Otyłość i cukrzyca

Co się dzieje w Twoim ciele, kiedy pijesz Coca Colę lub Pepsi. (3:37)

Dlaczego tyjemy i jak sobie z tym poradzić Gary Taubes (Link do skanu)

https://i2.wp.com/imagizer.imageshack.us/v2/800x600q90/197/e44q.jpg

Otyłość i cukrzyca

Coraz więcej wiemy o jedzeniu, a mimo to walczymy z nadwagą. Polacy powoli doganiają światowe statystyki w otyłości. To groźna choroba, dotyka zarówno dorosłych, jak i dzieci. Jak ją leczyć?

Problem otyłości gnębiący współczesnych od co najmniej 50 lat, nie wziął się z powietrza. Jemy więcej, ale też to, co jemy, ma kolosalne znaczenie. Otyłość to epidemia na światową skalę i raczej trudno wytłumaczyć to złą gospodarką hormonalną czy odziedziczoną po babci i mamie figurą. Prawdziwym winowajcą wydaje się współczesny styl życia – brak ruchu i jedzenie wysokoprzetworzonych produktów. Pozbawione wartościowych składników nie sycą, więc jemy więcej i więcej. A statystyki alarmują – niepokojące są zwłaszcza ostatnie dane WHO, organizacji, która przeprowadziła badania w grupie 207 tysięcy nastolatków (11, 13 i 15 lat) z USA i 39 krajów Europy. Wynika z nich, że w grupie, gdzie odsetek 11-latków uważa się za grube, Polska zajmuje pierwsze miejsce. Dzieci otyłe są niedożywione w podobnym stopniu jak dzieci z krajów, w którym brakuje pożywienia lub jest trudno dostępne. Jednym słowem – jędzą byle co i jedzą to w nadmiarze.

– Około 80 proc. dzieci, które obecnie ma nadwagę, będzie w przyszłości ludźmi otyłymi – ostrzega dietetyk dr Dariusz Szukała z Centrum Żywienia i Promocji Zdrowia Dobry Dietetyk. – To nie tylko problem natury estetycznej, ale także zdrowotnej. Dzisiaj wymienia się już kilkadziesiąt rozmaitych problemów zdrowotnych będących owocem utrzymywanej latami nadwagi. Tkanka tłuszczowa, która rozwija się od wczesnych lat życia, systematycznie i powoli prowadzi do rozmaitych zaburzeń metabolicznych i chorób takich jak cukrzyca, choroby serca i układu krążenia, a także do zaburzeń hormonalnych, chorób układu oddechowego czy aparatu ruchu.

Z innych badań, przeprowadzonych na Harvardzie dowiadujemy się, że w niedalekiej przyszłości, w ciągu najbliższych 40 lat, jeśli nie zmienimy sposobu odżywiania, w USA otyłych będzie aż 40 proc. społeczeństwa, a kolejnych 30 proc. ze znaczną nadwagą. Europa, w tym Polska, depcze w tych statystykach Amerykanom po piętach… Jak mówi dr hab. n. med. Magdalena Olszanecka-Glinianowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością, jeśli porównamy Polaków po 65. roku życia do białej populacji Stanów Zjednoczonych w tym samym wieku, to w obu przypadkach odsetek osób otyłych przekracza 30 proc. Na tle innych państw europejskich plasujemy się mniej więcej pośrodku.

Gorsze niż cukier

Gary Taubes, amerykański dziennikarz, pisarz i historyk nauki, od lat bada problemy dietetyki i zdrowia publicznego Ameryki, wykazując, że powszechne zalecenia żywieniowe nie mają podstaw naukowych. Jego głośna książka Good Calories, Bad Calories („Dobre i złe kalorie”) stała się inspiracją dla niezależnych badaczy i niektórych środowisk naukowych, bo obala żywieniowe mity, które zamiast służyć naszemu zdrowiu powodują epidemię otyłości. W tej książce dostało się także politykom i korporacjom, które wprawiają w ruch mechanizmy gospodarcze, wpływają na kierunki badań naukowych i decydują o tym, która hipoteza dotycząca odżywiania ma być obecnie lansowana. – Na pewnym etapie kariery owładnęła mną myśl, jak trudno jest uprawiać naukę poprawnie i jak łatwo dochodzi się w badaniach do złych odpowiedzi – mówił Tabes w jednym z wywiadów. – Znajomi ze środowiska naukowego zasugerowali, że jeśli naprawdę interesuje mnie zjawisko „zepsutej nauki” (ang. „bad science”), czyli coś, co oni nazywali „patologiczną nauką”, nauką o czymś, co nie istnieje, to powinienem skupić się na problematyce związanej ze zdrowiem publicznym.

Taubes przeanalizował wiedzę na temat żywienia, udokumentowaną od 150 lat, i doszedł do wniosku, że zalecenia dotyczące zasad odżywiania z ostatnich 30 lat wyrządziły ludzkości ogromną krzywdę. Dotyczy to zwłaszcza dwóch sprzecznych „naukowych” hipotez, gdzie walkę o przyczynianie się do otyłości toczą ze sobą węglowodany kontra tłuszcze. Tłuszcze, jak wiadomo, przegrały i zaczęły być stopniowo usuwane ze wszelkich produktów – by jednak zachować ich smak i dobrze je sprzedać, zastąpiono go syropem kukurydzianym, o którym dziś już z całą pewnością wiemy, że przyczynia się do tycia (osłabia działanie hormonu odpowiedzialnego za tłumienie apetytu). Syropem glukozowo-fruktozowym chętnie też dosładza się produkty, na etykietach widnieje – zgodnie zresztą z prawdą – informacja „zero cukru”. Sprytne, prawda? Nie ma cukru, więc nie szkodzi. Przemysł spożywczy chętnie używa tego syropu w: napojach gazowanych i niegazowanych, bezalkoholowych, izotonicznych i energetyzujących, w sokach owocowych, owocowych napojach mlecznych typu jogurt, w mleku, lodach, konserwach rybnych, w pieczywie (także jako środek ograniczający czerstwienie) i wszelkich produktach cukierniczych. Od połowy lat 70. XX wieku syrop glukozowo-fruktuzowy (kukurydziany) stosowany jest masowo (zastąpił cukier z buraków i cukier z trzciny cukrowej, bo jest łatwiejszy w dozowaniu, przechowywaniu i transporcie). Spożywany w dużych ilościach powoduje szybkie tycie. Fruktoza przestawia organizm na produkcję tkanki tłuszczowej. Jakby tego było mało – zwiększa ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2, wpływa na gwałtowne zmiany poziomy insuliny i glukozy we krwi, potęguje apetyt, zwiększa możliwość wystąpienia zespołu jelita drażliwego. Tuczy, tuczy, tuczy! Ale czy to jedyny winowajca?

Kilka faktów na temat otyłości

Fakt 1: Oty­łość może pro­wa­dzić do in­nych cho­rób ta­kich jak: cu­krzy­ca, nad­ci­śnie­nie, cho­ro­by serca, pro­ble­my or­to­pe­dycz­ne, prze­wle­kłe cho­ro­by żylne, za­bu­rze­nia ruchu i inne. Do­cho­dzą do tego pro­ble­my gi­ne­ko­lo­gicz­ne, sek­su­al­ne, po­łoż­ni­cze. Cho­ro­by, które czę­sto okre­śla się scho­rze­nia­mi to­wa­rzy­szą­cy­mi oty­ło­ści są jej po­wi­kła­nia­mi.

Fakt 2: W Pol­sce na oty­łość cho­ru­je ponad 5 mln osób. Pa­cjen­tów ze wskaź­ni­kiem BMI po­wy­żej 35 jest około 1,5 mln, a po­wy­żej 40 od 300 do 600 ty­się­cy. Aż 80 proc. cho­rych ze wskaź­ni­kiem masy ciała po­wy­żej 35 BMI ma po­wi­kła­nia. Wska­za­nie do le­cze­nia ope­ra­cyj­ne­go ma aż 1,2 mln pa­cjen­tów.

Fakt 3: Na oty­łość czę­ściej cho­ru­ją męż­czyź­ni. Jed­nak to głów­nie ko­bie­ty zgła­sza­ją się do le­ka­rza (70 proc. wszyst­kich ope­ra­cji ba­ria­trycz­nych). Może to być wy­ni­kiem tego, że oty­łość wśród męż­czyzn jest bar­dziej ak­cep­to­wa­na przez spo­łe­czeń­stwo.

Kogo słu­chać?

Ba­da­nia nad przy­czy­na­mi oty­ło­ści trwa­ją od lat – jak dotąd nie ma jed­no­znacz­nej od­po­wie­dzi, a rze­sza ludzi oty­łych cią­gle się po­więk­sza. Co jest skut­kiem, a co przy­czy­ną? Czy otyli są lu­dzie le­ni­wi, czy też oty­łość po­wo­du­je u nich trud­no­ści z ak­tyw­no­ścią fi­zycz­ną? Czy winne są geny lub hor­mo­ny, a jeśli tak, to dla­cze­go na skalę przed wojną nie­spo­ty­ka­ną? Czy cho­dzi o ka­lo­rie czy o skład po­ży­wie­nia? Winne są wę­glo­wo­da­ny czy tłusz­cze? Gary Tau­bes za­po­wia­da, że gro­ma­dzi środ­ki, by sfi­nan­so­wać wła­ści­wie wy­ko­na­ne ba­da­nia na­uko­we i do­ciec praw­dzi­wych i bez­po­śred­nich przy­czyn oty­ło­ści.

On sam skła­nia się ku hi­po­te­zie, że za oty­łość od­po­wia­da­ją wę­glo­wo­da­ny, zwłasz­cza te wy­so­ko prze­two­rzo­ne. Są ba­da­nia, które do­wo­dzą, że stę­że­nie in­su­li­ny we krwi (a in­su­li­na jest hor­mo­nem, który re­gu­lu­je aku­mu­la­cję tłusz­czu w or­ga­ni­zmie) w dużym stop­niu za­le­ży od ilo­ści spo­ży­wa­nych przez nas wę­glo­wo­da­nów. Za to tłusz­cze, zda­niem Tau­be­sa, są zdro­we i nie tuczą, a za jeden z bar­dziej szko­dli­wych mitów die­te­ty­ków uważa ten, że wy­so­ki po­ziom cho­le­ste­ro­lu szko­dzi na­sze­mu zdro­wiu. Jego po­gląd po­dzie­la prof. Gra­ży­na Ci­chosz z Uni­wer­sy­te­tu War­miń­sko-Ma­zur­skie­go w Olsz­ty­nie. Uważa, że nie tłusz­cze zwie­rzę­ce, lecz nie­do­bo­ry w die­cie kwa­sów ome­ga-3 są przy­czy­ną, choć nie je­dy­ną – np. miaż­dży­cy. Prze­ko­nu­je, że je­dze­nie mar­ga­ry­ny nie tylko aż 10-krot­nie zwięk­sza praw­do­po­do­bień­stwo miaż­dży­cy (w po­rów­na­niu ze spo­ży­ciem tej samej ilo­ści masła lub smal­cu) ale sta­no­wi za­gro­że­nie oty­ło­ścią, cu­krzy­cą typu 2 i no­wo­two­ra­mi. Wiele wąt­ków się tu łączy, bo lu­dzie otyli czę­sto cier­pią zwy­kle na inne prze­wle­kłe cho­ro­by (nad­ci­śnie­nie, cu­krzy­ca, de­pre­sja, cho­ro­by krą­że­nia, scho­rze­nia krę­go­słu­pa i inne).

Dr Gun­ter Frank, nie­miec­ki le­karz i wy­kła­dow­ca, w swo­jej książ­ce „Li­zenz zum Essen”. Stress­frei essen, Ge­wichts­sor­gen ver­ges­sen („Li­cen­cja na je­dze­nie. Jeść bez stre­su, za­po­mnieć o kło­po­tach z wagą”) prze­ko­nu­je, że żadne na­uko­we tezy do­ty­czą­ce oty­ło­ści nie są udo­wod­nio­ne. Sieją na­to­miast po­płoch i ter­ror bycia szczu­płym. Frank uważa, że waga ciała jest taką samą in­dy­wi­du­al­ną cechą czło­wie­ka jak np. kształt nosa. Skut­kiem źle po­ję­tej walki z oty­ło­ścią jest nad­mier­ne sku­pie­nie na je­dze­niu, stres i zwią­za­ne z nim dzia­ła­nie hor­mo­nów, za­kłó­ca­ją­ce na­tu­ral­ne pro­ce­sy me­cha­ni­zmu ape­ty­tu i głodu.

Kto ma rację? Co jeść? Jesz­cze do nie­daw­na uwa­ża­no, że dieta we­ge­ta­riań­ska jest szko­dli­wa, bo mięso do­star­cza or­ga­ni­zmo­wi nie­zbęd­nych do zdro­wia skład­ni­ków. Dziś już wia­do­mo, i w końcu uzna­no to także ofi­cjal­nie w Pol­sce, że zdro­wiu naj­bar­dziej sprzy­ja spo­ży­wa­nie nie­prze­two­rzo­nych zbóż (ziar­na i kasze), wa­rzyw i owo­ców. Ale trze­ba pa­mię­tać, że każdy z nas jest inny, i to co jed­ne­mu ucho­dzi bez­kar­nie, dru­gie­mu od­kła­da się na udach czy bocz­kach, bo do­cho­dzi jesz­cze kwe­stia wspo­mnia­nych genów, hor­mo­nów oraz skom­pli­ko­wa­ne­go prze­twa­rza­nia da­nych za­rów­no w ciele, jak i w umy­śle.

Psy­chi­ka też ma zna­cze­nie

Nie mo­że­my za­po­mi­nać, że to, jak się ze sobą czu­je­my, wpły­wa na to też to, ile i co jemy, a także jak wy­glą­da­my. I na od­wrót. Coraz czę­ściej, ba­da­jąc przy­czy­ny oty­ło­ści, mówi się o jej psy­cho­lo­gicz­nych aspek­tach. Paweł Droź­dziak, psy­cho­log i psy­cho­te­ra­peu­ta, uważa, że oty­łość ma ol­brzy­mi zwią­zek z płcią i sta­tu­sem: bo­ga­ty męż­czy­zna tyje, bo­ga­ta ko­bie­ta chud­nie, bied­ny męż­czy­zna chud­nie, bied­na ko­bie­ta tyje. – Pierw­sze źró­dło oty­ło­ści jest wspól­ne dla obu płci i wiąże się ze spo­so­bem re­gu­la­cji emo­cji w ro­dzi­nie po­cho­dze­nia – twier­dzi Droź­dziak. – Wiele matek oka­zu­je dziec­ku uczu­cia po­przez je­dze­nie. Kar­mie­nie jest spo­so­bem uspo­ka­ja­nia, oka­zy­wa­nie mi­ło­ści, prze­pra­sza­nia, po­cie­sza­nia.. Jest spo­so­bem na wszyst­ko. Jeśli czuję się sa­mot­ny, opusz­czo­ny, po pro­stu pusty – to muszę się czymś za­peł­nić, czyli coś zjeść. No i mamy błęd­ne koło, bo je­dze­nie ponad miarę pro­wa­dzi do oty­ło­ści, ta do kom­plek­sów, a kom­plek­sy do nie­po­ko­ju i fru­stra­cji, które znowu są re­gu­lo­wa­ne przez je­dze­nie.

Jak za­uwa­ża dr Mag­da­le­na Ol­sza­nec­ka-Gli­nia­no­wicz, pre­zes Pol­skie­go To­wa­rzy­stwa Badań nad Oty­ło­ścią, także w samym na­zew­nic­twie, np. sfor­mu­ło­wa­niu „walka z oty­ło­ścią” czyha psy­cho­lo­gicz­na pu­łap­ka, bo­wiem walka ozna­cza krót­ko­trwa­łą mo­bi­li­za­cję, by uzy­skać szyb­ki efekt, pod­czas gdy le­cze­nie oty­ło­ści to po­wol­ny pro­ces. – Je­że­li czło­wiek pod­cho­dzi do pro­ble­mu oty­ło­ści jak do walki, to za­wsze bę­dzie prze­gra­ny. Nawet jeśli schud­nie, bę­dzie miał po­czu­cie krzyw­dy wy­ni­ka­ją­ce z faktu re­zy­gna­cji z wielu przy­jem­no­ści. W związ­ku z tym prę­dzej czy póź­niej do nich po­wró­ci. Z kolei jeśli nie schud­nie, to ma tak silne po­czu­cie po­raż­ki, że za­czy­na za­ja­dać stres.

Cho­ro­bę się leczy

Ci, któ­rych do­tknę­ła oty­łość, po­win­ni uzbro­ić się w cier­pli­wość i po­dejść do swo­ich nad­mia­ro­wych ki­lo­gra­mów nie tylko jak do pro­ble­mu na­tu­ry es­te­tycz­nej, ale cho­ro­by, czę­sto z po­wi­kła­nia­mi, z któ­rej wyj­ście zaj­mie wię­cej niż kilka mie­się­cy. Do­brze by­ło­by też roz­wa­żyć, czy oty­łość nie jest je­dy­nie ob­ja­wem ja­kichś głęb­szych pro­ble­mów – zdro­wot­nych albo na­tu­ry psy­cho­lo­gicznej. Żeby re­zul­tat był trwa­ły, na­le­ży nie tylko zmie­nić tryb życia, na­wy­ki ży­wie­nio­we, ale i spo­sób my­śle­nia o świe­cie i o sobie samym. Być pod stałą opie­ką le­ka­rzy, dużo czy­tać i za­trosz­czyć się o sie­bie. – Po­trzeb­ne są kom­plek­so­we dzia­ła­nia i kon­cep­cje dłu­go­ter­mi­no­we, by zdez­o­rien­to­wa­ny pa­cjent nie po­gu­bił się w za­le­ce­niach – mówi dr hab. n. med. Mag­da­le­na Ol­sza­nec­ka-Glinia­no­wicz. Uważa też, że po­win­na po­wstać spe­cja­li­za­cja de­dy­ko­wa­na oty­ło­ści, bo le­ka­rze czę­sto nie wie­dzą, jak mają rozma­wiać o niej ze swo­imi pa­cjen­ta­mi. Roz­po­zna­ją cu­krzy­cę czy nad­ci­śnie­nie, ale o oty­ło­ści roz­ma­wia­ją nie­chęt­nie, w oba­wie, że urażą pa­cjen­ta albo zwy­czaj­nie nie wie­dzą, jak mu pomóc, bo nie ma, póki co, leku na oty­łość, który można prze­pi­sać na recep­tę.
Oty­łość jest ob­ja­wem – więc co jest przy­czy­ną? Gdy­by­śmy to wie­dzie­li, zna­li­by­śmy roz­wią­za­nie.
Zdaniem lekarza dra Guntera Franka, skutkiem źle pojętej walki z otyłością jest nadmierne skupienie na jedzeniu, stres i związane z nim działanie hormonów, zakłócające naturalne procesy mechanizmu apetytu i głodu.
Kto może tyć, a kto nie? Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta, uważa, że otyłość ma olbrzymi związek z płcią i statusem: bogaty mężczyzna tyje, bogata kobieta chudnie, biedny mężczyzna chudnie, biedna kobieta tyje.

Autor: Renata Mazurowska

Źródło: kobieta.onet.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s