Jerzy Kosiński, czyli bełkot erotomana

kosinski.jpg
Zastanawiać musi dlaczego amerykańska, a nawet więcej, anglosaska opinia publiczna tak łatwo „kupuje” wszelkie brednie na temat Holocaustu pisane przez Żydów i nie tylko. Moim zdaniem wynika to z tego, że dla amerykańskich i zachodnich historyków wojna 1939-1945 na terenie Polski, jest tylko tłem dla Holocaustu, i poza Holocaustem nic innego nie miało miejsca.

Dla Polaków, według tego poglądu, wojna była nic nie znaczącym i praktycznie nie naruszającym ich spokoju epizodem. Wmówiono światu, że podczas wojny cierpieli wyłącznie Żydzi, zatem wszystko inne, nie ma w obliczu żydowskiej traumy żadnego znaczenia. Historia Polski lat wojny jest w krajach zachodu, a przede wszystkim w krajach anglosaskich pisana wyłącznie z perspektywy żydowskich cierpień. Przedstawianiu takiego obrazu służą liczne wspomnienia i relacje pisane przez samych Żydów, ale nie tylko.

W literaturze holocaustowej, opartej na wspomnieniach mamy do czynienia z zalewem mitów i kłamstw wymyślanych przez ich autorów. O kilku takich mitomanach pisałem we wcześniejszych tekstach, ale do tego rodzaju hochsztaplerów niewątpliwie należą Jerzy Kosiński i Jan Tomasz Gross. Przypomnijmy zatem „tfurczość” Kosińskiego.

Janusz Głowacki w „Gazecie Wyborczej” nr 220 z dnia 18.09.2004 r. napisał:
„Kosiński nieźle się o Amerykę zaczepił, dobrze ożenił, coś tam wydał, ale nieważnego”. Widzimy zatem, że nawet opinia środowiska bliskiego Kosińskiemu, nie była bałwochwalcza wobec jego osiągnięć literackich. Gdy ukazał się „Malowany ptak”, o napisanie recenzji zwrócono się do Elie Wiesela, który uchodził za niekwestionowany autorytet i znawcę Holocaustu. Co do Elie Wiesela, to wiemy z opublikowanych wyników badań Niklasa Grunnera, że ukradł on tożsamość Lazara Wiesela, faktycznego więźnia KL Auschwitz, nie zważając na to, że Lazar Wiesel urodził się w 1913 roku, a Elia Wiesel w 1928 roku, i… nigdy nie był w KL Auschwitz. Trudno dziś stwierdzić, dlaczego Elia Wiesel napisał bardzo chłodną recenzję oceniającą książkę „Malowany ptak”.

Ale przed publikacją tej zdawkowej i chłodnej recenzji dowiedział się o niej Kosiński i… udał się osobiście do Elie Wiesela. Przekonał widocznie Wiesela, że ta historia czarnowłosego chłopca, ni to Żyda, ni to Cygana, który z narażeniem życia tułał się pośród jasnowłosych plemion prymitywnych zboczeńców i sadystów to jego osobista historia.

Wiesel napisał po tym spotkaniu entuzjastyczną recenzję, mianując Kosińskiego świadkiem, a jego książkę świadectwem Holocaustu. W efekcie uznano „Malowanego ptaka” za „arcydzieło literatury zagłady” (podobnie jak wcześniej „dzieła” Defonseki i Wilkomirskiego!). Do tego sam Kosiński w informacjach o sobie i książce stanowczo podkreślał, że opisane w „Malowanym ptaku” wydarzenia są prawdziwe. „Malowany ptak” Kosińskiego stał się w ogóle jedną z najważniejszych pozycji na zajęciach poświęconych tematyce holocaustu. Jest traktowany niemal jak dokument historyczny na temat zagłady.

Zatem przyjrzyjmy się opisom jakie powstały w chorej wyobraźni Jerzego Kosińskiego. Pisze on o utracie rodziców i błąkaniu się osieroconego chłopca po okolicznych wsiach. Oczywiście, Polacy zamieszkujący wsie byli brudni, odrażający i źli. W jego opisie mieszkańców wsi nie znalazł się nikt, kto w jakimś, nawet małym stopniu byłby podobny do… człowieka. Od wstrętnej i brudnej staruchy, patrzącej na niego pożądliwym wzrokiem, poprzez wieśniaka, który go tylko dlatego przyjął pod swój dach, aby go ku uciesze rodziny batożyć. Ponadto w swej powieści Kosiński nieustannie epatuje pornograficznymi opisami, naturalistycznie opisując każdy detal patologii. I tak, opisywany przez niego polski chłop był zoofilem, biseksualistą i kazirodcą (kopulującym ze swoim synem i córką).

Młoda Polka zmusza chłopca (Kosińskiego), aby ten manualnie i oralnie pieścił jej narządy płciowe. Niezaspokojona korzystała też z kopulacji z kozłem (erekcje u kozła wywoływał manualnie ojciec rodziny), ojcem i bratem. Ojciec polskiej rodziny prócz seksu z krewnymi gwałcił też króliki. Praktycznie w tej książce zebrały się wszystkie chore fobie Kosińskiego, związane z seksem i jego obsesyjnym mówieniem i poruszaniem spraw dotyczących seksu w najbardziej wynaturzonej formie.

Z treści książki wynika, że jest ona grafomańskim zapisem fantazji, głównie erotycznych, Jerzego Kosińskiego, zgrabnie wpleciona w czas wojenny. Zobaczmy zatem jaka była prawda o wojennym losie Kosińskiego i jego rodziców, którzy byli zasymilowanymi, bogatymi, wykorzenionymi z judaizmu Żydami. W czasie II wojny światowej rodzina Kosińskiego została wygnana przez Niemców z Łodzi i trafiła do Sandomierza. Musiało to nastąpić jeszcze w 1939 roku, bowiem Kosiński nic nie wspomina o getcie łódzkim, które oficjalnie zostało utworzone 2 lutego 1940 r. Co prawda w dokumentach niemieckich spotykamy wzmianki na temat utworzenia getta, które pojawiają się w grudniu 1939 roku, ale getto powstało później.

Pamiętać musimy, że Łódź została wcielona do Rzeszy i jeszcze w 1939 r. rozpoczęło się wysiedlanie Polaków i Żydów. W każdym bądź razie rodzina Kosińskich znalazła się w Sandomierzu, gdzie najpierw zamieszkała w kamienicy w centrum miasta, by po pewnym czasie przenieść się do domku na przedmieściach. Po pewnym czasie cała rodzina Kosińskich przeniosła się najpierw do Radomyśla, by ostatecznie przenieść się do Dąbrowy Rzeckiej. W Dąbrowie Rzeckiej wynajmowali dom, matka zatrudniała służącą, a ojciec pracował w punkcie skupu jako pisarz. Ponadto za żywność ojciec Kosińskiego uczył wiejskie dzieci.

W porównaniu z biedotą zamieszkująca te tereny, sytuacja materialna Kosińskich była ponad przeciętna. W wielu przekazach i wspomnieniach pojawiają się sugestie, że ojciec Kosińskiego współpracował z Niemcami, którzy go chronili. Nie zostali Kosińscy wywiezieni do żadnego getta ani obozu, gdy pozostali Żydzi z tego terenu zostali wywiezieni. To jest zastanawiające. Ale także faktem jest, że metryki chrztu na nazwisko Kosiński wydał im ks. Okoń i… wszyscy o tym wiedzieli. Ukrywał się w katolickiej rodzinie Andrzeja Warchoła. Nikt na niego nie doniósł, ale Mieczysław Kosiński vel Levinkopf odpłacił im po wojnie. W wyniku jego donosu do NKWD, wielu mieszkańców tych okolic znalazło się w łagrach, a gospodarz u którego się ukrywał miał szczęście, został uwięziony w Polsce przez UB.

Jerzy Kosiński w 1957 wyjechał do USA na stypendium, gdzie pozostał i wsławił się stworzeniem jednego z najbardziej ohydnych utworów literatury holocaustu.

Dość symptomatycznie było zachowanie Kosińskiego po otrzymaniu nagrody „Nike”, gdy spotkał się w Warszawie z czytelnikami. Podczas spotkania dowiedział się, że przybyli na spotkanie mieszkańcy Dąbrowy Rzeckiej i wyrazili chęć osobistego spotkania z „geniuszem literackim”. Wyraził zgodę, po czym czmychnął tylnym wyjściem i… tyle ze spotkania wyszło. Tym czynem potwierdził „prawdziwość” swoich wspomnień. Ale mimo udowodnionego fałszerstwa dla Holocaust Industry jest to ważna książka, służąca ponadto indoktrynacji młodych Izraelczyków, którzy chłoną ten chłam jak gąbka wodę.

Ireneusz T. Lisiak
Myśl Polska, nr 51-52 (18-25.12.2016)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s