No problem

Ciekawe jaka część nap… się na ulicach Ełku – życzyła sobie „miłości, życzliwości, spokoju” itp…

Problem pierwszy – agresja

Zdarzyło mi się pary razy w życiu widzieć a nawet odczuć napady przerażonej histerii krewkich staruszków, którzy tyle się nasłuchali i naczytali o młodocianych chuliganach i zagrożeniu z ich strony – że sami rzucali się na pierwszego napotkanego, Bogu ducha winnego młodego człowieka – i to niekiedy operując niebezpiecznym narzędziem np. w postaci noszonej w siateczce upiłowanej nogi od krzesełka albo torebałki-pedałówki na smyczy itp.

A cóż dopiero, kiedy psychoza działa w obie strony? Tzn. jedna jest przekonana, że w każdej chwili może zacząć się pogrom – a druga, że za moment zaczną gwałcić dziewice? Już nie mówiąc o kumulacji, gdy wszyscy mają katza.

Narastająca w kraju i przeważnie raczej bezmyślna agresja – raz na jakiś czas musi widać znaleźć ujście konkretniejsze niż nabluzganie komuś na fejsie. Zresztą sama agresywność i tak potencjalnie mogłaby być lepsza od apatii i bierności – pozostaje jednak kwestia jej ukierunkowania, opanowania i po prostu – zorganizowania. A zwłaszcza tego ostatniego – szczególnie nam brakuje.

Problem drugi – atomizacja

Narzekanie na podzielenie naszego narodu – od wielu już lat nie jest niczym więcej, niż rytuałem. Polacy nie tylko dają się skłócać o pozbawione realnego, większego znaczenia hasła „polityczne”. Podobnie sytuacja wygląda w wielu społeczeństwach Zachodu, a poletkiem doświadczalnym i wzorem pozostają Stany Zjednoczone, w których wyborcy niczym się przecież nie różniących wielkich partii (podobnie jak w Polsce) wyrzucają sobie zdradę i niewłaściwy rodzaj patriotyzmu.

Sprawy jednak wyglądają jeszcze gorzej. Właściwie niemal o niczym nie da się już porozmawiać w Polsce spokojnie. Ludzie wybuchają po kilku zdaniach polemiki, wystarczy przewinąć dowolną rozmowę na FB, by widzieć jak kończą się dowolne różnice zdań.

Nie ma już Polski – i nie ma narodu polskiego. Są pojedynczy frustraci wykrzykujący swój sprzeciw i nienawiść, nie całkiem jasne do kogo. Nienawiść, wściekłość – „patriotyczna”, „demokratyczna”, „antyklerykalna”, „katolicka”, „liberalna” – panuje w miejscu, które było kiedyś naszym krajem, wśród jednostek stanowiących dawno temu naszą wspólnotę. Tymczasem bez odtworzenia tej drugiej – nie odzyskamy też tego pierwszego.

Stoimy znów przed tym samym zadaniem, co endecja 120 lat temu – (od)budowy narodu polskiego. I śmiem twierdzić, że tym razem jest i będzie trudniej.

Problem trzeci – „problemy”

Wydarzenia w Ełku dowodzą, że prawdziwy jest niestary rosyjski kawał: ogólnie problem z kolorowymi polega jak wiadomo na tym, że nawet na strzelaniny przychodzą z nożami…

Zamieszki plemienne, zaczynające się od hasła „biją naszych” nie są niczym nienormalnym, ani nawet jakoś szczególnie szkodliwym. To atawizm i instynkt trybalny, nałożone przeważnie na jakieś bieżące frustracje. Tego typu zdarzenia służą raczej do pogłębienia diagnozy społecznej – i do sprawdzania sprawności działania państwa. W tym drugim przypadku nie było więc żadną niespodzianką, że coś w rodzaju państwa, które działa (?) na ziemiach polskich – jak zwykle się nie sprawdziło. I strategicznie – pod kątem rozładowywania agresji, pokonywania atomizacji i niemnożenia kwestii konfrontacyjnych, jak i bieżąco – po prostu zapobiegając rozruchom.

Co gorsza, wydarzenia ełckie zamiast pomóc w zdiagnozowaniu autentycznych problemów i ich pokonaniu – już służą dalszemu zaciemnianiu sytuacji mnożeniu bałaganu. Wypominanie przy okazji Polakom nie tylko Mławy (o której przytomnie w pewnym, demoliberalnym poza tym filmie, powiedziano „Cygan dostał bęcki bo przejechał dzieciaka i się nie zatrzymał, a nie dlatego, że Cygan”), ale i Jedwabnego pokazuje brak zahamowań środowiska, któremu do wizji „faszystowskiego rządu” bardzo by jeszcze pasowało „nazistowskie społeczeństwo”.

Niestety, ale próby robienia z dramatu w Ełku (powtórzmy, naturalnie trybalistycznego) drugiej bitwy pod Wiedniem też służą w istocie tej samej, gmatwającej tylko obraz i niepolskiej w motywach i skutkach narracji. Ostatecznie przecież jakiś cel wmawiania Polakom realności problemu imigrancko-rasowego był. Można nam w ten sposób zafundować zamieszki antyimigranckie – bez imigrantów. Byle nie było takich przeciw politycznemu i ekonomicznemu kurestwu – które przecież nie tylko w III RP jak najbardziej istnieje, ale wręcz stanowi jej istotę.

Tymczasem w Polsce i Polakom nie będzie lepiej, dopóki nie zorientujemy się, że obalić trzeba III RP, a nie najbliższą budkę z kebabem. A co zamiast III RP? No właśnie – po prostu Polska.

Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych – ZZR „Ojczyzna” i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.

http://prawica.net

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s