcerowicz postanowił schłodzić gospodarkę. Można powiedzieć, że był to pierwszy sygnał, pierwsze poważne ostrzeżenie – które powinno wszystkim dać do myślenia, że to nie jest tak, jak nam się wydaje. Że nad naszą wolnością i swobodą gospodarczą ktoś czuwa. Czuwa, by nie wymknęła się ona spod kontroli.

By – dla przykładu – nie wytworzyła się rzeczywista, spontanicznie wyłoniona przez grę rynkową, talent, trochę szczęścia – klasa średnia. Z której mogliby się wyłonić liderzy – autentyczni, będący częścią społeczeństwa przywódcy – których moglibyśmy wybrać np do parlamentu – czy do samorządu. I wybralibyśmy – i pies z kulawą nogą nie zagłosowałby na wiecznych działaczy, doświadczonych samorządowców, autorytety o szemranej przeszłości i niejasnych powiązaniach.

Do tego nie można było dopuścić, więc wykonana została wyżej wymieniona operacja. Po niej kolejna i kolejna i kolejna. Bardzo prawdopodobne, że kolejna trwa obecnie – i znów jesteśmy mamieni mirażami – podczas gdy w tym czasie ktoś załatwia swoje interesy naszym kosztem. Ktoś pilnuje, by wszystko przebiegało zgodnie z planem.

Kuba właśnie jest na starcie tej drogi. Za chwilę nastąpi otwarcie na świat, wróci demokracja i wolny handel, rozkwitnie inicjatywa prywatna. Ludzie się wzbogacą, kupią sobie lepsze auta, pojeżdżą trochę po świecie. I ani się obejrzą, jak na ich ziemi, na ich wyspie po cichutku zagoszczą się obcy, wykupią nieruchomości, przejmą sprywatyzowane zakłady pracy. Dadzą pracę – i owszem – ale w taki sposób, jaki znamy z naszej rzeczywistości – dadzą zarobić tyle, aby nie dało się umrzeć – ale za mało, by zgromadzić jakiś kapitał i stanąć na własnych nogach.

I – podobnie jak my – po kilku latach euforii, Kubańczycy zorientują się , że właśnie zostali ograbieni. Że ich wyspa należy już do kogoś innego, zatraciła swój niepowtarzalny koloryt – na który składało się również ubóstwo – ale i niespieszny karaibski rytm życia. Życia między swoimi.

To zniknie jak bańka mydlana.

Wtedy zapłaczą za Fidelem. Za ubóstwem, za spokojnym niespiesznym życiem. Za swoim przywódcą, dbającym i interesy swojego narodu. Potrafiącego postawić się możnym tego świata.

Będzie jednak już za późno. Oszołomieni złudą demokracji, na powrót będą musieli pogodzić się z rolą obywateli drugiej kategorii. Licząc, że być może pojawi się nowy Fidel – i zwróci im to, co bez złej woli, jedynie przez zaniechanie czujności – roztrwonili.

Znamy to z innych miejsc: demokratyczny świat obalił satrapów, tyranów – to co dał w zamian, powoduje, że wszędzie tam ludzie chcieliby zawrócić upływ czasu, by pozbyć się przekleństwa demokracji – by wrócili obaleni władcy.

Jako postscriptum zamieszczam dzisiejszy komentarz dotyczący historii Polski – czy ma on związek z niniejszym artykułem – sami Państwo osądźcie:

….tego się nie nazywa po imieniu – ale Polska Ludowa gdzieś od początku lat 50-tych (śladem Stalina, który zrobił to wcześniej i zapewne dlatego wziął i zszedł) weszła na drogę odżydzania – robił to Gomułka, robił to Gierek i robił to Jaruzelski z Kiszczakiem – i inni pomniejsi – tu wymieniam tylko wierchuszkę.

Przywracanie podmiotowości narodowej nie szło idealnie, ale szło na tyle dobrze, że trzeba było zainicjować „demokratyczny przewrót” oparty o wykreowane „demokratyczne elity” – by wszystko wróciło we właściwe tory. Stąd KOR, doradcy, opozycjoniści niezłomni, etc. Stąd też strajki w sposób oczywisty kreowane sztucznie.

Czyli odebrać Narodowi suwerenność w taki sposób, żeby myślał, że to on ją właśnie odzyskał….

Udało się to na tyle dobrze, że do dziś szereg pomniejszych działaczy z nostalgią wspomina „demokratyczny zryw” – którego w istocie nie było – była odegrana szopka dla naiwnych w cieniu menor. Polecam notkę „Menorów dwóch” – ona wiele wyjaśnia.

Generałowie oczywiście uczestniczyli w tej szopce – ale mam wrażenie, że wyjście mieli takie: zrobią to swoimi rękami i przy minimalnych kosztach – lub zrobi się to za nich nie patrząc na koszty. Decyzje zapadły gdzie indziej i tak czy owak, musiały zostać zrealizowane.

Takie spojrzenie na najnowszą historię Polski powinno być wykładane od szkoły podstawowej – dopóki tak nie będzie, będziemy żyli w świecie miraży – takim multikinie live, gdzie obrazy z różnych sal nieustannie się przenikają…

Andrzej Tokarski
http://att.neon24.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s