Wyprawa po norweski gaz (2)

Część pierwsza:
https://marucha.wordpress.com/2017/01/02/wyprawa-po-norweski-gaz/

Jednak negocjacje nie przynosiły efektów. Norwedzy nieprzekonani do polskiego pomysłu dywersyfikacji, chcieli sprzedawać gaz, więc postawili warunek: kupujecie teraz gaz dostarczany do Niemiec albo zapomnijcie o wielkiej rurze.

Rozpoczęto więc negocjacje w sprawie tzw. „małego kontraktu norweskiego” – ofertę sprzedaży Polsce gazu przez gazociąg NETRA, istniejący już od 1995 r. Kontrakt na dostawy do Polski 500 mln m 3 gazu rocznie w latach 2001-2006, podpisano 4 maja 1999 r. w Norwegii, a uroczystość uświetniła obecność premiera Buzka. Mieliśmy zbudować połączenie naszego systemu gazowniczego do granicy z Niemcami na wysokości Szczecina. Przed podpisaniem „małego kontraktu” zwolniono zarząd PGNiG za zbyt wolne tempo negocjacji i za brak przekonania do potrzeby dywersyfikacji.

Kontrakt był mały i raczej nie polsko-norweski, ale polsko-niemiecko-norweski, bo dostarczali gaz Norwedzy, ale obsługiwali Niemcy. Gaz do Polski trafiał nie bezpośrednio z Norwegii, tylko z niemieckiego systemu gazowego (na zasadzie „swap” – wymiany ilościowej produktu). Wbrew nazwie trudno ten kontrakt określić jako „norweski” – realnie dostarczano bowiem pół miliarda metrów gazu z Rosji, reeksportowanego przez niemieckiego pośrednika, co oczywiście kosztowało drożej.

Jak przyznał prezes PGNiG Andrzej Lipko, ten „norweski” gaz był około 30% droższy od rosyjskiego. Taka była cena za wielki kontrakt, który mielibyśmy zawrzeć w przyszłości (ostatecznie ustalono, że gaz nie będzie płynął do Szczecina, a do Lasowa koło Zgorzelca – tam rurociąg już był).

19 stycznia 2001 r. uroczyste rozpoczęcie dostaw gazu zaszczycił sam premier Buzek, kierownictwo Ministerstwa Gospodarki i PGNiG (był to przecież „symboliczny przełom”). Na uroczystości nie pojawił się natomiast ani przedstawiciel Statoil, ani rządu norweskiego.

Rzeczywisty charakter tego „norweskiego” kontraktu był można było dostrzec, gdy 15 września 2004 r. przedłużono dostawy o 2 lata (do 2008 r.), ale już tylko z niemieckimi firmami VNG i Ruhrgas. Norwedzy nie mieli tu czego szukać, bowiem kontrakt od początku niewiele miał wspólnego z ich gazem.

„Mały kontrakt norweski” był jedynym konkretnym efektem powyżej opisanych działań i stanowił spory ciężar dla polskiej spółki gazowej, przeżywającej wtedy ciężkie chwile. Marek Kossowski, prezes PGNiG, twierdził że „kupujemy od Norwegów prawie 0,5 mld m3 gazu. Kontynuujemy podpisane wcześniej kontrakty, pomimo ich wysokiej ceny. Mamy na tych kontraktach marżę ujemną i w efekcie ujemna jest cała marża na imporcie gazu”.

Próbował renegocjować kontrakt. Bez rezultatu.

Dalsze negocjacje

Polski rząd, kupując drogi rosyjski gaz za pośrednictwem Niemców, dowiódł swojej determinacji, więc rozpoczęto właściwe negocjacje. Premier Buzek ponaglał – w kwietniu 2000 r. ogłosił, że w już lipcu dojdzie do sfinalizowania umowy pomiędzy Polską i Norwegią w sprawie budowy gazociągu podmorskiego. Jednak 3 lipca podczas wizyty premiera Norwegii Jensa Stoltenberga [tak, to ten natowski kretyn – admin] w Polsce podpisano zamiast umowy jedynie wspólną deklarację.

Nie dotrzymano również kolejnego terminu do końca grudnia 2000 r. Na przeszkodzie stanęła bowiem kluczowa kwestia: Norwegowie żądali gwarancji rządowych oraz oferowali cenę o 25-30% wyższą od rosyjskiej. Żądania prezesa Andrzeja Lipko, by norweski gaz kosztował tyle, ile na niemieckim wybrzeżu w Emden, zostały odrzucone. Uzasadniano to prosto – o wiele dłuższy rurociąg, wysokie koszty budowy, małe ilości kupowanego przez Polskę gazu.

Polska deklarowała zakup 5 miliardów m 3, a Norwedzy za absolutne minimum uważali 8 miliardów. Na brakujące 3 miliardy trzeba było więc znaleźć nabywcę. Co prawda Niemcy chcieli kupić gaz z Niechorza dla swoich wschodnich landów, ale pod warunkiem, że będzie tańszy niż w Emden, a to było nierealne.

Szukaliśmy więc klientów na ten gaz, pytając Czechów, Słowację, Litwę, Łotwę, Estonię, a nawet Węgry, Ukrainę i daleką Chorwację. Wszystko kończyło się na deklaracjach zainteresowania, i to w dodatku „wstępnych”, bez żadnych zobowiązań na piśmie.

Dania

Gdy po podpisaniu „małego kontraktu” i wywieraniu przez Polskę nacisków, Norwedzy dalej nie chcieli się zdecydować, Polska rozegrała kartę duńską. W lutym 2000 r. PGNiG i jego duński odpowiednik Dansk Olie og Naturgas A/S (DONG) podpisali oświadczenie na temat eksportu gazu z Danii do Polski i budowy gazociągu Baltic Pipe. Naciskano także na Statoil, gdyż bez niego połączenie z zasobnymi norweskimi złożami było niemożliwe.

Po roku, w marcu 2001 r. Statoil zgodził się na dopisanie go do tego projektu, jednak nie chciał podjąć żadnych wiążących zobowiązań. Problemem, blokującym ten wariant przesyłu była – nieakceptowalna dla Norwegów – wysokość stawek transportowych przez terytorium Danii.

Tak więc DONG i PGNiG utworzyły konsorcjum bez Norwegów (2/3 udziałów miał DONG, a 1/3 PGNiG) planując przeprowadzenie rury z Danii do Polski. W lipcu tego roku firmy te podpisały kontrakt na dostawy 2 miliardów m 3 gazu rocznie (razem przez osiem lat – 16 mld m 3). DONG miał w ciągu 3-4 lat wybudować rurociąg Baltic Pipe – 230 km przez Bałtyk z brzegów Zelandii do Niechorza. Koszt szacowano na 350 mln euro i miała go w całości sfinansować strona duńska.

Uroczystość rozpoczęcia transportu uświetniła obecność premierów Polski i Danii. W ramach oficjalnych oświadczeń, premier Buzek podkreślił, że dywersyfikacja dostaw oznacza wzrost bezpieczeństwa gospodarczego Polski i możliwość obniżki cen dla odbiorców. W rzeczywistości była to tylko „możliwość” i to niezbyt realna. Cena gazu w kontrakcie była bowiem, według Andrzeja Lipki, „nieznacznie wyższa” od rosyjskiej, choć „zdecydowanie niższa” od propozycji norweskich. Premier Buzek i wicepremier Steinhoff zapewniali, że jest „korzystna”.

Jednak Duńczycy wiązali z rurociągiem przez Bałtyk całkowicie odmienne plany – zależało im na połączeniu, które zagwarantuje im import rosyjskiego gazu przez Polskę. DONG zapowiadał, że będzie zabiegać o przedłużenie gazociągu w Polsce na wschód. Polscy politycy uznawali bowiem za gwaranta naszego bezpieczeństwa energetycznego Danię, której zasoby gazu są mniejsze niż polskie, a która po przewidywanym obniżeniu wydobycia chciała importować go z Rosji. W końcu zrealizowała ten plan, kupując dostawy przez Nord Stream.

CDN

Andrzej Szczęśniak
szczesniak.pl
http://mysl-polska.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s