Siła symboli

Im mniej dojrzały naród, a na dodatek o niespełnionych aspiracjach do wielkości – tym większe pragnienie kultu nadzwyczajnych postaci. Nieprzeciętnych bohaterów, deifikowanych herosów.

Tak też jest w przypadku dwudziestowiecznych Polaków.

Mimo, że polityczny los w tej dobie tak naprawdę obchodził się z nami dość łaskawie, to w grupowym odczuciu pozostawał jakiś głęboki niedostatek, przeświadczenie o wyjątkowości, szczególnym dramatyzmie polskich dziejów.

Nasza burzliwa historia wyniosła w tych niestabilnych okolicznościach na swojej dziejowej fali wiele politycznych postaci. Niektóre z nich zasłużenie – albo i nie – spoczęły w narodowym panteonie, inne natomiast wylądowały, gdzieś na historycznych mieliznach, by tam wegetować w zapomnieniu, a nawet w niesławie.

Nad tą całą plejadą dominują dwie osobistości: Dmowski oraz Piłsudski. Im właśnie poświęćmy dalszą część tego tekstu.

Można by powiedzieć, że nic ich nie łączyło, a właściwie wszystko dzieliło. Mimo, iż obydwaj byli polskimi politykami, to najbardziej różniła ich właśnie Polska. Myśli i czyny Dmowskiego były w pełni podporządkowane naszej racji stanu, interesowi narodowemu, tak jak on tę sytuację diagnozował oraz pojmował. Natomiast Piłsudski – jak się wydaje– traktował Polskę nie jako ostateczny cel własnych zabiegów, lecz swoiste narzędzie, którym posługiwał się w celu dochodzenia do założonych celów.

Tam duch służby – tu osobisty egoizm. Przywódca endecji mimo, że błyskotliwy erudyta o szerokich horyzontach, imię własnej nacji odmieniał przez wszystkie przypadki; przyszły marszałek o narodzie zaś jeśli mówił, czynił to z niemałą dozą pogardy. Wielbiciel mniejszości narodowych, a nawet ich promotor. Dmowski dążył do państwa jednolitego, hermetycznego; Piłsudski, by nie mówić o narodzie wolał rozprawiać o państwie, który stawiał ponad wspólnotą.

Taki właśnie obraz rysuje się nam dość jednoznacznie. Na tym tle ciekawie przedstawia się jeden znamienny paradoks. Myśl Romana Dmowskiego jest mocno usadowiona w zachodnioeuropejskim racjonalizmie, scjentyzmie, a nawet społecznym darwinizmie. Józef Piłsudski zdaje się być typowym przedstawicielem turańszczyzny, wschodniego pojmowania znaczenia historii. Przywódca i podkomendni, społeczny schematyzm, przesadna wiara w możliwości stygmatyzowanej jednostki, itd.

Mimo takiego zakorzenienia, narodowi demokraci kojarzą się dziś z opcją prorosyjską, piłsudczycy przeciwnie: raczej germanofile i marzyciele. Podjęli wielką batalię o zbudowanie na gruzach Rosji własnego kosmopolitycznego imperium. Przegrani, musieli zadowolić się narodową resztówką, którą też w skandaliczny sposób stracili w 1939 roku.

Ostatecznie ideowo zwyciężyła myśl Dmowskiego. Chociaż on sam uchodzi za przegranego. Taka ironia historii. Dzięki endeckiej koncepcji mamy zwarty naród i skonsolidowane państwo.

Tak jest aż do dzisiaj, lecz na horyzoncie nowe zagrożenia, Dmowski staje się znowu aktualny. I to bardzo! Ludy runęły bowiem do nowej wędrówki. Tamy puściły, a Polskę zalewa ukraińskie morze. Tymczasem nasi politycy, coś sobie ubzdurali o rysującej się własnej wielkości.

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, n4 49-50 (4-11.2016)
http://www.mysl-polska.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s